Dlaczego we Wrocławiu nie wygrywa i nie wygra Prawo i Sprawiedliwość? Bo zarówno nie chce, jak i nie potrafi. Ich polityka miejska po prostu męczy. Działają w myśl słynnej tezy „nie chcem, ale muszem”. I jeden Kilijanek w tym wypadku naprawdę wiosny nie czyni.
Zaczniemy od małego quizu. Czy wiedzą Państwo, kto jest szefem PiS we Wrocławiu? Albo kto stoi na czele klubu radnych tej partii w Radzie Miejskiej Wrocławia? Obawiam się, że nawet wśród elektoratu ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego tylko kilka procent odpowiedziałoby pozytywnie. A i tak odnoszę wrażenie, że dał o sobie znać mój wrodzony optymizm.
Tak, zgadzam się, jeszcze gorzej jest z Platformą Obywatelską, bo ta nie ma nawet swojego klubu w radzie miasta. To wynik jakiegoś zawiłego planu Grzegorza Schetyny, który pozwolił Jackowi Sutrykowi upokorzyć PO. Chciał w ten sposób zagrać na nosie Donaldowi Tuskowi czy szefowi regionalnemu tej partii Michałowi Jarosowi? Jeśli tak, to bardzo bym się zdziwił, gdyby Schetyna i jego poplecznicy nie odczuli tego boleśnie przy budowaniu list wyborczych do parlamentu. Ale Platforma ma i tak jedną wielką przewagę. Rozpoznawalne twarze z Bogdanem Zdrojewskim i jego małżonką na czele. Do tego, bardzo dobrze zakorzenione w Wrocławiu, niepogłębione kompletnie, hasła „antyPiS”. I jest pozamiatane. Na kilka kolejnych wyborów wystarczy.
A twarze wrocławskiego PiS? Same wyblakłe… Na początku niewątpliwie mieli bardzo dobrego lidera w osobie Dawida Jackiewicza, który w 2003 roku został nawet wiceprezydentem miasta. Nie, nie… PiS nie wygrał samodzielnie wyborów samorządowych, tylko, w co ciężko dziś uwierzyć, byli w koalicji z PO tworząc POPiS. Nie trwało to długo i po koalicji został tylko kot o takim imieniu, którego w prezencie otrzymał prezydent Rafał Dutkiewicz. Jackiewicz jednak przez lata był wyrazistym liderem Prawa i Sprawiedliwości w naszym mieście. Dopóki się nie popadł w niełaskę Jarosława Kaczyńskiego. Schedę we Wrocławiu po Jackiewiczu przejęła posłanka Mirosława Stachowiak-Różecka. Stała się liderem wrocławskich struktur, ale delikatnie mówiąc-nienachalnym. Aż tu nagle, po niezłej kampanii i koszmarnych błędach sztabu Rafał Dutkiewicza w 2014 roku przeszła w wyborach do drugiej tury. Co mało nie doprowadziło do zapaści urzędującego i pewnego siebie Dutkiewicza. Wrocław wtedy o niej usłyszał, choć w drugiej turze już nie dała rady. Niestety, kompletnie nie wykorzystała potencjału doskonałego wyniku i znowu skryła się w politycznej norce. Między innymi dlatego, cztery lata później, nie sprostała nawet nikomu nieznanemu Jackowi Sutrykowi. Jej zwolennicy tłumaczyli, że za nim stali i Dutkiewicz, i Schetyna. Jednak niewejście do drugiej tury uznano z kompletną klapę.
Nie wiadomo, czy też z tego względu, czy też z innych powodów Stachowiak-Różecka przestała być liderem PiS we Wrocławiu, choć nadal próbuje kreować się na taką postać. Kilka dni temu w Radiu Wrocław z dużym przekonaniem stwierdziła:
„Ja wielokrotnie mówiłam, że jestem gotowa i zainteresowana prezydenturą Wrocławia. Mogę powiedzieć nawet, że mój program z dwóch poprzednich kampanii się nie zdezawuował, niestety”. Ale też z pokorą dodaje ”To nie moja decyzja”.
Warto wspomnieć, że chyba jeszcze większą porażką na koncie posłanki PiS, niż przegrana w pierwszej turze w wyborach prezydenckich, jest to, że spośród radnych miejskich tej partii, którzy startowali z list przygotowanych przez Stachowiak-Różecką, aż pięciu w trakcie kadencji przeszło do klubu Jacka Sutryka. To straty, proporcjonalnie rzecz ujmując, prawie takie jak zanotował feldmarszałek Friedrich Paulus pod Stalingradem.
Prezes postanowił więc zareagować i we Wrocławiu pojawiła się w roli lidera posłanka Agnieszka Soin. Jeszcze w 2018 roku radna warszawskiej dzielnicy Śródmieście. Choć z tym pojawianiem się to bym nie przesadzał, bo rzadziej tu bywa niż śnieg w tegorocznym styczniu. Taka widocznie jest koncepcja prezesa na struktury lokalne, które mają bić się o samorząd.
Jest jeszcze radny Andrzej Kilijanek. Niewątpliwe na tym pisowskim bezrybiu niezły okonek, a może już i szczupak. Prężny, rzutki i rozumiejący siłę współczesnych mediów. Zwłaszcza społecznościowych. Kilka tygodni temu nawet odważnie zadeklarował: „Do końca roku zdecyduję czy zgłoszę zarządowi swoją kandydaturę”. Na prezydenta Wrocławia. Połowa stycznia za nami i nic nie słychać. Ale może trzeba być precyzyjnym. Deklarował, że podejmie decyzję, a nie ją ogłosi. Może też ktoś młodemu radnemu wytłumaczył, że od podejmowania decyzji jest ktoś inny…
Gdy tak się patrzy na ostatnie wydarzenia wokół wrocławskiego Prawa i Sprawiedliwości, to człowiek odnosi wrażenie, że to trochę podobnie jak z polską drużyną piłkarską pod wodzą Czesława Michniewicza. Mieli wyniki, ale grali tak, że zęby bolały. Na boisku pokazywali, że chyba gra w reprezentacji to niech ich żywioł. A najgorzej było jak Michniewicz się odezwał…
Pewien medioznawca ujął to tak: „Lubi gadać, tylko nie umie. I to do niego nie dociera. Choć z drugiej strony, nie ma dobrego sposobu, by trener mógł powiedzieć, że ma się kiepskich zawodników”. Jak PiS. Chyba nie tylko wrocławski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze