Zaglądamy do sklepu z ubraniami vintage na wrocławskim Nadodrzu. Króluje tu odzież sprzed 20, 30 i 40 lat. Ale można kupić też frak z lat dwudziestych.
Kiedy pojawiam się w Cindy Vintage na Pomorskiej około 12.00 na Pomorskiej, już do drzwi dobija się młoda dziewczyna. Zaraz potem, tuż po otwarciu, ruch jest coraz większy. Natalia ma dziś dyżur w sklepie tylko do 15.00, ale przedłuża godziny otwarcia, bo zainteresowanie jest naprawdę spore. Zaskoczeni? Przecież to nie niedziela handlowa w galerii, tylko sobotni poranek w małym sklepie z ubraniami vintage, w którym znajdujemy ubrania głównie z lat 70., 80., 90. i początków 2000. Ale może właśnie vintage jest czymś, co sprawdza się dziś najlepiej.
- Oczywiście, zdarzają się też perełki z wcześniejszych dekad. Najstarszą rzeczą był frak z lat 20. Sprzedał się za około 350 złotych - mówi Natalia Wychudzka, właścicielka sklepu Cindy Vintage przy Pomorskiej 15. - To, co wyróżnia te wszystkie rzeczy, to próba czasu. Widać, jak marynarka z wełny zachowuje się po 30 latach użytkowania. Nie kulkuje się, jakość wełny wciąż jest doskonała i to właśnie jest mocną stroną vintage. Dlatego warto inwestować w ubrania vintage, głównie ze względu na świetną jakość wykonania i ciekawe wzornictwo.
Bo vintage to też oryginalne wzory, dodatkowe kieszonki i guziki czy niepowtarzalne wykorzystanie kolorów, jak na przykład w przypadku tej marynarki.
- To często są takie smaczki, których nie dostrzegamy na co dzień. Widzę to po klientkach, które wracają albo w ogóle zrobiły sobie rekonstrukcję szafy. Miło mi zawsze usłyszeć, że podstawą szafy kapsułowej tych osób są właśnie rzeczy z mojego sklepu. Mam też takie klientki, które dotąd kupowały ubrania w sieciówkach, a przestawiły się właśnie na vintage. I taki jest też mój cel: staram się pokazać pewną alternatywę, bo vintage to nie tylko szalone, kolorowe dresy z lat 80. Na stałe mam też wprowadzony drążek, na którym można znaleźć rzeczy basicowe, do pracy, białe koszule z fajnym składem czy wełniane czarne spodnie, które sprawdzą się w każdej dekadzie - dodaje Natalia Wychudzka. - Wśród klientów mam też osoby, które jeżdżą na harleyach, są to zawodowi kierowcy i są też posłanki. Czasem wpada tu chłopak, który stawia swoje pierwsze kroki w modelingu, znany jako New Bob Ross. Mam też klientki, które mają po 80 lat i przychodzą tu, bo kupują sobie broszki. Są również młodzi ludzie, którzy poszukują w szczególności rzeczy z lat 90. i początków 2000, tu w trendach są szerokie spodnie cargo czy dopasowane bluzeczki odkrywające pępek. Zawsze powtarzam: Nie ma jednej definicji stylu vintage, vintage jest dla wszystkich.
A co jeszcze ciekawego można znaleźć w asortymencie Cindy Vintage? - Mam na przykład buty na platformie, popularne popularne w latach 70., 80. i 90. To wielokrotnie buty typu deadstock, czyli nowe, z magazynów, nigdy nie używane. Często przychodzą do mnie mamy z nastoletnimi dziećmi. Mamy wspominają, że nosiły podobne buty w latach 70. czy 80., a to robi wrażenie na dziecku i okazuje się, że córka czy syn też chce spróbować takiego stylu. Przychodzą po spodnie, a wychodzą z dwiema parami obuwia. Świetna jakosć wykonania i odważne modele trafiają w gusta zarówno starszych, jak i młodszych - opowiada Natalia Wychudzka.
Ale odszukanie i pielęgnowanie takich rzeczy, by znów nadawały się do sprzedaży, a potem użytku, nie jest wcale taką prostą sprawą. Natalia nie chce jednak zdradzać, gdzie wyszukuje takie perełki. - Źródeł mam bardzo dużo. Tak jak grzybiarz nigdy nie zdradzi swoich miejsc, tak i ja nie odkrywam moich kart w prowadzeniu tej działalności. To nie jest tak, że zamawiam rzeczy z hurtowni vintage i rozpakowuję je z pudełka. Tak naprawdę to właśnie poszukiwania zajmują 60 procent mojej pracy - komentuje Natalia Wychudzka. Ma za to prawdziwe szczęście, bo czasami natrafia na niewiarygodne skarby. - Zdarzało mi się trafić na złote pierścionki, które znajdowały się w marynarkach kupowanych do mojego sklepu. Były też inne znaleziska ukryte w ubraniach, np. złote zegarki czy złota spinka, odnaleziona w obrzydliwym pudełeczku na targowisku, wymieszana z jakimś otwieraczem do konserw. Zawsze powtarzam, że jestem poszukiwaczem skarbów. Kiedyś nabyłam też czarną suknię Jean Paula Gaultiera z lat 90, którą znalazłam w second handzie, i to na jednym z ostatnich dni wyprzedaży. Przez chwilę miałam ją w swojej szafie, ale z racji tego, że nie wybieram się na galę rozdania Oscarów, teraz będzie dostępna w moim sklepie. W ofercie są też marynarki MaxMary czy ubrania Versace.
Specyficzny zapach starych ubrań może być dla niektórych odrzucający. Czy w przypadku ubrań vintage też jest to problemem? Okazuje się, że nie, bo są metody na pielęgnację i odnowienie starych ubrań. - Właśnie dlatego ostatnio zainwestowałam w szafę z ozonatorem, która pomaga pozbyć się zapachu starych ubrań. I faktem jest, że to bardzo czasochłonny proces, by te rzeczy doprowadzić do porządku. Czasami nawet dopasowanie guzików wiąże się z tym, że muszę jeździć z miejsca do miejsca, nie odwiedzam tylko jednej pasmanterii. Zakupy przez Internet nie wchodzą w grę, bo wolę wszystko sprawdzić na żywo - opowiada Natalia Wychudzka. - Na jedną marynarkę poświęcam wiele godzin. Często trzeba wymienić podszewki, wizyty w pralni też wiążą się z pewnym ryzykiem. Zdarza się, że guziki się pokruszą, a ukryte zabrudzenia wyjdą na wierzch.
Przedział cenowy jest zróżnicowany. Zdarza się trafić na bluzkę w cenie około 80-90 złotych, co jest porównywalne z rzeczami z sieciówek, ale już za markę, taką jak Roberto Cavalli czy Escada trzeba zapłacić dużo więcej. I tak za niesamowity w dotyku krawat z Escady, bez widocznych śladów użytkowania, zapłacimy około 180 złotych, a za elegancką czarną bluzkę Roberto Cavalliego - 350 złotych.
- Ale tak jak w przypadku dobrego wina, te rzeczy się nie starzeją, nabierają z wiekiem szlachetności - mówi Natalia Wychudzka. Dziś 85 proc. szafy Natalii to właśnie ubrania vintage. Mało tego, zaczęło się od pasji, a dziś to jej praca i styl życia. - Siedzisz akurat przed obrazem z neonem, który pochodzi z lat 80. Widać na tym obrazie jeszcze World Trade Centre. I masz rację, vintage to u mnie nie tylko moda. Vintage zagościło u mnie także w innych dziedzinach życia. Remontowałam mieszkanie i 90 proc. rzeczy, mebli, które mamy, to rzeczy z drugiego obiegu, które znaleźliśmy na targach staroci. Mamy w domu najwygodniejszą kanapę z lat 80. projektu Rolfa Benza. Kupiliśmy ją w vintage shopie w Poznaniu. Mój mąż jest kolekcjonerem płyt. Zbieram vintage figurki z pieskami, a wszystkie donice są też z drugiego obiegu. Nawet mój pies ma obrożę, która też jest vintage, skórzana, z alpejskimi motywami, zakupiona została na targach staroci.
Natalia Wychudzka była drugą osobą we Wrocławiu, która otworzyła sklep z ubraniami vintage, przed nią byli tylko twórcy vintage shopu na WNłodkowica. Dziś tego typu sklepów jest we Wrocławiu coraz więcej, a Natalia organizuje też targi vintage, na których społeczność kochająca tego rodzaju modę może się spotkać i zaprezentować wrocławianom swoje kolekcje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze