Reklama

Wrocławski podróżnik rowerem chce wjechać na 5 tys. m.n.p.m. w Himalajach

13/08/2018 18:08

Marcin Korzonek z Wrocławia chce na dwóch kółkach przemierzyć indyjskie Himalaje. Na trasie jego wyprawy znalazła się m.in. przełęcz położona na wysokości ponad 5 tys. m.n.p.m. Cała samotna wyprawa ma trwać 36 dni.

– Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono – tej dewizie hołduje doświadczony globtroter, instruktor turystyki rowerowej, dziennikarz i laureat wielu nagród podróżniczych Marcin Korzonek. Należy do tych niespokojnych dusz, które nie potrafią spokojnie usiedzieć w jednym miejscu, zadowalając się urlopową wycieczką nad morze lub w góry raz czy dwa do roku. Korzonek regularnie czuje zew przygody i natury, a na myśl o kolejnym ekstremalnym wyzwaniu czuje gęsią skórkę. W ciągu 20 ostatnich lat zorganizował 16 wypraw rowerowych, odwiedzając 40 krajów na trzech kontynentach, głównie w Azji. Szczególnie chętnie przedziera się przez tereny pustynne, których pokonał już osiem - w tym m.in. Saharę w Tunezji, pustynię Syryjską, Gobi w Mongolii czy Synaj w Egipcie.


Śmiałek z Wrocławia ciągle czuje niedosyt, dlatego teraz wziął na celownik wysokogórski region Ladakh w Himalajach (północne Indie) w ramach projektu Kross the Himalaya 2018. Ta kraina, zwana małym Tybetem, znana jest z wysokich przełęczy. Tych wyraźnie sięgających powyżej 4000 m n.p.m. znajdują się tam dziesiątki, a być może setki. Korzonek już kiedyś odwiedził ten rejon pieszo, a teraz może połączyć swoje dwie największe pasje. Planuje przejechać rowerem trasę Manali-Leh na której znajduje się 5 najwyższych przełęczy o wysokości od ok. 4000 m n.p.m. do ponad 5000 m n.p.m. Wyrusza 16 sierpnia, a na miejsce docelowe swojej wyprawy chce dotrzeć 20 września.

Reklama

– Celem jest pokonanie słynnej wysokogórskiej drogi Manali-Leh, mierzącej 480 km długości. Łącznie, licząc wysokie podjazdy, w ciągu około 20 dni ciągłej jazdy mam do przejechania ponad 1 tys. km. To rejon pustynny i piekielnie górzysty, a dla rowerzysty stanowi tak ambitną misję jak zdobycie ośmiotysięcznika dla himalaisty – tłumaczy Marcin Korzonek .


Trasa składa się w połowie z drogi szutrowej, a w połowie z asfaltowej i należy do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Wystarczy wspomnieć, że przy jej budowie zginęło 120 osób. Dopiero od kilkunastu lat jest otwarta dla turystów i to tylko latem. Odgrywa strategiczną rolę dla indyjskiego wojska, które w każdej chwili z dnia na dzień może ją zamknąć. Często z licznych i wąskich himalajskich serpentyn spadają autobusy, co kończy się śmiercią wszystkich pasażerów.

Reklama

Na początku, gdy nieustraszony wrocławianin będzie miał do pokonania trzy pierwsze przełęcze (Rohang La, Baralacha La i Lachulung La), planuje przejeżdżać ok. 50 km dziennie (jego rower waży ok. 16 kg, do tego trzeba dodać 30 kg bagażu schowanego w sakwach, panel słoneczny na wierzchu i ważące co najmniej kilka kilogramów zapasy wody). Ale to właśnie w przypadku dwóch przełęczy - Khardung La i Chang La (5300 m n.p.m., należy do 5 najwyższych na świecie i na przejazd trzeba dostać specjalne zezwolenie), blisko spornej granicy z Chinami, wyprawa zamieni się w prawdziwą walkę z wysokogórskim klimatem i własnym wycieńczeniem.


– Ladakh to niezwykle surowe miejsce. Temperatura waha się tam od 25 stopni do -5 stopni Celsjusza, więc pod tym względem akurat nie ma tragedii. Ale powietrze jest na takich wysokościach bardzo rzadkie. Przed wyruszeniem przez każdą z pięciu przełęczy niezbędna jest co najmniej kilkudniowa aklimatyzacja. W razie potrzeby będę też zażywał leki typowe dla himalaistów, zapobiegające chorobie wysokościowej. Złe przygotowanie, błędnie wytyczona trasa czy brak odpowiedniej taktyki w całej podróży mogą skończyć się nawet śmiercią – przyznaje Korzonek.

Reklama

Wrocławski wielbiciel ekstremalnych wrażeń zawsze kieruje się jedną zasadą - jedzie samotnie, codziennie śpi w namiocie i absolutnie nikt nie może mu pomagać. – Faktycznie mam przed sobą ambitną ekspedycję. Na tym polega cała frajda, gdy w pocie czoła kręcąc korbą, czuje się palące słońce na karku, a twarz smagają wiatr i piach. Można wtedy przeżywać jedność z naturą i automatycznie zapomina się o problemach codziennego życia – zaznacza podróżnik.


bas

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości