Wrocławskie bary mleczne nie świecą pustkami. Wręcz przeciwnie, w niektórych z nich, jak za dawnych czasów musimy stanąć w długiej kolejce, żeby zamówić zupę czy drugie danie. Pachnie tu, jak w tradycyjnym polskim domu, gdzie schabowego i pomidorowej nigdy nie zabraknie...
Polskie bary szybkiej obsługi zaczęły powstawać jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, ale prawdziwą popularność zyskały w PRL-u głównie dzięki Spółdzielni Spożywców „Społem”, które otwierały nawet po kilkadziesiąt jadłodajni w jednym mieście. Bary mleczne najpierw w latach 90. wyparły budki z frytkami i hamburgerami, a współcześnie kebaby. Mimo to część barów mlecznych przetrwała, głównie z uwagi na ceny dań, za jakie płacą klienci. W restauracji za tradycyjny polski obiad trzeba zapłacić nawet trzykrotnie więcej niż w "Misiu" czy "Mewie", co sprawia, że te miejsca są chętnie odwiedzane nie tylko przez studentów.

Na mapie gastronomicznej Wrocławia nie znajdziemy już: baru mlecznego "Ale! Duet" (ul. Poniatowskiego 1), baru "Słonecznego" (ul. Komandorska 147), baru "Kaktusik" (ul. Komuny Paryskiej 45), baru "Kleks" (ul. Piastowska 37), baru "Jaś i Małgosia" (ul. Jedności Narodowej 102), "Grochowianki" (ul. Grochowa 17), baru mlecznego "Kolor" (ul. Żeromskiego 11) czy baru mlecznego "Wzorcowy" (ul. Piłsudskiego 88). Rosnące ceny wynajmu, ale też brutalne prawa rynku sprawiły, że kultowe miejsca zostały zamknięte na cztery spusty i po większości z nich zostało już tylko wspomnienie.
Przetrwały do dziś najbardziej kultowe z kultowych i nic nie wskazuje na to, żeby miały iść pod młotek w najbliższym czasie.
Bar "Miś" działał we Wrocławiu już w latach 60. ubiegłego wieku jako stołówka, w której mieszali się artyści, studenci oraz robotnicy, stojący w jednej kolejce po pierogi. Kilkadziesiąt lat istnienia tego miejsca sprawia, że kolejne rzesze młodych osób będą miały okazję skosztować domowej kuchni, serwowanej przy Kuźniczej i kontynuować kulinarną tradycję "Misia".
Jakie są aktualne ceny?

Historia baru "Mewa" również sięga głębokiego PRL-u. Jeszcze kilka lat temu krążyły plotki, że żeby upolować pierogi, to trzeba przyjść tu o godz. 13.00. Bar przy Drobnera nie był tak znany i popularny jak "Miś", ale przy jednym stoliku siedzieli wykładowcy razem ze studentami, którzy przychodzili na obiad w przerwie między wykładami.
Jakie są aktualne ceny w barze mlecznym "Mewa"?

Bar mleczny "Jacek i Agatka" to była prawdziwa legenda Wrocławia, której początki sięgają lat 60. XX wieku. Położony przy zbieg ulic lokal szybko stał się ulubionym miejscem spotkań studentów, urzędników i mieszkańców. W menu królowały pierogi, gołąbki oraz naleśniki. Przez 34 lata bar prowadzili Regina i Waldemar Mrozowie, którzy dbali nie tylko o jakość serwowanych potraw, ale też o rodzinną atmosferę.
23 maja 2018 roku właściciele zdecydowali się sprzedać lokal i odejść na emeryturę. Klientów pożegnali jednak w wyjątkowy sposób i zaprosili ich na naleśniki za symboliczną złotówkę. Zainteresowanie było ogromne, więc nic dziwnego, że w lokalu pojawili się stali bywalcy, ale i nowi klienci.
Choć lokal przy pl. Nowy Targ zniknął, pamięć o nim pozostała we wrocławianach żywa. Marka "Jacek i Agatka" powróciła za sprawą nowego właściciela, który uruchomił bar mleczny pod tą samą nazwą w nowym biurowcu przy ul. Nowy Targ. Załoga stara się kontynuować tradycję i oferuje domowe obiady, choć w nieco wyższych cenach.

Bary mleczne, choć zmieniają się wraz z czasem, to mają swoje stałe miejsce w sercach wrocławian, a może raczej w ich podniebieniach. Jedni będą z sentymentem wracać myślami do czasów młodości i studenckich obiadów za grosze, a dla innych to wciąż będzie aktualna alternatywa dla droższych restauracji. „Miś”, „Mewa” czy odrodzony „Jacek i Agatka” wciąż pokazują, że tradycja domowej kuchni na każdą kieszeń jest nie tylko elementem lokalnego kolorytu, ale codziennym wyborem wielu mieszkańców.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze