Ogrody zoologiczne to dziś współczesne Arki Noego, ratujące gatunki przed całkowitym wymarciem. Problem w tym, że zwierzęta nie zawsze chcą współpracować, a ich zwyczaje rozrodcze bywają wręcz ekstremalne – dość powiedzieć, że są samice, które na ponad dwa miesiące dają się dosłownie zamurować swoim partnerom w ciasnej dziupli.
Popularnym przykładem gatunku, który notorycznie odmawia rozmnażania, są oczywiście pandy wielkie. Te urocze ssaki są tak wybredne i zestresowane obecnością człowieka, że do zbliżeń dochodzi u nich niezwykle rzadko. Ciekawostką jest fakt, że gdy wybuchła pandemia COVID-19 i ogrody zoologiczne na całym świecie opustoszały, niektóre pandy – wreszcie mając absolutny spokój – nieśmiało zaczęły się rozmnażać. Oczywiście w Polsce pand wielkich nie mamy, ale wrocławskie zoo ma swoje własne, znacznie bardziej unikalne powody do dumy.
Jeśli myślisz, że urlop macierzyński bywa wyczerpujący, poznaj dzioborożce palawańskie. Ich praktyki lęgowe to jeden z najbardziej niezwykłych i drastycznych przykładów poświęcenia w świecie zwierząt.
Gdy samica jest gotowa do złożenia jaj, wchodzi do dziupli, a samiec... dosłownie ją tam zamurowuje. Używając błota, odchodów i resztek jedzenia, ptaki tworzą twardą ścianę, zostawiając jedynie wąską szczelinę. Samica spędza w tej ciemnej i ciasnej izolacji ponad dwa miesiące! Przez ten otwór samiec codziennie ją karmi, podczas gdy ona wysiaduje jaja, a następnie opiekuje się pisklętami. W tym czasie samica przechodzi również całkowite pierzenie, zrzucając lotki i sterówki, przez co jest całkowicie bezbronna i zdana na partnera.
Dlaczego to wrocławski fenomen? Dzioborożce palawańskie to gatunek szalenie trudny w hodowli. O ile w prywatnych, specjalistycznych wolierach czasem udaje się je rozmnożyć, o tyle w oficjalnych ogrodach zoologicznych Wrocław jest absolutnym monopolistą. Jako jedyne zoo z sukcesem odchowuje pisklęta aż do dorosłości, a fakt, że młode wykluwają się tu praktycznie co roku, to wyczyn na skalę światową.
Myszojelenie podbiły polski internet zabawną piosenką, ale w świecie nauki przez lata uchodziły za prawdziwe leśne duchy. Z kanczylami (bo tak brzmi ich prawidłowa nazwa) wiąże się niesamowita historia – do niedawna wierzono, że zwierzęta te zniknęły z powierzchni Ziemi. Spokrewnionych z nimi kanczyli nie widziano na wolności przez blisko 30 lat i oficjalnie uznawano je za gatunek wymarły, dopóki nagle nie pojawiły się w obiektywach badawczych fotopułapek.
Hodowle zaczynały od bardzo skromnej puli genetycznej. Kiedy inne ogrody załamywały ręce, we Wrocławiu kanczyle filipińskie znalazły swój azyl. Zanotowano tu tak wiele sukcesów, że dzisiaj większość kanczyli, które można podziwiać w innych europejskich ogrodach zoologicznych, pochodzi właśnie z „wrocławskiej linii”. To wrocławskie geny ratują ten gatunek w Europie.
Zamurowywanie partnerki to nie jedyne dziwactwo w świecie natury. Jeśli przyjrzymy się bliżej, znajdziemy mnóstwo gatunków, których praktyki rozrodcze przypominają scenariusze filmów science-fiction.
U pławikoników (koników morskich) to samiec "zachodzi w ciążę". Samica składa ikrę do specjalnej torby lęgowej na brzuchu samca, który następnie ją zapładnia, inkubuje i po kilku tygodniach „rodzi” w silnych skurczach setki miniaturowych młodych.
W przyrodzie można też spotkać żywe inkubatory. Ryby z rodziny pielęgnicowatych (tzw. pyszczaki) po zapłodnieniu ikry biorą ją do pyska i trzymają tam przez kilka tygodni. W tym czasie rodzic nic nie je, aby nie połknąć własnych dzieci. Nawet po wykluciu, w razie zagrożenia, młode rybki błyskawicznie chowają się w pysku matki lub ojca.
U ropuchy grzbietoróda amerykańskiego samiec dosłownie wmasowuje zapłodnione jaja w gąbczastą skórę na plecach samicy. Skóra obrasta jaja, a po kilku miesiącach w pełni ukształtowane, małe ropuszki przebijają się przez plecy matki i wychodzą na zewnątrz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze