3,5 roku w więzieniu spędzi 35-latek, który w kwietniu napadł na sklep monopolowy w Tarasach Grabiszyńskich. Mężczyźnie nie udało się dostać do sklepowej kasy, dlatego ukradł 200-mililitrową butelkę wódki i uciekł. Gdy na miejsce przyjechała policja, znów pojawił się w sklepie. – Miałem wyrzuty sumienia, dlatego tam wróciłem – tłumaczył w czwartek przed sądem.
Do zdarzenia doszło 29 kwietnia przed południem. Zamaskowany mężczyzna uzbrojony w broń palną alarmową wszedł do sklepu monopolowego przy Grabiszyńskiej i zażądał wydania pieniędzy z kasy sklepu. 20-letni sprzedawca nie uległ jednak żądaniu rozbójnika i zerwał mu z głowy kominiarkę.
– Zdezorientowany sprawca napadu wybiegł ze sklepu. Sprzedawca w obawie o to, że napastnik może wrócić, również opuścił sklep. W czasie, gdy w sklepie nikogo nie było, sprawca powrócił i usiłował zrealizować swój plan do końca. Nie udało mu się jednak sforsować sklepowej kasy, dlatego zabrał z półki butelkę wódki i uciekł – t aki przebieg późniejszych zdarzeń w toku śledztwa ustaliła policja . Zebrany materiał dowodowy pozwolił prokuraturze na postawienie zarzutu rozboju, za co grozi nawet 12 lat pozbawienia wolności.
Sprawca rozboju 35-letni Wojciech K. to bezrobotny mieszkaniec Wrocławia. Z wykształcenia jest mechanikiem, jednak od pewnego czasu nie mógł znaleźć pracy. Przyznał, że jest uzależniony od alkoholu i narkotyków. W momencie napadu na sklep nie był trzeźwy. Do winy się przyznał i na sali sądowej wyraził skruchę.
– Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby wpaść na taki kretyński pomysł. Pod wpływem impulsu poszedłem do sklepu i zrobiłem, to co zrobiłem – mówi przed sądem 35-latek. Zeznał też, że skradzioną „małpkę” wypił w drodze do domu, gdzie dotarło do niego, co zrobił. – Usiadłem na spokojnie i stwierdziłem, że popełniłem błąd. Miałem wyrzuty sumienia i po 15-20 minutach postanowiłem, że wrócę tam. Wiedziałem, że na miejscu będzie policja, że mnie aresztują, ale wiedziałem też, że muszę przeprosić za to, co zrobiłem. Tak nie powinno być, czułem się z tym źle – tłumaczył się oskarżony.
Mężczyzna na sali sądowej przeprosił pracownika sklepu, na którego napadł i złożył wniosek o możliwość dobrowolnego poddania się karze w wymiarze 3,5 roku pozbawienia wolności. Do takiego wniosku przychyliła się zarówno prokuratura, poszkodowany sprzedawca, jak i sąd.
Napad na sklep to jednak niejedyne przewinienie Wojciecha K. w tym samym procesie sąd rozpatrywał też sprawę próby kradzieży z jednej z budów prowadzonych przy Grabiszyńskiej. Mężczyzna włamał się na teren budowy i próbował ukraść 23 stemple budowlane, spłoszył go jednak ochroniarz. 35-latek tłumaczył, że zdecydował się na kradzież, bo brakowało mu pieniędzy.
– Też tego nie planowałem, przechodziłem ulicą i zobaczyłem te stemple. Postanowiłem je zabrać i sprzedać na złomie po to, żeby mieć jakikolwiek grosz na przeżycie. Byłem w trakcie szukania pracy, nawet zarejestrowałem się w urzędzie pracy, ale nie przedstawiono mi żadnej oferty – tłumaczył, dodając, że był już tak zapożyczony, że nikt ze znajomych nie chciał mu dać kolejnych pieniędzy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze