Już niedługo we Wrocławiu poczujemy się jak w PRL-u albo w Szkocji. Trzeźwiejsi… Obawiam się, że nie będzie to miało żadnego wpływu na naszych lokalnych polityków, którzy bez jednego promila we krwi, chyba że o czymś nie wiem, dość mocno odklejają się od rzeczywistości. Jeden przewiduje, że najbliższe wybory do rad osiedli zdominują „naziole”, a inny - w randze sekretarza stanu - chyba zapowiedział kolejne referendum w sprawie odwołania prezydenta Wrocławia i skrytykował premiera Donalda Tuska. Że wrze w PO to było jasne. Ale aż tak?
Wszystko na to wskazuje, że we Wrocławiu po godzinie 22 nie kupimy alkoholu. Stolica Dolnego Śląska idzie w ślady Krakowa czy Gdańska, który taki zakaz w całym mieście wprowadzi od września. Zresztą przypomnijmy, że i u nas też już obowiązuje na wielu osiedlach. Więc rozszerzenie tej strefy niewiele zmieni, a pojawi się ponadto głównie tam, gdzie i teraz już się późnym wieczorem alkoholu nie kupi, bo nie ma gdzie. I teoretycznie nie ma o co kruszyć kopii, bo ci co nie zrobili zapasów jakoś do 6 rano wytrzymają…
Pytanie jest inne. A po co? W epoce, w której likwiduje się wszelkie zakazy, bo jednostka się nie może rozwijać, nagle tak rach-ciach. Tu z jednej strony chcą legalizować różne miękkie „przysmaki” odklejające duszę od ciała, a tu znowu nawet piwka nie kupisz? Podobno statystyki pokazuję, że tam gdzie jest zakaz, to mniej awantur po wypiciu. Niby logiczne, ale z tym procentami nomen-omen różnie bywa. Statystycznie można wszystko udowodnić. Ale są też tacy, którzy udowadniają, że nie tylko chodzi o ludzką przyjemność, ale i o biznes. Bez sprzedaży alkoholu sklepy padają. No i jak pokazują te najbardziej znany historycznie prohibicje, amerykańska z początków ubiegłego wieku i ta z PRL-u, nie przyniosły one chyba sukcesów. Poza rozwojem gangsterki w USA, a u nas melin. Oczywiście, teraz ani jedno, ani drugie nam nie grozi… Tylko jak ktoś pamięta Polskę Ludową, to mu wszelkie zakazy raczej źle się kojarzą i tyle na ten temat.
Grubo przed godziną 22 w środę odbyło się spotkanie Dariusza Jońskiego i Michała Szczerby, dwóch europosłów PO i Michała Jarosa, szefa tej partii na Dolnym Śląsku z mieszkańcami. To takie wygodne określenie. Na sali bowiem dało się przede wszystkim zauważyć w pierwszym rzędzie najbliższych współpracowników Jarosa, a nieco dalej dość liczną grupę ludzi, którzy bez sukcesu zakończyli zbiórkę podpisów po referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Sutryka. Czy oni nie są mieszkańcami? To trudno im tego odmówić, więc może uznać, ze sprawy organizacyjne są ustalone. A że pojawili się tak licznie? Są dwie opcje. Wolnościowa – spotkanie było otwarte i każdy mógł wejść. Polityczna – od dawna mówiono, że grupa referendalna wspierana jest przez ludzi Jarosa, którzy siedzieli w pierwszym rzędzie.
Obaj europosłowie to najsłynniejsi polscy dostawcy jedzenia. Pierwotnie mówiono, że pizzy, ale potem obaj sprostowali, że w kartonach mieli głównie zupę. Pamiętają Państwo jak w 2021 roku biegli do uchodźców przy granicy z Białorusią? A partyjny kolega Adam Szejnfeld grzmiał prezentując ich zdjęcie z tym kartonami: „Szlag człowieka trafia! Wstyd za taki kraj. Nie chcą wpuścić uchodźców? OK, ale żeby zabronić ogrzać i nakarmić, to już barbarzyństwo. Tu zatrzymani z humanitarną pomocą posłowie”.
Minęło zaledwie kilka lat, Joński i Szczerba już nie są tacy humanitarni. Wstydu nie ma, a dawni „ biedni uchodźcy” stali się w języku obecnego rządu „bandytami”. Ale o tym jakoś na spotkaniu nie było. Panowie przypomnieli, jak od lat tropią przestępstwa ludzi PiS- u i takie tam. Całe spotkanie spuentował Michał Jaros, który obecnie jest wiceministrem w rządzie Donalda Tuska. I zaczął cytując 34. prezydenta USA Dwighta Eisenhowera: „ Partia, która bardziej ceni swoje przywileje niż zasady wkrótce straci i jedno i drugie”. A potem dodał od siebie: „Tak się stało z PiS-e, tak się nie stanie z PO. My nie popieramy takiej polityki”.
Czyżby? To w końcu nie tak dawno temu było. W 2013 roku słynny polski tygodnik donosił: „Newsweek” dotarł do kolejnego nagrania pokazującego kulisy zjazdu dolnośląskiej Platformy. Tym razem jest to film. Widać na nim, jak poseł Michał Jaros i radny z Polkowic Tomasz Borkowski namawiają delegata do głosowania na Jacka Protasiewicza. W zamian sugerują, że działacz mógłby trafić do rady nadzorczej jednej z państwowych spółek.
Więc pozwolę sobie lekko skorygować pana ministra. Jak widać na powyższym przykładzie, w PO już tak się stało i to wcześniej.
Z grona wspomnianych mieszkańców padło też pytanie do gości o kwestie związane z referendum. Europosłowie niekoniecznie mieli ochotę odpowiadać, więc wyręczył ich Michał Jaros: „To mieszkańcy i to mieszkanki mają zorganizować referendum. I żaden mieszkaniec Wałbrzych, Łodzi czy Warszawy nie będzie popierał czy potępiał czy organizował”.
Wow! – zakrzyknął autor. Przepraszam, ponieważ nasunęło mi się kilka pytań. Jak rozumieć tę wypowiedź? Czy Michał Jaros zasugerował, że właśnie skończona akcja była zorganizowana przez obcych? Niewielu z tego grona znam, ale lider Piotr Uhle już od jakiegoś czasu jednak mieszka we Wrocławiu. I od jakiegoś czasu jest radnym... Natomiast fraza „mają zorganizować referendum” wyraźnie sugeruje, że ma być następne, choć szczegółów lider PO nie podał. Pewnie więcej wiedzą działacze, którzy zasiedli w tym pierwszym rzędzie.
A gdy idzie o to, że nikt z Wałbrzycha, Łodzi czy Warszawy nie będzie nic wrocławianom organizował, to pełna zgoda. Najlepiej to na własnej skórze odczuł właśnie Jaros. Dotkliwie zorientował się zwłaszcza przy wyborach samorządowy, że wszystko organizuje mieszkaniec Sopotu. Chyba, że powyższe wystąpienie było jasną deklaracją szefa dolnośląskiej PO, że Donald Tusk ma się już nie wtrącać w sprawy wrocławskiej Platformy Obywatelskiej. Jeśli tak, to szacun. Dostawcy zupy na pewno premierowi to przekażą.
Boże, tak niedługie i niewielkie spotkanie, ale ile można się dowiedzieć…
Gdy tak pojawił się wątek nieudanej akcji referendalnej, to jeszcze mała uwaga. Otóż pojawił się analiza przyczyn i skutków tego wydarzenia autorstwa Macieja Słobodziana działacza partii Zieloni. To taka partia, która normalnie jak sama próbuje wystartować to notuje wyniki poparcia około 1 procent. Ale ostatnio postanowili się przykleić do statku PO i śmiało twierdzą, że teraz oni płyną w głównym nurcie politycznym. A co jeszcze cechuje działaczy Zielonych? Gdy pojawiają się trudne sprawy i momenty przełomowe, to oni nagle znikają w lesie, bo gdzie indziej i twierdzą, że akurat muszą ratować jakiegoś żuczka gnojarka.
Proszę mnie zwolnić z analizy całego wystąpienia pana Słobodziana. Ale zatrzymam się przy dwóch wątkach. Otóż analiza został zrobiona „z punktu widzenia doświadczonego politycznego organizatora”. Pisze to człowiek niespełna trzydziestoletni, który w ostatnich wyborach samorządowych, choć przyklejony do statku PO, zdobył 388 głosów, czyli poparcie 1,14 proc. To koniec pierwszego wątku.
Drugi brzmi tak:
- Drugim zwycięzcą (oprócz prezydenta Jacka Sutryka – red.) jest środowisko skrajnej prawicy, które w ramach akcji referendalnej zostało rozgrzeszone m.in. przez lokalne liberalne media ze wszystkich swoich grzechów, zaakceptowane jako podmiot lokalnej sceny politycznej – napisał „doświadczony organizator”. - Aktywiści miejscy oraz osoby o postępowych poglądach wyciągnęli z marginesu i wprowadzili do mainstreamu groźną grupę miejskich populistów o przeciwnym do nich miastopoglądzie i światopoglądzie. Jest to wielki grzech, z którego być może poważnymi skutkami przyjdzie nam się mierzyć już za 55 dni w wyborach prezydenckich, a następnie w wyborach do rad osiedli w 2026 roku, a na koniec w wyborach samorządowych w 2029 roku.
Nieudana akcja referendalna spowoduje, że wybory prezydenta RP wygra skrajna prawica?! Grzegorz Braun czy Sławomir Mentzen? Bo to chyba oni są tu podejrzanymi. Naprawdę musiałem odsapnąć… A jak sobie pomyślę, że Rada Osiedla Leśnica, w której obecnie szefuje inny działacz Zielonych Robert Suligowski, już za rok zostanie przejęta przez nacjonalistów o odmiennym miastopoglądzie, to… coraz dłużej szukam na klawiaturze, gdzie jest ta cholerna kropka. Te łzy…
No i te lokalne liberalne media... Uwielbiam te wytrychy słowne, które są podszyte strachem, by nie podać tytułów. Rozmawiałem z kolegami z mojej redakcji, nikt się nie przyznaje do udzielenia rozgrzeszenia. Za innych się nie wypowiadam. Poza tym, może trzeba tutaj powiedzieć sobie jeszcze jedną rzecz. SOS Wrocław, który wziął na siebie organizację akcji referendalnej, przeszedł do historii. Raczej na niższe półki. A wszystkie podmioty, które się w akcję zaangażowały wrócą na swoje upatrzone pozycje i nadal tylko nieliczni będą wiedzieć o ich istnieniu. Jeśli nadal będą istnieć.
Jak niewiele potrzeba, by uznać, że Dariusz Joński i Michał Szczerba, mimo swoich tragi-komicznych zachowań, całkiem dają radę. Oj, całkiem. Wystarczy, że człowiek zderzy się z „doświadczonym organizatorem”.
Wtedy to faktycznie człowiek zaczyna się obawiać tej wrocławskiej prohibicji, bo jak przeczyta się takie słowa po 22? Nawet przeczytanie „Pijanych” Iwana Wyrypajewa nie pomoże.
Kiedy tak cały czas patrzę na te wszystkie zawieruchy i podchody polityczne, kto wygra, jak wygrać, to nagle przychodzi olśnienie. Że recepta jest banalnie prosta. Tu owszem trzeba udać się do amerykańskiej szkoły, ale zastosować metodę innego Amerykanina, niż tego, którego cytował Michał Jarosa. Podwładnego wspomnianego Dwighta "Ike'a" Eisenhowera – George’a Pattona Juniora
Wojska Pattona wyzwoliły większość północnej Francji, ale tuż przed wejściem do Paryża zostały zatrzymane przez Eisenhowera, ponieważ ten uległ politycznej presji i zezwolił na wkroczenie jako pierwszym jednostkom francuskim. Co zrobił słynny i kontrowersyjnym amerykański generał? Owszem posłuchał, ale nie milczał. Gdy wszedł zameldował: Drogi Ike, dziś splunąłem do Sekwany.
I dlatego przeszedł do historii jako człowiek sukcesu, piszą o nim książki i robią o nim filmy...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Wystarczy porządnie podpisy zbierać i być tam gdzie się obieca że się będzie. Nie znam nikogo kto chce Sutryka jako prezydenta. Nawet lewaczki chcą go odwołać. Nie mówiąc o mnie. Około 60% ludzi z chęcią by go odwołało.
Skoro sklepikarze nie będą mogli sprzedawać alkoholu to analogicznie taki zakaz powinien być wprowadzony w restauracjach,knajpach,hotelach na wrocławskim rynku,pasażu niepolda,pod nasypem na Bogusławskiego i stacjach benzynowych. Jak wszyscy to wszyscy,nie ma lepszych czy gorszych
Wystarczy porządnie podpisy zbierać i być tam gdzie się obieca że się będzie. Nie znam nikogo kto chce Sutryka jako prezydenta. Nawet lewaczki chcą go odwołać. Nie mówiąc o mnie. Około 60% ludzi z chęcią by go odwołało.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Skoro sklepikarze nie będą mogli sprzedawać alkoholu to analogicznie taki zakaz powinien być wprowadzony w restauracjach,knajpach,hotelach na wrocławskim rynku,pasażu niepolda,pod nasypem na Bogusławskiego i stacjach benzynowych. Jak wszyscy to wszyscy,nie ma lepszych czy gorszych