O 2.45 w nocy skończyło się głosowanie w wyborach parlamentarnych na wrocławskim Jagodnie. Trwało najdłużej w Polsce, bo nikt nie przewidział że na osiedlu mieszka tak dużo ludzi i że tłumnie zjawią się przy urnie. Takie sytuacje miała przewidzieć armia 21 dyrektorów z wrocławskiego ratusza, powołana do obsługi wyborców przez prezydenta Wrocławia. Ale nie przewidziała.
- Mieliśmy tam zgłoszonych około 2400 wyborców. Przyszło ponad 4 tysięce osób i to była ogromna część osób z zaświadczeniami, czyli tych, którzy mogą się udać do dowolnego lokalu wyborczego - mówi nam Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta i prezydenckiego szef biura wyborczego. - Możemy przypuszczać, że były to osoby, które już mieszkają na Jagodnie, ale jeszcze nie zdążyły się zameldować. Gdybyśmy wiedzieli, że tyle osób przyjdzie tam głosować, utworzylibyśmy jeszcze jeden obwód. To dla nas nauczka - przyznaje.
To, że Jagodno jest jednym z najszybciej rozwijających się osiedli Wrocławia wiadomo od lat. Podobnie jak to, że mieszka tam wiele młodych osób, które często nie meldują się tu od razu, albo nie meldują się w ogóle. Żaden z 21 dyrektorów z ratusza nie wpadł jednak na to, że mogą chcieć przyjść na wybory.
Jedym z zadań powołanego przez prezydenta już 9 sierpnia biura miało być " przygotowanie pro pozycji zmian w podziale Wrocławia na stałe obwody głosowania ", a także "wyznaczenie pomieszczeń na lokale wyborcze i przygotowanie ich na dzień wyborów". Z tym też na Jagodnie nie było najlepiej. - W lokalu mieściły się na raz może ze trzy osoby - mówiła nam jedna z wrocławianek, która w kolejce do głosowania spędziła ponad 4 godziny.
ZOBACZ WYNIKI GŁOSOWANIA NA JAGODNIE. WIELKA PORAŻKA PIS
Kolejkę do lokalu wyborczego na Jagodnie na żywo pokazywały chyba wszystkie ogólnopolskie telewizje. Lokalna pizzeria dowoziła darmowe pizze, kandydat na posła Tomasz Zimoch przywoził gorącą kawę, ktoś podrzucił ciastka, ktoś wodę, ktoś ciepłe koce. - Tylko w urzędzie zapomnieli, że na Jagodnie żyją ludzie - mówili nam rozżaleni wyborcy. Młoda kobieta, która o godz. 21 jako ostatnia ustawiła się w kolejce do głosowania na Jagodne mogła oddać głos o godz. 2.45 w nocy, czyli po 5 godzinach i 45 minutach spędzonych w kolejce.
Dzisiaj, 16 października, o wrocławskim Jagodnie jest głośno w całej Polsce - ludzie stali tam do 3. w nocy, by oddać swój głos. Przypomnijmy, że członek komisji musiał zamknąć kolejkę o godz. 21.00. Oznacza to, że niektórzy czekali na swoją kolej sześć godzin! Jeden z kandydatów, Tomasz Zimoch, rozwoził kawę, inni dowozili herbatę, a jedna z pizzerii oferowała darmową pizzę.
Sekretarz miasta Włodzimierz Patalas przyznaje, że największe kolejki zaczęły się po południu, od godz. 17. Komisja już wtedy nie nadążała z obsługą chętnych do głosowania.
Sytuację na wrocławskim Jagodnie skomentowała także sekretarz Państwowej Komisji Wyborczej. - Tam był błąd lokalowy. Trzeba wyciągnąć wnioski, takie sytuacje nie mogą się zdarzać - komentuje Magdalena Pietrzak, sekretarz Państwowej Komisji Wyborczej i szef Krajowego Biura Wyborczego.
- Wyciągniemy z tego wnioski - obiecuje Patalas. - Jak dwadzieścia parę lat tu pracuję, taka sytuacja miała miejsce pierwszy raz.
Oto lista dyrektorów, którzy pracują w biurze wyborczym we Wrocławiu:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze