O sukcesie polskich lekkoatletów na mistrzostwach Europy, celach na igrzyska olimpijskie, „wrocławskiej kuźni lekkoatletów” i popularności lekkiej atletyki w Polsce rozmawiamy z Rafałem Omelko – wrocławianinem, zawodnikiem AZS AWF Wrocław, ale przede wszystkim zdobywcą srebrnego medalu mistrzostw Europy w sztafecie 4x400 m.
Damian Filipowski: Na początek gratulacje za bardzo dobry wynik podczas mistrzostw Europy w Amsterdamie, nie tylko waszej sztafety, ale i całej reprezentacji.
Rafał Omelko: Dziękuję bardzo. To były dla nas bardzo udane mistrzostwa. W biegu indywidualnym udało mi się ustanowić nowy, bardzo wartościowy rekord życiowy oraz zakwalifikować do finału. W sztafecie zdobyliśmy srebro, do zwycięstwa zabrakło zaledwie 8 setnych sekundy. No i do tego historyczne zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Są powody do zadowolenia.
Przed ME większość z was zapowiadała, że to tylko jedna form sprawdzenia formy przed docelową imprezą, czyli igrzyskami w Rio. Czy te mistrzostwa utwierdziły was, że wykonujecie dobrą pracę i będziecie gotowi na najważniejszą imprezę?
Zdecydowanie tak. Igrzyska olimpijskie to najważniejsza impreza dla każdego sportowca. Jest to swojego rodzaju zwieńczenie całej pracy wykonanej przez dotychczasową karierę. Forma w tym sezonie jest budowana tak, żeby jej szczyt przypadł na starty w Rio. Mistrzostwa Europy pełniły rolę ważnego sprawdzianu, ale jednak nie były celem. Pokazały natomiast, że wszystko idzie w odpowiednim kierunku i możemy patrzeć w przyszłość z optymizmem.
Na finiszu finałowego biegu niewiele zabrakło, żebyś wyprzedził jednego z braci Borlee. Czujesz pewien niedosyt czy może jednak jest to przeświadczenie o dobrze wykonanej pracy i koncentracja nad głównym celem - czyli igrzyskami w Rio
Przede wszystkim trzeba podkreślić, że bieg sztafetowy to składowa pracy czwórki zawodników. Myślę, że wszyscy daliśmy z siebie 100%. Do zwycięstwa zabrakło bardzo niewiele, ale i tak ogromnie cieszymy się z zajętego przez nas miejsca. Chociaż muszę przyznać, że nie takiej kolejności na mecie spodziewałem się przed biegiem i najbardziej obawiałem się Brytyjczyków. Belgowie pokazali jednak po raz kolejny, że potrafią się świetnie zmobilizować na biegi sztafetowe. No a Kevin Borlee, z którym przyszło mi się ścigać na ostatniej zmianie to jednak klasowy zawodnik, finalista igrzysk olimpijskich i jeden z najlepszych 400-metrowcow na świecie. Najbardziej jednak cieszy, że mogę podejmować z nim walkę jak równy z równym. Tym razem trochę brakło, ale może w Rio sytuacja się odwróci.
Pozostając jeszcze przy najważniejszej imprezie w tym roku. Jaki cel stawiasz przed sobą indywidualnie oraz w sztafecie podczas tych igrzysk?
Indywidualnie na pewno oczekuje od siebie poprawienia rekordu życiowego. Wynik poniżej 45 sekund byłby dla mnie spełnieniem moich sportowych marzeń. Co taki wynik da w rywalizacji na igrzyskach, ciężko powiedzieć. Dużo zależy od poziomu konkurencji.
Nie ukrywam jednak, że głównie nastawiam się na rywalizację w sztafecie. Bo tutaj wraz z kolegami mamy szansę powalczyć o finał, a w finale różne rzeczy mogą się wydarzyć. Gdzieś tam w oddali majaczy wizja medalu, ale zdajemy sobie sprawę, że będzie to bardzo ciężkie zadanie.
Nie mógłbym nie zapytać ciebie, jako Wrocławianina o coraz lepsze, a najważniejsze regularne dobre wyniki wrocławskich lekkoatletów. Co na przestrzeni ostatnich lat zmieniło się w stolicy Dolnego Śląska oraz czy możemy powiedzieć już o „wrocławskiej kuźni” lekkoatletów?
Na pewno można pokusić się o takie sformułowanie. Nasz rejon zawsze miał bardzo mocne tradycje lekkoatletyczne, ale rzeczywiście w ostatnich latach pojawiła się duża grupa zawodników, którzy wskoczyli na bardzo wysoki poziom. Mamy we Wrocławiu dwa duże kluby, aktualnego drużynowego mistrza Polski - AZS AWF Wrocław oraz Śląsk Wrocław, mamy świetnych trenerów na czele z Markiem Rożejem czy Dariuszem Łosiem, mamy dobre szkolenie młodzieży w postaci Szkoły Mistrzostwa Sportowego, na ul. Parkowej. To wszystko składa się na ten sukces, którego teraz zbieramy owoce. Jedyne, czego nam brakuje to wciąż zbyt uboga infrastruktura sportowa i mam wrażenie, zbyt małe zaangażowanie miasta żeby tę sytuację zmienić. Od lat czekamy na halę lekkoatletyczną we Wrocławiu oraz remont stadionu lekkoatletycznego w kompleksie Stadionu Olimpijskiego.
W ostatnich latach przede wszystkim do szczytu swoich możliwości sportowych zaczęło dochodzić bardzo zdolne pokolenia lekkoatletów z roczników 89-91. Już od juniora widać było, że to generacja z ogromnym potencjałem i teraz w wieku seniora tylko się to potwierdza. Zmieniła się również na lepsze atmosfera w środowisku sportowym. Widać ogromne zaangażowanie chociażby przedstawicieli Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu na czele z obecnym rektorem Andrzejem Rokitą. Dzięki pracy takich ludzi zaczęto stwarzać optymalne warunki dla zawodników i rozwoju ich kariery sportowej.
Czy mógłbyś się jeszcze odnieść do wpisu Marcina Lewandowskiego przed mistrzostwami? Domagał się on większego zainteresowania kibiców waszymi występami? Stwierdził, że kibice w naszym kraju powinni równie mocno śledzić poczynania lekkoatletów, jak piłkarzy.
Myślę, że Marcin bardziej chciał zmobilizować kibiców do wspierania nas niż deprecjonować kogokolwiek. Jego słowa zostały przedstawione przez media w trochę innym świetle. Lekkoatletyka nie będzie sportem tak popularnym jak piłka nożna i niestety musimy się z tym pogodzić. Widać jednak, że zainteresowanie i świadomość ludzi wciąż rośnie i może w niedalekiej przyszłości doczekamy się pełnych trybun na takich imprezach jak np. mistrzostwa Polski, z czym póki co bywa różnie. Mam nadzieję, że nasze sukcesy przyczynią się ku temu, bo wsparcie i żywe reakcje kibiców podczas zawodów dodają nam wszystkim skrzydeł.
Czy taki sukces jak zwycięstwo w klasyfikacji medalowej mistrzostw Europy - tuż przed igrzyskami olimpijskimi, które z pewnością wpłynie zarówno na zainteresowanie, jak i oczekiwania kibiców wobec was - działa na ciebie i twoich kolegów bardziej jak motywacja czy może być też trochę stresujące?
Na pewno nie stresująco, a mobilizująco. My również mamy wobec siebie duże oczekiwania i chociaż wiadomo, że ciężko będzie powtórzyć skale tego sukcesu z mistrzostw Europy to czujemy siłę naszej reprezentacji i na wzajem się nakręcamy.
Jeszcze na koniec, czy możesz z pełnym przekonaniem zadeklarować zarówno kibicom, ale też przed samym sobą, że do Rio jedziecie po medal?
Tak jak już wspomniałem wcześniej. Medal jest dla nas marzeniem i mamy świadomość tego, że będzie ogromnie ciężko go zdobyć. Trzeba jednak mierzyć wysoko, bo tylko wtedy można te marzenia spełniać. Na pewno jesteśmy świetnie przygotowani i ja wierzę, że w finale olimpijskim powalczymy z resztą świata o najwyższe lokaty.
Dziękuję za rozmowę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze