Platforma Obywatelska i Lewica odchodzą od prezydenta Jacka Sutryka. Ale niedaleko. Nadal go kochają i nie opuszczą w potrzebie. Jeśli Państwo nic z tego nie rozumieją, to proszę się nie martwić. Nie jesteście odosobnieni. Pytanie brzmi: czy to cwaniactwo czy ucieczka z tonącego okrętu? Czy też nawiązanie do słynnej teorii Lecha Wałęsy, który głosił: „Jestem za, a nawet przeciw”. Tylko były prezydent RP miał więcej odwagi, by dodać szczerze: „Jestem za, bo mnie masy wybrały i masy mają rację: rzeczywiście źle rządzimy”. Wszystkie te nieścisłości to przez zaniedbania w nauczaniu matematyki.
Kuriozalnie wygląda to heroiczne wystąpienie radnych Lewicy z Klubu Radnych Forum Jacka Sutryka - Wrocław Wspólna Sprawa. A to głównie dlatego, że herosów jest dwóch - „radny po przejściach” Dominik Kłosowski i „mężczyzna z przeszłością” (w PZPR) Czesław Cyrul. Razem z trzecim, Bartłomiejem Ciążyńskim, który od miesięcy jest wiceprezydentem Wrocławia, postanowili dać społeczeństwu sygnał, że to już nie za bardzo „wspólna sprawa”. Jedyne, co ich na pewno jeszcze łączy to właśnie ten znamienity etat zastępcy Jacka Sutryka. To trochę wygląda tak jak rozwód z kłopotliwym podziałem majątku: ten garnek to po mojej mamusi, na tę wersalkę to zarabiałem po godzinach, a kotek i tak bardziej woli mnie - tak zaczyna to trochę wyglądać. Choć nie. Kotek nie wchodzi w „masę rozwodową”.
- Tożsamość wykuwa się pracą i skutecznością. Egzamin z tego Lewica zdała bardzo dobrze. Wrocław skręcił na lewo, społecznie i równościowo. Wykuwa się też organizacyjnie i stąd opuszczenie radnych klubu prezydenckiego - tłumaczył powód rozstania Ciążyński.
Było podejrzenie, że Jacek Sutryk jest mało „równowościowy”, ale żeby to przyznał jeden z jego najbliższych współpracowników? No, no... W każdym razie to jest wymienione jako powód rozstania, czyli ktoś „nierównościowy” w tym związku musi być.
Teraz czas na refleksję o matematyce. A właściwie o jej lekceważeniu. Od lat, wszyscy związani z różnymi lewicującymi trendami powtarzają, że takie nauczania tangensów, geometrii czy rachunku różniczkowego do niczego potem młodym ludziom w życiu się nie przydaje. Naprawdę? Bartłomiej Ciążyński twierdzi: „ Tożsamość wykuwa się pracą i skutecznością. Egzamin z tego Lewica zdała bardzo dobrze”. No to proszę. W wyborach parlamentarnych w 2019 we Wrocławiu na Sojusz Lewicy Demokratycznej zagłosowało 100 843 wyborców. Cztery lata później, gdy frekwencja była największa w historii i nieporównywalna z poprzednimi wyborami, na Nową Lewicę - 88 089.
Pytanie więc brzmi, czy to wiceprezydent już jest z pokolenia, co to „matematyka w życiu się nie przydaje”, czy liczy na to, że jego wyborcy już nie za bardzo do trzech potrafią policzyć? Według klasycznych metod nauczania, którym pozwolę sobie pozostać wiernym, 100 jest większe niż 88. I zdobycie mniejszej liczby głosów powszechnie jest uważane za porażkę, nie sukces. Ale jak ktoś chce mieć dobre samopoczucie, to jest w stanie zrelatywizować nawet rachunki na poziomie czterech podstawowych działań.
I w ten sposób powoli zbliżamy się do tytułowej kwestii. Bo jak wiadomo, chwilę wcześniej, klub Jacka Sutryka opuścili też politycy PO. Oczywiście w liczbie znacznie większej niż „herosi” z Lewicy. Ale jedni i drudzy uczynili to bez większego przekonania, bo ta „masa rozwodowa”… I człowiek potykając się stragany na jarmarku bożonarodzeniowym pod ratuszem kombinuje, to oni są jeszcze za prezydentem czy już przeciw. Jeszcze „sutrykowiec” czy jednak działacz PO?
Jak wygląda klasyczny „sutrykowiec”, choć nadal ma legitymację PO? Co prawda nie jest to radny miejski, a wojewódzki, ale Marek Łapiński przez większość mijającej kadencji samorządowej był wpatrzony w swojego guru w ratuszu. Przy okazji siejąc lekki ferment w szeregach Platformy. Ewidentnie, jak i „sutrykowiec” Ciążyński, liczy na to, że ludzie to już raczej nie „sapiens”, a bezrefleksyjnie łykają wszystko, co polityk przekonany o swej mądrości im powie. A Łapiński oznajmił kilka dni temu coś takiego:
„Bilet URBANCARD uprawniający do jazdy kolejami regionalnymi po Wrocławiu musi zostać przywrócony do oferty biletowej. Tego oczekują mieszkańcy. Dlatego proponuję, aby w budżecie Dolnego Śląska na 2024 r. zapewnić środki finansowe na ten cel i jasno wskazać ich źródło: porozumienie z Gminą Wrocław, która z kolei w swoim budżecie gwarantuje dotacje na umowę z województwem. To nieco ponad 19 mln zł. Już 14 grudnia na sesji budżetowej radni Sejmiku mogą rozstrzygnąć ten niepotrzebny, trwający już lata, pat w negocjacjach. A na dodatek jeśli obecny zarząd województwa nie zechce podpisać umowy z Wrocławiem, na podstawie uchwalonych teraz zapisów, zrobi to nowy zarząd. Dość proste, trzeba tylko chcieć”.
Czy tylko mi się wydaje, że od kilku lat to biletu nie chce głównie szef Łapińskiego? I to chyba prezydent Wrocławia nie chciał kontynuować współpracy z urzędem marszałkowskim. Bo za drogo, bo pociągi nieładne i takie tam różne. Nie trzeba było wcale „przywracać” biletu. Wystarczyła zwykła kontynuacja tego, co stworzono wcześniej. A jak przyciśnięty do muru (przez mieszkańców) Jacek Sutryk wreszcie zdobył się na podpisanie umowy, to takiej, że studenci pierwszego roku prawa łapali się za głowę. Zwłaszcza, że warunki wynegocjował sam ze sobą, podpisał jednostronnie i „albo bierzecie, albo won”. Jak Państwo pamiętają lub się domyślają, druga strona nie pozwolił się zlekceważyć.
No i to, co charakteryzuje wiernego poddanego. Jest bardziej radykalny w żądaniach niż sam szef. Ponieważ prezydent Wrocławia już nie chce podpisywać takiej umowy z obecnym władzami województwa, co dokładnie powiedział na ostatniej sesji rady miejskiej:
„Wyniki wyborów parlamentarnych pozwalają nam z nadzieją patrzeć na zmiany polityczne także na szczeblu naszego województwa, gdzie PiS i Bezpartyjni Samorządowcy współrządzą od 5 lat. Dlatego, w przyszłorocznym budżecie zaplanowaliśmy środki na funkcjonowanie wspólnego biletu. Pieniądze te będą czekać na nowego, wiarygodnego partnera na szczeblu wojewódzkim, z którym będziemy chcieli podpisać stosowną umowę”.
Czyli panie Marku, gdyby nawet marszałek Cezary Przybylski wykręcił poczwórnego salchowa, a jak wiadomo ma predyspozycje fizyczne do zupełnie innych sportów niż jazda figurowa na lodzie, to i tak nic by z tego nie było. Prezydent już czeka tylko na innego „partnera”.
A jak w przeciwieństwie do klasycznego „sutrykowca” wygląda działacz Platformy, która postanowiła rozstać się z prezydentem? Może tak jak nowy radny Mateusz Jędrachowicz (zastąpił Jolantę Niezgodzką - dostała się do Sejmu). Gdy dowiedział się, że nim zostanie i będzie należał do nowego klubu, to podobno rozwiązał umowę z jedną z miejskich spółek. Uznał, że tak będzie lepiej. Niby nic niezwykłego, raczej normalne i transparentne, ale w tej wrocławskiej rzeczywistości wygląda jak postać z bajki.
To w końcu po co tworzą nowe kluby jak nadal chcą popierać Jacka Sutryka - to pytanie natrętnie powraca. Ok, czas na odpowiedź. Filozof, tym razem Seneka Młodszy, odpowiedziałby tak; „Kobiety wychodzą za mąż, po to, żeby się rozwieść, i rozwodzą się po to, żeby wyjść za mąż”.
A po naszemu? Decyzje o rozwodzie już zapadły, tylko jeszcze nie wiedzą jak to mu powiedzieć. I najważniejsze: czy kiedyś w ogóle na to się odważą…
PS Podobno „kiedyś” ma być pod koniec tego roku lub na początku przyszłego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze