Po ogłoszeniu przez prezydenta Wrocławia alarmu powodziowego mieszkańcy miasta masowo robią zapasy żywności. Ze sklepów znika też woda. - Kupują całe wózki, po kilka, kilkanaście zgrzewek - relacjonują nam sprzedawcy z Lidla przy Długosza. Panikę podsyciły wiadomości Rządowego Centum Bezpieczeństwa z apelem, by na zalanych terenach pić tylko wodę butelkową.
To sytuacja bardzo podobna do tej z lat 1997 i 2010. Wtedy też woda w sklepach w szybkim czasie stała się towarem deficytowym. - Znika też mąka, cukier, makarony, pieczywo z dłuższym terminem ważności - słyszymy od sprzedawców.
O przygotowanie zapasów żywności i wody już w ubiegłym tygodniu apelował do Dolnoślązaków wojewoda Maciej Awiżeń. MPWiK Wrocław zapewnia, że woda płynąca z wrocławskich kranów jest na bieżąco badana i nadaje się do spożycia. - Jeśli sytuacja w tym zakresie zmieniałaby się, będziemy natychmiast o tym informować - zapewniła miejska spółka wodociągowa.
- Czy robić zapasy? Zawsze warto, w każdej sytuacji kryzysowej. To jest sytuacja oczywista. Ogłoszenie alarmu powodziowego jest też o tym, aby każdy z nas z większą czujnością podszedł do tego co się dzieje. Natomiast nie ma dzisiaj ani sensu ani potrzeby nadmiernie się straszyć i odpowiadać na pytanie gdzie się woda pojawić może, a gdzie nie może. Na to pytanie nie ma prostych odpowiedzi - oświadczył Jacek Sutryk.
ZOBACZ: Powódź 2024 - raport na żywo, wszystkie ważne informacje
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze