Reklama

Po wrocławskim proteście policja będzie wzywała rolników. Łamali prawo

16/02/2024 15:23

Podczas czwartkowego protestu w centrum Wrocławia rolnicy ignorowali informacje policji o rozwiązaniu zgromadzenia i polecenie rozejścia się, odpalali race, palili opony, próbowali siłą wtargnąć do urzędu wojewódzkiego. Choć ewidentnie łamali prawo, policja dotąd nie zatrzymała ani jednej osoby. Czy to oznacza, że policja boi się rolników? Dlaczego nie była tak odważna, jak podczas protestów kobiet czy demonstracji narodowców?

Czwartkowy protest został rozwiązany przez organizatora zaraz po rozpoczęciu. - Organizator rozwiązał zgromadzenie, ponieważ została odpalona pirotechnika. Mimo o kilkukrotnych prośb o zaprzestanie - mówiła nam Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji. Ale, choć funcjonariusze przez megafony wzywali rolników do rozejścia się, ci nie reagowali. Odpalali za to kolejne race, co jest karalne. Potem próbowali siłą wtargnąć do urzędu wojewódzkiego, a przed urzędem palili opony. Gdy na miejsce chciała dotrzeć straż pożarna, uniemożliwiali jej przejazd.


KLIKNIJ I ZOBACZ ZDJĘCIA


Wszystko to podstawy do wyciągnięcia surowych konsekwencji - mamy do czynienia z serią przestępstw i wykroczeń. Policja, która wszystkiemu się przyglądała, nie zatrzymała jednak ani jednej osoby. Boi się rolników? - Nie - zapewnia Wojciech Jabłoński, rzecznik szefa wrocławskiej policjii. I zapowiada, że rolnicy dopiero będą wzywani na przesłuchania. Cześć z nich usłyszy zarzuty.

Reklama

- Spotkaliśmy się z organizatorem jeszcze przed protestem. Zostaliśmy zapewnieni, że wszystko odbędzie się zgodnie z prawem. Niestety, tak się nie stało. Będziemy wyciągać konsekwencje, mamy wszystko udokumentowane, będziemy analizować nagrania z monitoringu, część osób została też spisana przez policję - mówi Wojciech Jabłoński. Przyznaje, że problematycznych sytuacji na proteście było sporo. - Spisaliśmy też osoby, które paliły opony, a potem nie dopuściły strażaków na miejsce zdarzenia. Sam w czasie udzielania wywiadu widziałem osobę, która załatwiała swoje potrzeby fizjologiczne pod traktorem i oczywiście zwracaliśmy na takie sytuacje uwagę. Powiedziałem: "Jak panu nie wstyd". Nie wspominając już o tym, że cały plac Społeczny był zablokowany, a nie mógł być - dodaje Jabłoński. 


- Oczywiście, mogliśmy użyć armatek wodnych, aby przerwać protest, ale chodziło o to, żeby nie eskalować konfliktu. Interweniujemy tam, gdzie następuje łamanie prawa, a tam, gdzie można pewne rzeczy udokumentować i wyciągnąć konsekwencje później, to robimy to w ten sposób - tłumaczy Jabłoński. - Każdy konflikt charakteryzuje się swoimi prawami. Proszę mi uwierzyć, że gdyby w ogóle nas tam nie było, byłoby znacznie gorzej - dodaje policjant.

Reklama

ZOBACZ FILMY









 







 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości