Architektura Wrocławia niezmiennie zachwyca. Rzeźby, malowidła i elementy elewacji niektórych budynków pokazują nie tylko ich wyjątkowy charakter, ale też echa czasu, w którym powstawały. Sprawdź, czy rozpoznasz te miejsca po detalach. Przy okazji poznasz ich historię.
Na Ostrowie Tumskim, tuż obok majestatycznej gotyckiej archikatedry św. Jana Chrzciciela, stoi niepozorna, lecz niezwykle ważna budowla, kościół św. Idziego. To nie tylko najstarszy w pełni zachowany obiekt sakralny we Wrocławiu, ale również najstarsza świątynia wciąż czynna i otwarta dla wiernych. Jej początki sięgają lat 20. XIII wieku, kiedy to rozpoczęto budowę późnoromańskiego kościoła. Mimo upływu wieków, wciąż odprawiane są tu msze, a miejsce tchnie historią i duchowością.
Kościół połączony jest z Domem Kapituły Bramą Kluskową niewielką furtką, która od wieków budzi zaciekawienie przechodniów. A to za sprawą legendy, która z nią się wiąże…
Legenda o kluskach i niespełnionym apetycie
Jak mówi stare porzekadło: do serca najłatwiej trafić przez żołądek. Przekonał się o tym pewien mężczyzna imieniem Konrad, który po śmierci żony nie mógł pogodzić się z utratą ukochanej oraz jej wyjątkowych śląskich klusek. Żyli wspólnie w jednej z podwrocławskich wsi, a kobieta słynęła z kulinarnego kunsztu. Gdy odeszła, żaden przepis nie potrafił oddać smaku jej potraw.
Zrozpaczony wdowiec codziennie siadał w pobliżu kościoła św. Idziego, błagając o cud. Odmawiał jedzenia i mizerniał z dnia na dzień. W końcu, pewnej nocy, ukazał mu się duch zmarłej żony. Obiecała, że przygotuje dla niego zaczarowany kociołek, w którym nigdy nie zabraknie jego ukochanych klusek. Warunek był jeden. Mężczyzna nigdy nie może sięgnąć po ostatnią z nich.
Konrad długo był posłuszny obietnicy, ale w końcu nie wytrzymał. Sięgnął po ostatnią kluskę, a ta t wymknęła mu się z dłoni i poszybowała, lądując na bramie przy kościele. Mężczyzna wspiął się wysoko, żeby choć jeszcze raz poczuć jej zapach, ale wtedy kluska skamieniała, a on sam umarł z głodu. Do dziś Brama Kluskowa przypomina o jego zachłanności i tęsknocie, stając się milczącym świadkiem tej niezwykłej historii.

Głowa w ścianie katedry św. Jana Chrzciciela
Z kamienną głową, którą widać na fasadzie budynku, wiąże się kolejna ciekawa legenda. Jaka jest jej treść?
Dawno temu, w jednej z wrocławskich pracowni złotniczych, zatrudniony był młody, ubogi czeladnik. Choć nie miał niczego poza rzemieślniczym talentem i sercem pełnym uczuć, zdołał zdobyć sympatię córki swojego mistrza. Ich uczucie rozkwitało w sekrecie, z dala od czujnego wzroku ojca dziewczyny. Pewnego dnia chłopak, chcąc wyrazić swoją miłość, własnoręcznie wykuł dla niej srebrny pierścień.
Niestety, tajemnica nie przetrwała długo. Gdy złotnik dowiedział się o zakazanym romansie, wpadł w gniew. Młodzieńca natychmiast wyrzucił z warsztatu, a swoją córkę zamknął w izbie i zapowiedział, że wypuści ją dopiero, gdy znajdzie się ktoś gotów zapłacić za nią sowity posag.
Dziewczyna z tęsknotą wspominała ukochanego, nie wiedząc, że ten porzucił uczciwe życie. Z czasem dołączył do bandy rozbójników. Napadał na kupców, rabował wieśniaków i grabił dwory. Wierzył, że gdy zdobędzie fortunę, powróci do Wrocławia i wkupi się w łaski przyszłego teścia. Jednak kolejne lata uczyniły z niego zupełnie innego człowieka. Serce miał twarde, twarz surową, a sumienie zbrukane.
Po długiej nieobecności przybył wreszcie do miasta. Stanął przed złotnikiem, pokazując zdobyty majątek. Stary rzemieślnik, widząc bogactwo, zmienił zdanie i zgodził się oddać swoją córkę za żonę. Jednak młoda kobieta, spojrzawszy w oczy dawnego ukochanego, nie poznała już w nim tego samego człowieka. Z pogardą odrzuciła jego oświadczyny i stwierdziła, że woli pozostać zamknięta do końca życia niż poślubić zbrodniarza.
Wiadomość ta rozwścieczyła byłego czeladnika. Przekonany, że to intryga złotnika, postanowił się zemścić. Pod osłoną nocy podpalił dom, w którym mieszkał jego dawny mistrz. Z wysokości wieży katedry św. Jana Chrzciciela obserwował płomienie, triumfując. Gdy jednak próbował się wycofać, jego głowa utknęła między murami. Cegły zaciskały się coraz mocniej, aż w końcu całe jego ciało skamieniało.
Do dziś jego kamienny wizerunek przypomina o tym, co chciwość, zdrada i zemsta mogą uczynić z człowieka.

Autorem pomnika był rzeźbiarz oraz profesor berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych Hugo Lederer, a postać mężczyzny związana jest z jego osobistą historią. Lederer podczas jednego wieczoru przegrał w grę w karty nie tylko potężną sumę swojego majątku, ale także ubranie. Upokorzony wracał przez całe miasto jedynie z szablą, której nie dał sobie odebrać. Kilka lat po tym incydencie postanowił zaprojektować rzeźbę, mającą przestrzegać studentów przed nadmiernym piciem oraz hazardem.
Pomnik znajduje się na placu Uniwersyteckim i jest posadowiony na zabytkowej fontannie.
Zabytkowy budynek powstał już w średniowieczu i był wielokrotnie przebudowywany. Znajduje się na rogu ulic Ruskiej i Kiełbaśniczej, a na fasadzie kamienicy znajdują się figurki trzech czarnoskórych mężczyzn. Miały one symbolizować okres dużego bogactwa miasta, związany z historią handlu z zamorskimi krajami. Warto dodać, że w przeszłości wyraz "Murzyn" nie miał pejoratywnego znaczenia i nie musiał odnosić się do konkretnej osoby. Dla Europejczyków był to symbol dalekich podróży oraz egzotycznych zakątków.

Neobarokowy budynek powstał w 1896 roku według projektu Eduarda Blümnera. W przeszłości urzędowali tu przedstawiciele Śląskiego Sejmu Krajowego oraz władz samorządowych. Na nocleg zatrzymał się tu także car Rosji Mikołaj II w roku, w którym ukończono wszystkie prace remontowe.
Wnętrza budynku, a także portal wejściowy z herbem Śląska i atlantami, podtrzymującymi kolumny do dziś robi ogromne wrażenie na odwiedzających. Aktualnie budynek jest siedzibą Naczelnej Organizacji Technicznej.

Jesteście ciekawi, jakie inne detale Wrocławia są dla niego charakterystyczne? Zobaczcie galerię ze zdjęciami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze