Sprawa wrocławskiego Trzonolinowca budzi od kilku dni spore emocje. Nie inaczej było dziś podczas spotkania mieszkańców budynku, a także jego zarządcy. Jaka przyszłość czeka modernistyczny budynek i jego lokatorów?
Spotkanie zorganizowane dziś w siedzibie spółki „Zarządca” we Wrocławiu trwało niemal trzy godziny. Organizatorzy nie spodziewali się, aż tak dużej frekwencji. Do siedziby przy Szybkiej przybyło kilkadziesiąt osób, którym los budynku przy Kościuszki i Dworcowej nie jest obojętny. Przypomnijmy, że w bloku mieszczą się obecnie 44 mieszkania. Ostatni raz budynek przeszedł remont w latach 70. XX wieku.
Zacznijmy od początku. Kartki z informacją dla mieszkańców pojawiły się we wtorek, 25 lipca. Spółka, do której należy Trzonolinowiec, zawiadamiała, że ze względu na fatalny stan budynku konieczna jest pilna ewakuacja. Taka decyzja została podjęta po ekspertyzie wykonanej przez wspólnotę mieszkaniową na zlecenie Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Mieszkańcy byli wstrząśnięci: z tego powodu, że okazało się, iż są w niebezpieczeństwie. Spytaliśmy dziś mieszkańców, jak zareagowali na tę wiadomość. - O wszystkim dowiedziałam się z Internetu, a potem od sąsiadów. Myślałam, że to tylko żart - mówi Joanna, jedna z lokatorek. Podobnie zareagowała większość mieszkańców, z którymi mieliśmy okazję porozmawiać.
Wróćmy do clue całego tematu. Wiadomo, że remont generalny budynku lub jego wyburzenie nie dojdą na razie do skutku. Największe emocje wśród mieszkańców budziła jednak ekspertyza. W dokumencie, a dokładniej w jego uzupełnieniu, czytamy, że „Na czas prac (…) należy wykwaterować wszystkich mieszkańców i odpowiednio zabezpieczyć teren budynku. Prace wysoce niebezpieczne”. Zarówno PiNB, a także mieszkańcy zgodnie stwierdzili, że ekspertyza została wykonana nieprawidłowo i jest niewiarygodna. „Przekazane opracowanie nie jest ekspertyzą (…) i nie uzasadnia zalecenia opróżnienia budynku” – czytamy w piśmie Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego ws. wrocławskiego trzonolinowca, które zostało kilka dni temu opublikowane przez Biuro Prasowe UM Wrocławia. - Nie przyjęliśmy tej ekspertyzy i nie zapłaciliśmy za nią. Wystąpiliśmy o wyjaśnienie, sprecyzowanie zapisów, w której się w niej znalazły - mówił Prezes Zarządu Sławomir Łata. Warto dodać, że sam autor ekspertyzy nie pojawił się na dzisiejszym spotkaniu.
Mieszkańcy pytali: Dlaczego po otrzymaniu ekspertyzy dostali informację, że mają się natychmiast wyprowadzić? Dlaczego zarządca nie zweryfikował informacji na bieżąco? Jakie konsekwencje poniesie firma, która opracowała ekspertyzę? Pytania można by cały czas mnożyć.
- Proszę sobie zdać sprawę, Jeśli istnieje cień szansy, że Państwa życie mogło zostać zagrożone, to w jaki sposób mieliśmy się zachować? Dostaliśmy ten dokument w momencie zamknięcia firmy. Sprawdziliśmy dokument, czy w ogóle ma sens. Tak na prawdę działaliśmy pod wpływem emocji - mówił obecny na sali adwokat Krzysztof Łata.
Finalnie, podczas spotkania mieszkańcy przegłosowali uchwałę o złożenie wniosku o wpisanie budynku do rejestru zabytków. Taki krok mógłby oznaczać szereg dodatkowych przywilejów, które mają służyć zabezpieczeniu i utrzymaniu zabytku. Co dalej? Zarządca będzie szukał także innej firmy, która wykona nową ekspertyzę. Wiadomo, że Politechnika Wrocławska zaoferowała wykonanie takowej za niemal 200 tys. złotych w przeciągu 12 tygodni. Nieoficjalnie mówi się, że koszty związane z ekspertyzą pokryje budżet miasta. Z kolei pomoc w odnalezieniu archiwalnych dokumentów dot. budynku zaoferował Michał Duda z Muzeum Architektury we Wrocławiu. Kiedy powstanie nowa ekspertyza i czy mieszkańcy będą musieli wyprowadzić się z budynku na czas ewentualnego remontu? Tego na razie nie wiadomo. Do tematu jeszcze wrócimy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze