Pobyt na greckiej wyspie Zakyntos miał być trzech rodzin z Wrocławia wakacjami marzeń. Okazał się koszmarem. Uczestnicy wycieczki relacjonują, że hotel nie był przygotowany do przyjęcia gości, o czym doskonale miało wiedzieć organizujące wyjazd biuro podróży. – Gdy zgłaszaliśmy problemy pani rezydent, ta proponowała nam wycieczkę na żółwie. Ona żyła tylko wycieczkami dodatkowymi. Słyszeliśmy tylko "żółwie i żółwie" – żali się jeden z uczestników wyjazdu. W czwartek sprawa trafiła do sądu.
Feralny wyjazd odbył się w tzw. wyjazd majowy. Grupa turystów wykupiła wycieczkę w jednym z biur podróży. Wszystko było w najlepszym porządku, do momentu przyjazdu do hotelu. Okazało się, że ten jest dopiero w budowie. Adwokat Katarzyna Politańska-Torz, która przed sądem reprezentuje rodziny, które domagają się zadośćuczynienia ze zepsute wakacje, twierdzi, że biuro podróży zignorowało informację o tym, że hotel ma opóźnienie w budowie. – Organizator wycieczki wysłał maila do wszystkich biur podróży, że hotel nie jest gotowy na przyjęcie gości – mówiła przed wejściem na salę sądową.
W czwartek w sądzie nie było przedstawiciela biura. Swoje zeznania złożył za to jeden ze świadków. 34-letni mężczyzna, który na przełomie kwietnia i maja spędzał urlop w tym samym hotelu, opowiadał m.in., że w budynku wisiały niezabezpieczone kable elektryczne, przy zejściu do basenu brakowało barierek, a te zamontowane na tarasie były malowane.
Problemy miały zacząć się zaraz po przybyciu na miejsce. – Mieliśmy zostać zakwaterowani w 5 minut, ale okazało się, że się nie da, bo informatycy przez najbliższe 7 godzin będą stawiali system. Gdy powiedziałem o tym problemie pani rezydent, ta zaproponowała mi wycieczkę na żółwie – tłumaczył świadek.
Propozycję wycieczki na oglądanie żółwi mężczyzna miał podczas pobytu w Grecji usłyszeć jeszcze kilkukrotnie, gdy zgłaszał kolejne problemy. A tym było sporo. Ciepła woda w kranie pojawiła się dopiero w ostatnich dniach pobytu, w pierwszych problem był nawet z zimną. – Ciśnienie wody było tak niskie, że odkręcając kran, czekaliśmy 10 minut, żeby nabrać wody na herbatę – tłumaczył przed sądem. Problemy stwarzała też klimatyzacja, która działała tylko przy otwartych drzwiach na balkon. – Gdy szliśmy spać i zamykaliśmy drzwi, to klimatyzacja się wyłączała – wyjaśniał turysta.
Według relacji mężczyzny nie było też mowy o wypoczynku na przylegającej do hotelu plaży, gdzie wciąż pracowali robotnicy i jeździła koparko-ładowarka. – Menadżer hotelu mówił, że inne biuro podróży odwołało wycieczkę w tym miejscu, a my zostaliśmy wysłani – zeznawał 34-latek. – Niemieckie biuro nie przyjechało, a Polaka można było wysłać – denerwował się mężczyzna.
Kolejna rozprawa, na której zostaną przesłuchani kolejni świadkowie, ma odbyć się w październiku. Skarżący chcą od biura podróży 6 tys. zł zwrotu części kosztów wycieczki oraz 3 tys. zł zadośćuczynienia. Cała wycieczka kosztowała wrocławian 13 tys. złotych. W procedurze reklamacyjnej biuro zaoferowało zwrot w wysokości 1,6 tys. zł.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze