Nie było bezpośrednich świadków strzelaniny w policyjnym radiowozie, do której doszło w piątek wieczorem na ul. Sudeckiej we Wrocławiu - wynika z najnowszych informacji. Rannych, nieprzytomnych policjantów miał przypadkiem znaleźć w samochodzie 21-letni wrocławianin. To on zawiadomił służby.
Nowe fakty dotyczące strzelaniny poznaliśmy dzięki służbowej notatce policji, do której dotarł Onet. 21-letni Kacper M. jechał ulicą Sudecką swoim renault. Zainteresował się stojącym na środku jezdni brązowym hyundaiem. W środku zobaczył dwójkę ludzi. Jeden z mężcyzn "miał widoczny krwotok z okolicy oczodołu" - czytamy w notatce. Kacper M. natychmiast zawiadomił policję.
- Policjanci przystąpili do udzielenia pierwszej pomocy, na miejsce niezwłocznie zadysponowano zespół ratownictwa medycznego - brzmi dalej notatka z miejsca zdarzenia. Szybko ustalono, że ranni to dwaj policjanci z komisariatu przy Połbina - 47-letni asp. szt. Daniel Ł. (19 lat służby) i jego rówieśnik, asp. szt. Ireneusz M. (26 lat służby). - Stwierdzono rany postrzałowe zagrażające bezpośrednio życiu (Daniel Ł. — rana postrzałowa wlotowa za prawym uchem, brak wylotu, Ireneusz M. — rana postrzałowa wlotowa prawej skroni, brak wylotu) - cytuje dalej Onet.
KULISY ZATRZYMANIA MAKSYMILIANA F. - KLIKNIJ I ZOBACZ
Ranni policjanci byli w stanie krytycznym, zagrażającym życiu. Natychmiast trafili do dwóch wrocławskich szpitali. Przez wiele godzin byli operowani. Do niedzieli stan ich zdrowia nie poprawił się. - Lekarze walczą o ich życie. Czy to się uda, zależy od nich - lakonicznie informuje mł. asp. Tomasz Nowak z dolnośląskiej policji.
Policjanci nieoznakowanym hyundaiem przewozili do izby zatrzymań oszusta - wrocławianina Maksymiliana F. Mężczyzna od dwóch tygodni był poszukiwany listem gończym, bo miał odsiedzieć 6 miesięcy więzenia. Zatrzymano go w piątek po 18. Najpierw trafił do komisaratu przy Połbina na Kozanowie, stąd inny patrol miał przewieźć go do celi. To zadanie przypadło w udziale dwóm 47-letnim policjantom. Strzały padły podczas jazdy, na ul. Sudeckiej, tuż obok dawnego szpitala kolejowego. Maksymilian F. uciekł. Zatrzymano go po trwającej 11 godzin i zakrojonej na ogromną skalę obławie. Dotąd nie wiadomo, jak to możliwe, że podczas transportu z komisariatu do izby zatrzymań miał przy sobie prywatną broń.
W sobotę wieczorem Maksymilian F. usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa policjantów. Grozi mu dożywocie. Jeszcze dziś sąd ma zdecydować o jego aresztowaniu na 3 miesiące.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze