Reklama

Kaczyński wyrzucił dolnośląskich radnych z PiS. Czy oni nie powinni się z tego cieszyć? A rozpada się też „Hołownia”. I też zaczęło się u nas

03/10/2025 07:01

„Wilcza natura imperializmu niemieckiego nie zmieniła się od czasów Ulricha von Jungingena do czasów Konrada Adenauera” – to mógłby być Jarosława Kaczyński, ale to jednak Władysław Gomułka. I gdy prezes na wrocławskim spotkaniu grzmiał na germańca, okazało się, że również pogonił kilku swoich. Szymon Hołownia też, wiele tygodni temu, pogonił jedną posłankę z Wrocławia i niedługo potem mu się partia posypała. A posłanka się cieszy, umizgując się do Donalda Tuska, choć przecie premier wie, że jej mężem od pewnego czasu zajmuje się sąd i grozi mu nawet 10 lat więzienia.


Pierwszy raz w życiu żałuję, że nie poszedłem na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, które odbyło się w poniedziałek we Wrocławiu. Tam się tyle wydarzyło, tak wiele różnych spraw ruszyło, z czego nie zdawali sobie sprawy chyba nawet uczestnicy. To musiało niewątpliwie przypominać „msze” towiańaczyków, na które gorliwie uczęszczał wieszcz Adam Mickiewicz. Ja tylko przypomnę, że filozofia towiańczyków (Koło Sprawy Bożej Andrzej Towiańskiego) opierała się na przekonaniu, że ówczesny moment dziejowy jest przełomowy dla Polski i świata, a grupowa praca może przyspieszyć nadejście nowej epoki, opartej na walce ze złem.

No i we Wrocławiu prezes stanowczo orzekł: „Precz z tym rządem, precz z Tuskiem i precz z wszystkimi wrogami Polski”.

Reklama

A wcześniej prezes mocno ostrzegł wrocławian i Dolnoślązaków:

„Od wielu lat trwa, ale teraz nasila się i staje się coraz bardziej bezczelna, próba powolnej regermanizacji tych ziem. Niemcy mówią bardzo wyraźnie, że chcą być mocarstwem światowym. (…) Musimy być bardzo ostrożni. Ta sprawa z tym Mostem Cesarskim. Już przedtem była Hala (Stulecia - przyp. red.), Czy myśmy pod Lipskiem wygrali? Nie. Polska przegrała. A mamy Halę tego zwycięstwa. Tylko nie naszego. Cesarze też nie byli nasi. To wszystko było niemieckie. W wielu miejscach organizuje się imprezy, które sugerują, że nie ma przerwy w historii. Nie, jest przerwa w historii, bo w 1945 roku dzieje tych ziem się całkowicie zmieniły. One się jakby zaczęły od początku. I to są już polskie dzieje”.

Reklama

Nie mogłem sobie podarować, by nie przytoczyć większego fragmentu. Ja nawet wiem, kto prezesowi suflował te poglądy. Mamy tu we Wrocławiu takich dwóch wybitnych liderów tej partii – Łukasza Kasztelowicza i Pawła Hreniaka, którzy robią wszystko, by w kolejnych wyborach PiS miał wynik jednocyfrowy. Ich sprawa. I obaj panowie postanowili wprowadzić do historii naszego miasta taki pogląd, że jak było polskie to było miastem, a jak nie należało do nas, to go nie było. Wybitne podejście historiograficzne. A ponieważ tak się złożyło, że nawet znam nauczyciela historii jednego z nich, to zastanawiam się czy naprawdę wszyscy musieli przejść do następnej klasy drogi kolego?  

Szanowny panie prezesie, służę kilkoma wyjaśnieniami. Ta Hala to wcale nie na cześć bitwy pod Lipskiem w 1813 roku, tylko w związku z pewną odezwą przed tą bitwą. Zresztą z tego powodu właśnie, że nie chciano uczcić rocznicy samego zwycięstwa, to na otwarcie Hali nie przyjechał cesarz Wilhelm II. Czy Polska tam przegrała? Polacy coś tak, ale warto pamiętać, że w 1813 roku już takiego kraju na mapie Europy nie było.

Reklama

A najciekawiej brzmi, że jest coś takiego jak „przerwa w historii”. Otóż panie prezesie, tak bliski panu pewnie nie tylko retorycznie, jak się okazuje, Władysław Gomułka, gdy znalazł się w niewygodnej sytuacji, bo pojechał do Wilna, wówczas należącego do „bratniego” Związku Radzieckiego stwierdził: „Dzisiaj Wilno jest stolicą Litwy Radzieckiej i byłoby największym nonsensem nie uznawać tego faktu za akt zgodny z prawem dziejowym narodu litewskiego. Ale historia Wilna jest Polakom tak bliska, jak historia Polski. Historii zaś przekreślić nie można”.

Nie powiem, żeby towarzysz Wiesław był dla mnie autorytetem, ale ponieważ tak wiele poglądów panów łączy, więc pozwoliłem sobie przypomnieć.

Reklama

Ale to jeden tylko z wątków tego spotkania. W czasie wizyty wydarzyło się i trochę więcej. Dokładnie nie wiem czy to już podczas samego spotkania, czy też chwilę później, europoseł PiS Michał Dworczyk, który ostatnio przegrywa batalię o rząd dusz w swej partii na Dolnym Śląsku, opublikował taki wpis:

„Świetna atmosfera na dzisiejszym spotkaniu we Wrocławiu z Prezesem Jarosławem Kaczyńskim. W czerwcu wygrała Polska i przy takiej mobilizacji idziemy do kolejnego zwycięstwa!”.

Czy nie wiedział, że w tym mniej więcej czasie prezes podpisał decyzję o wyrzuceniu z klub radnych PiS w Sejmiku Dolnośląskim i zawieszeniu w prawach członka siedmiu działaczy, uważanych za przedstawicieli jego frakcji?

Reklama

A może była to autentyczna radość, bo nie od dziś się mówi, że razem ze swoim niedawnym szefem, Mateuszem Morawieckim, coś kombinują, by stworzyć nową partię i taką decyzją Jarosław Kaczyński dał pretekst do odważniejszych działań? Co prawda wyrzuceni liczą jeszcze na litość prezesa, a rzecznik partii -  że teraz odpowiednie instytucje partyjne przyjrzą się dokładniej sprawie…

Tak, chciałbym zobaczyć tego gieroja, który uzna, że decyzja podpisana przez prezesa była niesłuszna. To już lepiej niech od razu zapisze się do Platformy Obywatelskiej. Chyba, że prezes sam się wycofa, czym się zbłaźni i pierwszy raz przyzna, że dogmat o nieomylności prezesa stał równie nieaktualny jak dogmat o nieomylności papieża. A tak naprawdę to wtedy również będzie to cios we frakcję, która namówiła Jarosława Kaczyńskiego na takie radykalne decyzje. I wtedy może prezes skreśli innych...

Reklama

Do Platformy Obywatelskiej zapewne próbuje zgłosić akces posłanka Izabela Bodnar, która do Sejmu dostała się z listy Polski 2050, wszystkim znanej jako partia Szymona Hołowni. To dokładnie ta sama pani, która niespodziewanie przeszła do drugiej tury ostatnich wyborów prezydenta Wrocławia, pokonując między innymi kandydata PiS Łukasza Kasztelowicza, w której jednak poległa w starciu z Jackiem Sutrykiem. Wiele tygodni temu Hołownia zdecydował się usunąć parlamentarzystkę z dwóch komisji sejmowych. Powodem miał być konflikt interesów, gdyż zasiadała w komisji środowiska, a mąż zajmuje się spawami związanymi z utylizacją odpadów. Co więcej, mąż został wtedy oskarżony przez prokuraturę, a teraz trwa proces, w śledztwie dotyczącym powoływania się na wpływy. Prokurator grupie oskarżonych przedstawił łącznie 39 zarzutów. W tym gronie jest też mąż posłanki Maciej B. Czyny zarzucane oskarżonym zagrożone są karą pozbawienia wolności do 10 lat.

Poza tym, trzeba też jasno powiedzieć, że na Dolnym Śląsku partia Hołowni ciągle miała problemy personalne, w których co rusz pojawiało się nazwisko pani Bodnar. Tak naprawdę, to niektórzy uważali, że właściwie tu się rozpadła zanim powstała. Partia.

Reklama

Niedługo po usunięciu z tych komisji, Izabela Bodnar coraz bardziej oddalała się (była odsuwana?) od partii, a  w okolicach słynnej kolacji Szymona Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim,  oficjalnie odeszła. I od tego czasu notorycznie krytykuje swojego byłego szefa, starając się przypodobać liderom PO. W tej nadgorliwości nadskakiwania Donaldowi Tuskowi i jego otoczeniu prawie dorównuje Romanowi Giertychowi.

Czyżby zapomniała, że  premier może być informowany o wokandzie i że kolejna rozprawa w sprawie jej męża za kilka dni? Taka kandydatka, nawet bardzo aktywna w mediach społecznościowych, może nie być mile widziana w otoczeniu, szukającej nowego oblicza, partii. Chyba, że pani poseł liczy na coś więcej, ale no ilu można jeszcze uniewinnić lub oddalić od nich zarzuty… Są naprawdę bliżsi sercu premiera.

Reklama

Ale co by nie mówić, możemy przyznać z dumą, niczym sołtys z „Samych swoich”, gdy Kargul i Pawlak poszli do sądu: „To będzie na cały powiat pierwsza sprawa o majątek. W mojej gromadzie”, a my, że to u nas „Hołownia” zaczął się rozpadać.

Dwie partie, Wrocławiu, masz w tym roku na sumieniu…

A i jeszcze jedno. Gdyby państwo wyrzuceni z PiS mieli jakieś nadzieje związane z odejściem prezesa i przeczekaniem kryzysu, to przypomnę jego słowa z 2007 roku:

„Chciałem rządzić już, gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu”.

Reklama

Nadal dużo… I do ONZ się nie wybiera.

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/10/2025 07:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości