Reklama

Po przejechaniu stada Sutryków, kilku Bodnar i Maślaka z misiem zawróciłem

28/03/2024 23:02

W mijającym tygodniu kampanijnym, który wcale nie był równie wielki jak ten w Kościele katolickim, dowiedzieliśmy się, że Lewicy już nie podoba się Sutryk. A Jacek Sutryk zaczyna się zachowywać jakby działał w Galilei, w okolicach Kafarnaum, a nie w mieście Wrocław, w którym za jego rządów władzę przejęli brat Chaos z matką Aferą. I po raz kolejnym żądam: zabrońcie wieszania polityków przy jezdni, gdyż moje hamulce kiedyś nie wytrzymają. No i kto mi zwróci za mandat?

I nie będę już czepiał się premiera Tuska za poparcie Jacka Sutryka, gdyż właśnie przeżywamy te dni, gdy w Kościele katolickim często przywoływany jest wers „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Zwłaszcza, że sam lider PO kilkadziesiąt godzin temu na swoim profilu napisał: „Chodzi o to, żeby prokuratura zajmowała się nieuczciwymi politykami”. Czyli ewidentnie ktoś przed nim wiedzę zataił…


Bardziej mnie zdziwiło mocne wystąpienie wrocławskiego posła Lewicy, a także wiceministra sprawiedliwości Krzysztofa Śmiszka, który stanowczo orzekł: „Fejkowa szkoła służąca tylko do jednego - produkowania fejkowych absolwentów, tylko po to, żeby mogli dorwać się do lukratywnych posadek”. Rzecz o słynnym Collegium Humanum, które jeszcze w niejasnych okolicznościach skończył polityczny przyjaciel ministra - prezydent Jacek Sutryk. No nie wierzę, że o tym nie wie. Coś nam chciał przekazać?

Reklama

No i za nami podobno jedyna debata z udziałem wszystkich kandydatów na prezydenta Wrocławia. Choć słowo „podobno” powinienem raczej postawić przed słowem „debata”. Bo owo wydarzenie nijak nie przypominało tych debat z czasów sofistów czy choćby tej bardziej popularnej, zwanej oksfordzką. Każda z nich zasadza się na jakiś elementach polemiki, zwarciu poglądów, a tu nic. Każdy mógł tylko grzecznie odpowiedzieć na pytanie niczym dziecko podczas wizyty księdza po kolędzie. Wszystkim szło gładko, ale najlepiej wystukane odpowiedzi miał sam prezydent. Tu chwila przerwy na pewien coming out. Moim szkolnym koszmarkiem było recytowanie wierzy wyuczonych na pamięć. Szło mi różnie. Ale na wyżyny umiejętności deklamacyjnych wzniosłem się odpytany z fraszki „O doktorze Hiszpanie” Jana Kochanowskiego. Jeszcze dziś pamiętam jak śpiewająco wydobywały się ze mnie wersy: „Nasz dobry doktor spać się od nas bierze,/ Ani chce z nami doczekać wieczerze.”/„Dajcie mu pokój! najdziem go w pościeli,/A sami przedsię bywajmy weseli!/Już po wieczerzy, pódźmy do Hiszpana!/Ba, wierę, pódźmy, ale nie bez dzbana”. Piątkę dostałem, tak się wyuczyłem.


No a prezydent ? No raczej się nie nauczył odpowiedzi, bo to przecież niemożliwe, żeby wcześniej niż inni znał pytania … Nie, niemożliwe…

Reklama

W każdym razie Jerzy Urban wrocławskiego ratusza z entuzjazmem ogłosił: „Fakty, liczby, konkretne plany i konkretnie zakończone projekty. Merytorycznie i z precyzyjną wizją rozwoju Wrocławia. Jacek Sutryk zdecydowanym zwycięzcą debaty kandydatów na urząd prezydenta Wrocławia”.


No cóż… Mi tam niektórych faktów i liczb zabrakło. Nie tylko tych związanych z Collegium Humanum. Pomorska, Zwierzyniecki, TBS, ZOO, Śląsk Wrocław, zarobki w radach, powiązania rodzinne w ratuszu…


A zwycięstwo niby na czym polegało? Debata była radiowa więc mogłem czegoś nie dostrzec. Może najszybciej zjadł gąbkę z mikrofonu? Najszybciej zbiegł na parking? Albo pierwszy był przy automacie z kawą? No tak, ale ze zwycięzcą się nie dyskutuje, to co ja tam będę pytał.

Reklama

W jednym z ratuszowym Urbanem mogę chyba się zgodzić. Tyle co ostatnio pan prezydent przedstawił planów i projektów, to nawet nie przedstawił 6 lat temu. Z których za wiele i tak mu nie wyszło. Teraz znów chwilami jak widzę te obecne prezentacje, to oczy przecieram i myśli moje wędrują nad Jezioro Galilejskie, gdy „Jezus wziął od Apostołów pięć chlebów i dwie ryby i nakarmił wówczas 5000 mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. Wszyscy najedli się do syta, a Apostołowie zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatków z ryb”. Coś mnie tak biblijnie dziś nachodzi, ale pewnie czas wielkanocny to sprawił. Choć jak się patrzy na te wszystkie wystąpienia prezydenckie to człek już i ku Bożemu Narodzeniu spieszy, by śpiewać „cuda, cuda, powiadają”.


A na koniec to Państwu opowiem jeszcze o mojej drodze do pracy. Tak, przyznaję się, jadę autem, choć mi już kilku aktywistów wytyczyło drogę komunikacją kolejową i miejską, ale przy elastycznym podejściu wrocławskich speców od komunikacji miejskiej do rozkładów jazdy (o tym recytujący prezydent też nie wspomniał) kiedyś na spotkanie spóźniłem się tylko nieco ponad godzinę. Wiem, można przecież tak : „Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę”. Ale nie. Uparłem się. Jadę sobie autkiem i teraz wzrokiem nie nadążam. Najpierw sekwencja wiszących na lampach Sutryków, tuż obok Granowska wciska się na Krzyżanowskiego, potem mijam co najmniej pięć, sześć Bodnar i… po hamulcach. Właśnie wałbrzyska rejestracja auta przede mną nabrała wielkości pierwszego rzędu cyfr z tablicy okulistycznej. Udało się, ruszamy… Sutryki bez twarzy, Zawada, Zawada, Granowska znów się rozpycha z Krzyżanowskim, któremu „pomaga” Piwoński, potem znów jakiś facet z misiem, ale nie dojrzałem. Więc odważna decyzja, zawracam. Chyyyyba nie można, ale ciekawość silniejsza…. Zwłaszcza, że patrolu w pobliżu nie stwierdzam. Znowu portrety migają, jest, faktycznie, jakiś kandydat o nazwisku Maślak ,a w tle niedźwiedź. Sprawdzam w komórce, a to jakiś pan od przyrody. Tak, wiem, komórki w aucie nie wolno używać. Drugi teoretycznie mandat. Ale przecież  nawet gdybym w drodze do pracy, jadąc samochodem, obejrzał w komórce cały koncert Metalliki, to jest to bezpieczniejsze niż rozwieszanie tych plakatów wyborczych wzdłuż ulic. Wiszą, żeby je oglądać. Czy spełniają jakieś inne funkcje, których niezadowolonym wyborcom nie będę podpowiadał? Choć korci…

Reklama

Może wreszcie, bo nie pierwszy raz apeluję o to, by ktoś poważnie wziął się za ten bałagan z plakatami. Zwłaszcza w dobie internetu i innych mediów elektronicznych. Dał Wam przykład Maciej Zieliński, legenda koszykówki, były poseł, radny i aktualny kandydat na radnego, który zapowiedział: „Nie będę drukował ani ulotek, ani plakatów. Nie chcę marnować papieru, nie chcę dekorować dzielnicy (…). Maciej Zieliński, człowiek z Biskupina, nie z ulotki”.


Szanowne idące, Szanowni idący, Szanowne jadące, Szanowni jadący z koszyczkiem w Wielką Sobotę, patrzcie przed siebie i nie rozglądajcie się! A w same Święta cudownych chwil, niech Państwu się mnożą niczym te obietnice „zwycięzcy debaty”.

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości