- Jeszcze nie zaczęliśmy dobrze myśleć o choince, a już wizyta duszpasterska za nami. Pani wojewoda ruszyła po kolędzie po powiatach dolnośląskich i przecież nikt nie odmówi przyjęcia - mówi jeden ze starostów dolnośląskich i dodaje, że to wizyta oczywiście na koszt powiatów. – I jeszcze musimy zapewnić na tych spotkaniach obecność dzieci. Taką sugestię dostaliśmy z urzędu wojewódzkiego. Bo podobno ma dobry kontakt młodymi…
W mediach społecznościowych Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego możemy przeczytać, że te wizyty odbywają się w ramach akcji Bezpieczny Dolny Śląsk:
„Nasz zespół odwiedza systematycznie każdy powiat Dolnego Śląska, aby wspólnie z samorządami wypracowywać najlepsze rozwiązania w Programie Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. To rozmowy szczególnie istotne, bo bezpieczeństwo zaczyna się od świadomości i odpowiedzialnego przygotowania. Kiedy zdarzenia nagle zmieniają codzienność, liczy się chłodna głowa i znajomość zasad działania”.
Ładnie brzmi, tylko niektórych zastanawia po co w orszaku, zwanym zespołem, znajdują się często inni politycy Koalicji Obywatelskiej, jak na przykład wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska czy wiceminister sportu Piotr Borys.
- Po wyborach miało się zmienić, ale tylko zmieniły się nazwiska i przynależność partyjna podróżujących. I kiedyś wozili jakieś czeki, a teraz broszury o bezpieczeństwie – twierdzi jeden ze zniesmaczonych samorządowców. – Robi się spęd, bo tak chce pani wojewoda. Przy okazji promując ze swojej opcji politycznej. Każdy burmistrz chce zabłysnąć to wymyśla co to on nie zrobił. Problem w tym, że my wiemy jak zadbać o bezpieczeństwo ludzi, w przeciwieństwie do władz centralnych, co udowodnili podczas ostatniej powodzi. Niech nam tylko dadzą pieniądze, to zaręczam, że każdy obywatel poczuje się bezpiecznie. A tak to musimy je wydawać także na organizację tych spędów. Nie majątek, ale jakie są budżety starostw to wiadomo. Nikt tego oczywiście oficjalnie nie powie, bo strach. Zapewne taki jeden z drugim nie miałby co liczyć na kasę z funduszu na remont dróg lokalnych czy inne wspomaganie.
Na te zarzuty odpowiada Dolnośląski Urząd Wojewódzki.
- Spotkania nie odbywają się na koszt starostw. Cykl otwartych spotkań dla mieszkańców pod nazwą „Bezpieczny Dolny Śląsk” to inicjatywa wojewody dolnośląskiej realizowana we współpracy z samorządami powiatowymi. Każdy starosta otrzymał oficjalne zaproszenie do współorganizacji spotkania. W pismach wojewoda podkreślała, że celem przedsięwzięcia jest wymiana m.in doświadczeń w zakresie realizacji programu ochrony ludności i obrony cywilnej, edukacja społeczeństwa oraz upowszechnianie dobrych praktyk w regionie – poinformował nas Tomasz Jankowski, rzecznik prasowy wojewody dolnośląskiego, ale zaraz potem dodaje. - Wydarzenia organizowane są najczęściej z wykorzystaniem lokalnych zasobów. Są to pomieszczenia należące do starostw, szkół czy ośrodków kultury. Dolnośląski Urząd Wojewódzki przygotowuje materiały edukacyjne, organizuje stoiska, przygotowuje materiały promocyjne. Spotkania mają charakter edukacyjno-informacyjny i są spójne z celami rządowego programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.
Dodatkowo przedstawiciel DUW tłumaczy, że podczas spotkań „omawiane są przez starostów, wójtów i burmistrzów lokalne inwestycje w obszarze obronności, zasady zachowania w przypadku sygnałów alarmowych, treści z rządowego Poradnika Bezpieczeństwa oraz prowadzone są działania prewencyjne przez służby, m.in. straż pożarną i policję, dotyczące zagrożeń sezonowych, takich jak tlenek węgla czy bezpieczeństwo pieszych w okresie jesienno-zimowym”.
Inny rozczarowany poziomem tych spotkań samorządowiec uważa, że gdyby wojewoda chciał poznać prawdziwe problemy powiatów, a nie czy jedna z drugą gmina potrafi kupić agregat prądotwórczy, to przyszłaby choćby na sesję rady powiatu.
- Nie potrzebujmy wojewody ani ministra, by wiedzieć że dzieci jesienią i zimą mają być widoczne – mówi nasz rozmówca. – A propos dzieci, to dość komicznie wybrzmiały prośby ze strony urzędu, by na tych spotkaniach też byli młodzi, bo pani wojewoda ma z nimi dobry kontakt. To zabrzmiało jak z najlepszych klasyków komediowych…
Zdaniem rzecznika wojewody nie do końca jest to prawda.
- Nie ma żadnych wytycznych dotyczących obecności dzieci – tłumaczy Tomasz Jankowski. - W piśmie zapraszającym do współpracy podpowiadamy jedynie o kim warto pamiętać przy dystrybucji elektronicznych zaproszeń. Na liście znajdują się nie tylko mieszkańcy, ale m.in. też przedstawiciele organizacji pozarządowych, kół gospodyń wiejskich, ochotniczych straży pożarnych, przedstawicieli służb i samorządów. Wiele z tych osób w pierwszej kolejności jest zaangażowanych w działania kryzysowe. Oczywiście jeśli warunki na to pozwalają, zapraszali uczniów szkół średnich, zwłaszcza klas mundurowych. Udział młodzieży to forma praktycznej edukacji i poznania zasad postępowania w sytuacjach zagrożenia.
- Jak urzędnik powinienem się do takich praktyk przyzwyczaić – komentuje starosta z dużym doświadczeniem samorządowym. – Ale cały czas miewam nadzieję, że kiedyś to się zmieni. A tu proszę kolejna akcja i to na niezłą skalę, z której nic dobrego nie może wyniknąć. Poza tym, że zmarnujemy kupę czasu i trochę pieniędzy, za które zapewne, jakby to demagogicznie nie zabrzmiało, dałoby się kupić te agregaty, o których tak dużo się gada podczas owych wizyt.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze