Założony przez arystokratę, rozbudowany do skali przemysłowej, upaństwowiony po wojnie i porzucony w latach 90. Dawny browar przy ul. Browarnianej w Sobótce to jeden z najbardziej intrygujących opuszczonych obiektów na Dolnym Śląsku. Dziś natura i czas robią swoje, ale historia tego miejsca zasługuje na przypomnienie.
Wszystko zaczęło się w 1817 roku. Baron Ernst von Lüttwitz, właściciel dóbr w Sobótce Górce, założył browar u podnóża Ślęży – miejsca, które już wtedy uchodziło za wyjątkowe. Kluczem do sukcesu była woda - bogata w minerały, czerpana ze źródeł w cieniu góry, nadawała piwu niepowtarzalny charakter. Produkcja opierała się od początku na metodzie bawarskiej, cenionej w całej ówczesnej Europie.
Zakład rósł. W 1858 roku syn założyciela, Wilhelm von Lüttwitz, przekształcił go w spółkę – najpierw komandytową, a potem akcyjną pod nazwą Gorkauer Societäts Brauerei A.G. W 1887 roku zarejestrowano spółkę akcyjną z poważnym kapitałem, a browar przestał być lokalną inicjatywą, stając się regionalnym graczem przemysłowym.
Na początku XX wieku zakład był już w pełni nowoczesnym przedsiębiorstwem: produkował około 50 000 hektolitrów piwa rocznie, posiadał filie m.in. w Wałbrzychu i Nowej Rudzie oraz sieć własnych lokali. W ofercie były lagery, koźlaki i inne rodzaje - browar obsługiwał zarówno rynek lokalny, jak i regionalny.
Po II wojnie światowej obiekt znacjonalizowano - podobnie jak setki innych dolnośląskich zakładów - i wznowiono w nim produkcję. To był jednak początek końca. Centralizacja przemysłu i rosnąca dominacja dużych koncernów piwowarskich sprawiły, że mały zakład w Sobótce nie miał szans. W 1997 roku browar zamknął podwoje na zawsze. Od tamtej chwili nikt już tu nie warzy piwa.
Dziś kompleks jest mocno zniszczony - budynki częściowo się zawaliły, instalacje rozkradziono, a przez pęknięte stropy wdziera się roślinność. Dawne piwnice leżakowe, warzelnia i zabudowania administracyjne istnieją głównie jako puste, milczące ruiny. Pod obiektem ciągną się podziemne korytarze – część zawalona, część zalana. W pobliżu stoi jeszcze staw browarniany, który niegdyś pełnił funkcje technologiczne dla zakładu.
Mimo fatalnego stanu technicznego miejsce wciąż przyciąga eksploratorów, fotografów i poszukiwaczy zapomnianej historii. Dziury w podłodze, zawalone stropy i brak jakichkolwiek zabezpieczeń sprawiają jednak, że to teren, który nie wybacza błędów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Może nie spodoba się to pewnej części populacji ale Dawno dawno temu pewien Niemiec skomentował to tak : „Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą” Słowa te przypisuje się Otto von Bismarckowi, pruskiemu i niemieckiemu mężowi stanu z XIX wieku. To co potrafimy widać na zdjęciach w tym artykule.
Ruiny. Symboliczne. Tyle zostało z naszych marzeń z lat 90-tych o normalnej Polsce.
Może nie spodoba się to pewnej części populacji ale Dawno dawno temu pewien Niemiec skomentował to tak : „Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą” Słowa te przypisuje się Otto von Bismarckowi, pruskiemu i niemieckiemu mężowi stanu z XIX wieku. To co potrafimy widać na zdjęciach w tym artykule.