Reklama

Po ubrania sprzed 30 lat ustawiają się tutaj kolejki, zwłaszcza gdy to Versace

30/12/2023 17:19

Zaglądamy do sklepu z ubraniami vintage na wrocławskim Nadodrzu. Króluje tu odzież sprzed 20, 30 i 40 lat. Ale można kupić też frak z lat dwudziestych. 

ZOBACZ ZDJĘCIA - KLIKNIJ


Kiedy pojawiam się w Cindy Vintage na Pomorskiej około 12.00 na Pomorskiej, już do drzwi dobija się młoda dziewczyna. Zaraz potem, tuż po otwarciu, ruch jest coraz większy. Natalia ma dziś dyżur w sklepie tylko do 15.00, ale przedłuża godziny otwarcia, bo zainteresowanie jest naprawdę spore. Zaskoczeni? Przecież to nie niedziela handlowa w galerii, tylko sobotni poranek w małym sklepie z ubraniami vintage, w którym znajdujemy ubrania głównie z lat 70., 80., 90. i początków 2000. Ale może właśnie vintage jest czymś, co sprawdza się dziś najlepiej.  


- Oczywiście, zdarzają się też perełki z wcześniejszych dekad. Najstarszą rzeczą był frak z lat 20. Sprzedał się za około 350 złotych - mówi Natalia Wychudzka, właścicielka sklepu Cindy Vintage przy Pomorskiej 15. - To, co wyróżnia te wszystkie rzeczy, to próba czasu. Widać, jak marynarka z wełny zachowuje się po 30 latach użytkowania. Nie kulkuje się, jakość wełny wciąż jest doskonała i to właśnie jest mocną stroną vintage. Dlatego warto inwestować w ubrania vintage, głównie ze względu na świetną jakość wykonania i ciekawe wzornictwo. 

Reklama

Vintage to nie tylko szalone dresy z lat 80.


Bo vintage to też oryginalne wzory, dodatkowe kieszonki i guziki czy niepowtarzalne wykorzystanie kolorów, jak na przykład w przypadku tej marynarki. 


- To często są takie smaczki, których nie dostrzegamy na co dzień. Widzę to po klientkach, które wracają albo w ogóle zrobiły sobie rekonstrukcję szafy. Miło mi zawsze usłyszeć, że podstawą szafy kapsułowej tych osób są właśnie rzeczy z mojego sklepu. Mam też takie klientki, które dotąd kupowały ubrania w sieciówkach, a przestawiły się właśnie na vintage. I taki jest też mój cel: staram się pokazać pewną alternatywę, bo vintage to nie tylko szalone, kolorowe dresy z lat 80. Na stałe mam też wprowadzony drążek, na którym można znaleźć rzeczy basicowe, do pracy, białe koszule z fajnym składem czy wełniane czarne spodnie, które sprawdzą się w każdej dekadzie - dodaje Natalia Wychudzka. - Wśród klientów mam też osoby, które jeżdżą na harleyach, są to zawodowi kierowcy i są też posłanki. Czasem wpada tu chłopak, który stawia swoje pierwsze kroki w modelingu, znany jako New Bob Ross. Mam też klientki, które mają po 80 lat i przychodzą tu, bo kupują sobie broszki. Są również młodzi ludzie, którzy poszukują w szczególności rzeczy z lat 90. i początków 2000, tu w trendach są szerokie spodnie cargo czy dopasowane bluzeczki odkrywające pępek. Zawsze powtarzam: Nie ma jednej definicji stylu vintage, vintage jest dla wszystkich. 

Reklama

ZOBACZ ZDJĘCIA - KLIKNIJ


A co jeszcze ciekawego można znaleźć w asortymencie Cindy Vintage? - Mam na przykład buty na platformie, popularne popularne w latach 70., 80. i 90. To wielokrotnie buty typu deadstock, czyli nowe, z magazynów, nigdy nie używane. Często przychodzą do mnie mamy z nastoletnimi dziećmi. Mamy wspominają, że nosiły podobne buty w latach 70. czy 80., a to robi wrażenie na dziecku i okazuje się, że córka czy syn też chce spróbować takiego stylu. Przychodzą po spodnie, a wychodzą z dwiema parami obuwia. Świetna jakosć wykonania i odważne modele trafiają w gusta zarówno starszych, jak i młodszych - opowiada Natalia Wychudzka.


Pierścionki w marynarkach i złoto obok otwieraczy do konserw


Ale odszukanie i pielęgnowanie takich rzeczy, by znów nadawały się do sprzedaży, a potem użytku, nie jest wcale taką prostą sprawą. Natalia nie chce jednak zdradzać, gdzie wyszukuje takie perełki. - Źródeł mam bardzo dużo. Tak jak grzybiarz nigdy nie zdradzi swoich miejsc, tak i ja nie odkrywam moich kart w prowadzeniu tej działalności. To nie jest tak, że zamawiam rzeczy z hurtowni vintage i rozpakowuję je z pudełka. Tak naprawdę to właśnie poszukiwania zajmują 60 procent mojej pracy - komentuje Natalia Wychudzka. Ma za to prawdziwe szczęście, bo czasami natrafia na niewiarygodne skarby. - Zdarzało mi się trafić na złote pierścionki, które znajdowały się w marynarkach kupowanych do mojego sklepu. Były też inne znaleziska ukryte w ubraniach, np. złote zegarki czy złota spinka, odnaleziona w obrzydliwym pudełeczku na targowisku, wymieszana z jakimś otwieraczem do konserw. Zawsze powtarzam, że jestem poszukiwaczem skarbów. Kiedyś nabyłam też czarną suknię Jean Paula Gaultiera z lat 90, którą znalazłam w second handzie, i to na jednym z ostatnich dni wyprzedaży. Przez chwilę miałam ją w swojej szafie, ale z racji tego, że nie wybieram się na galę rozdania Oscarów, teraz będzie dostępna w moim sklepie. W ofercie są też marynarki MaxMary czy ubrania Versace. 

Reklama

Specyficzny zapach starych ubrań może być dla niektórych odrzucający. Czy w przypadku ubrań vintage też jest to problemem? Okazuje się, że nie, bo są metody na pielęgnację i odnowienie starych ubrań. - Właśnie dlatego ostatnio zainwestowałam w szafę z ozonatorem, która pomaga pozbyć się zapachu starych ubrań. I faktem jest, że to bardzo czasochłonny proces, by te rzeczy doprowadzić do porządku. Czasami nawet dopasowanie guzików wiąże się z tym, że muszę jeździć z miejsca do miejsca, nie odwiedzam tylko jednej pasmanterii. Zakupy przez Internet nie wchodzą w grę, bo wolę wszystko sprawdzić na żywo - opowiada Natalia Wychudzka. - Na jedną marynarkę poświęcam wiele godzin. Często trzeba wymienić podszewki, wizyty w pralni też wiążą się z pewnym ryzykiem. Zdarza się, że guziki się pokruszą, a ukryte zabrudzenia wyjdą na wierzch. 


Ubrania vintage, jak wino, nabierają z wiekiem szlachetności


Przedział cenowy jest zróżnicowany. Zdarza się trafić na bluzkę w cenie około 80-90 złotych, co jest porównywalne z rzeczami z sieciówek, ale już za markę, taką jak Roberto Cavalli czy Escada trzeba zapłacić dużo więcej. I tak za niesamowity w dotyku krawat z Escady, bez widocznych śladów użytkowania, zapłacimy około 180 złotych, a za elegancką czarną bluzkę Roberto Cavalliego - 350 złotych.

Reklama

- Ale tak jak w przypadku dobrego wina, te rzeczy się nie starzeją, nabierają z wiekiem szlachetności - mówi Natalia Wychudzka. Dziś 85 proc. szafy Natalii to właśnie ubrania vintage. Mało tego, zaczęło się od pasji, a dziś to jej praca i styl życia. - Siedzisz akurat przed obrazem z neonem, który pochodzi z lat 80. Widać na tym obrazie jeszcze World Trade Centre. I masz rację, vintage to u mnie nie tylko moda. Vintage zagościło u mnie także w innych dziedzinach życia. Remontowałam mieszkanie i 90 proc. rzeczy, mebli, które mamy, to rzeczy z drugiego obiegu, które znaleźliśmy na targach staroci. Mamy w domu najwygodniejszą kanapę z lat 80. projektu Rolfa Benza. Kupiliśmy ją w vintage shopie w Poznaniu. Mój mąż jest kolekcjonerem płyt. Zbieram vintage figurki z pieskami, a wszystkie donice są też z drugiego obiegu. Nawet mój pies ma obrożę, która też jest vintage, skórzana, z alpejskimi motywami, zakupiona została na targach staroci.


ZOBACZ ZDJĘCIA - KLIKNIJ


Natalia Wychudzka była drugą osobą we Wrocławiu, która otworzyła sklep z ubraniami vintage, przed nią byli tylko twórcy vintage shopu na WNłodkowica. Dziś tego typu sklepów jest we Wrocławiu coraz więcej, a Natalia organizuje też targi vintage, na których społeczność kochająca tego rodzaju modę może się spotkać i zaprezentować wrocławianom swoje kolekcje.  

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości