Reklama

Czy wrocławscy radni będą poznawać nazwiska osób, które zawarły małżeństwa jednopłciowe? I jak pies odstąpił mi kojec, a ja mu pokój


To nam TSUE znów namieszało… Kilka godzin po ogłoszeniu werdyktu w sprawie małżeństw tej samej płci wydawało się, że piękna Świdnica odłącza się od Polski. Teraz natomiast wygląda, że niedługo w tym mieście na ślubnym kobiercu staną gołąb z pomnikiem Marii Kunitz. A we Wrocławiu radny w piśmie do prezydenta miasta ujawnił, że zna dokumenty, które wpłynęły do tutejszego USC od par jednopłciowych i pyta, co prezydent zamierza zrobić z tym, że do komputera nie da się wprowadzić dwóch Mieczysławów jako małżeństwo. Widać w TSUE Lema nie czytali. Ja natomiast testowałem kojec dla psa i wiem, że prezydent Karol Nawrocki ma trochę racji.


Przez chwilę to nawet wyglądało na dość oryginalny coming out. Panią Beatę Moska-Słaniewską, prezydent Świdnicy znam już trochę i lekko oniemiałem, gdy w sposób mocno dynamiczny zaczęła komunikować, że po decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej od już zaprasza wszystkie pary jednopłciowe do swojego miasta i tu od ręki będzie im legalizować ich małżeństwa zawarte za granicą. Niektórych lekko zdziwiło, że informuje o tym tak intensywnie, czasami razem ze swoją zastępczynią, aż się zaczęły pojawiać niestosowne zapytania o sprawy prywatne, w które w przypadku polityków nigdy nie wnikałem, nie wnikam i nie będę wnikał. Ale przecież też pamiętam program telewizyjny, w którym opowiadała o swoich dzieciach i miłości do męża, więc szczęśliwie ten wątek różnym podejrzliwym postaciom wybijałem z głowy.

I żeby było jasne, bo może ktoś przeoczył, kilka dni temu ów TSUE orzekł, iż odmowa uznania małżeństwa osób tej samej płci, zawartego w innym państwie UE, stanowi naruszenie unijnego prawa. A jeszcze dokładniej, sprawa, w której zapadł ten wyrok, dotyczy dwóch mężczyzn, którzy pobrali się w Berlinie i Polska odmówiła transkrypcji ich aktu małżeństwa.

Reklama

I nie wiem, czy do pani prezydent Świdnicy już ustawiła się kolejka i wywaliło system, ale dość szybko okazało się, że jeszcze trzeba trochę wprowadzić zmian, by mogło to zadziałać. To jest największy szok, z całym szacunkiem, ale że tak doświadczony urzędnik samorządowy tego nie wiedział? Ciut później tym wszystkim, którzy już prawie stali przy świdnickim USC wyjaśniła: Nie, nie możemy tego zrobić w tej chwili, gdyż system rejestracyjny, poprzez istniejące blokady, nie pozwala przy transkrybowaniu aktu małżeństwa wpisać dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn. Mówiąc najprościej - blokuje ten wpis numer PESEL, który jest "żeński" lub "męski".

No proszę a mówili, że te komputery i internety to taka nowoczesność. A one jak na złość twierdzą, że jest kobieta, że jest mężczyzna i tylko oni mogą stanąć na ślubnym kobiercu. Przez chwilę, jak komputery zepsuły pani prezydent akcję, to nawet przypomniały mi się „Bajki robotów” Stanisława Lema, które kiedyś z taką lubością czytałem. No i nie wiem, czy ten los to nie nazbyt złośliwy dla tego uroczego miasta, ale właśnie odbyła się tam debata o „Wizerunku polskiego samorządu za granicą”…

Reklama

W każdym razie odniosłem wrażenie, że Moskal-Słaniewska trochę swoich entuzjastycznych wpisów pousuwała, ale żeby nie było - nie poddaje się. I twierdzi, że czeka teraz aż na szczeblu rządowym powprowadzają te zmiany i wtedy znowu zaprasza.

No cóż, obawiam się że szczebel aż tak się bardzo nie kwapi, bo premierowi to nie na rękę. On teraz staje się taki bardziej konserwatywny. Poglądy zmienia szybciej niż Roman Giertych i Bartosz Arłukowiczem razem wzięci. Donald Tusk już jest przeciwny imigrantom, właśnie uznał, że reparacje wojenne od Niemców nam się jednak należą (!!!), a nawet chyba sam chce je wypłacać w imieniu Niemców… Strach się bać, co będzie dalej – tu przemawiam w imieniu elektoratu niedawnej PO, a obecnej KO.

Reklama

A wracając do Świdnicy to pani prezydent twardo tłumaczy się ze swojego poglądu i niczym doświadczona jurystka i konstytucjonalistka twierdzi, że w polskim prawie tak naprawdę nigdzie nie ma definicji małżeństwa… Czyli rozumiem, że jak już skończy się kolejka małżonków jednopłciowych, to potem jakieś wyzwania międzygatunkowe? Bo jak de facto nie ma definicji, to też nigdzie nie zapisano, że tylko ludzie mogą stanąć na ślubnym kobiercu?  W Świdnicy jest taki pomnik-ławeczka Marii Kunitz, XVII-wiecznej astronomki, na której przesiadują gołębie. Uczucie mogło się zrodzić…

Ale o ile w Świdnicy pani prezydent przeszarżowała, to we Wrocławiu Jakub Janas, miejski radny, musi się liczyć z ewentualnością stanięcia przed obliczem prawa. Może nie jak Mateusz Morawiecki przed Trybunałem Stanu, ale w sumie okoliczności trochę podobne. Oczywiście to się dopiero okaże, bo w przypadku radnego mówimy o poszlakach. Były premier za to, jak ogłosił właśnie minister od sprawiedliwości i niesprawiedliwości Waldemar Żurek, że ciążą na nim zarzuty związane z ochroną danych osobowych. Morawiecki miał, według śledczych bezprawnie umożliwić Poczcie Polskiej i samorządom wgląd w dane osobowe Polaków tuż przed nieudaną próbą przeprowadzenia wyborów kopertowych w 2020 roku.

Reklama

A radny Janas w interpelacji do prezydenta Wrocławia „ws. działań podejmowanych przez wrocławski Urząd Stanu Cywilnego w związku z wyrokiem TSUE ws. małżeństw osób tej samej płci” napisał: „według mej wiedzy, do wrocławskiego USC trafiły już pierwsze wnioski o transkrypcję aktu małżeństwa od par jednopłciowych, a bardzo prawdopodobnym jest, że będzie ich więcej”.

A skąd radny ma taką wiedzę? Czy wszyscy samorządowcy będą mieli do takich wniosków dostęp w przyszłości? Czy ktoś tu nie łamie wspomnianych przepisów o ochronie danych osobowych… Wiem, radny ich nie podaje, ale jak wie o wnioskach, to może wie kto z kim… Zapowiada się ciekawie. A interpelacja dotyczy tego, co już znamy ze Świdnicy, czyli że jeśli prezydent Jacek Sutryk lub jakiś jego podwładny do systemu wprowadzi w rubrykę „żona” imię Mieczysław i wyskoczy: „error”, to „Czy w takiej sytuacji zwróci się Pan, jako Prezydent Wrocławia, do odpowiednich organów władzy państwowej o dostosowanie przepisów wykonawczych?”.

Reklama

Ja na miejscu pani prezydent Świdnicy i radnego z Wrocławia zapytałbym jeszcze o ewentualną kwestię rozwodu, choć każdej parze, w tym gołębiowi i pomnikowi, życzę wiecznej miłości. Czy wtedy małżonkowie wracają do Berlina, by się rozstać? A jeśli tak, to w jaki sposób wyżej wymienieni prezydenci miast o tym się dowiedzą? Jest jeszcze trochę niejasności, by system przestał się zawieszać.

W tej chwili jednak przede wszystkim z niecierpliwością oczekujemy więc na odpowiedź prezydenta Wrocławia czy się zwróci, czy na własną rękę, jakimś „obejściem sytemu” z udziałem zaprzyjaźnionego informatyka, da sobie radę z Mieczysławem w charakterze obu małżonków.

Reklama

A w oczekiwaniu na odpowiedź jeszcze jednak kwestia, którą próbowali nas zainteresować politycy, abyśmy nie musieli myśleć o ważnych sprawach państwa i naszego życia. Czyli na przykład jak to jest, że inflacja niziutka, a masło w moim sklepie już niedługo dwie dychy. Więc zajmijmy się ustawą łańcuchową. I żeby nie było, o czym wiedzą moi najbliżsi, większego psiarza w okolicy nie ma. A trzymanie psa na łańcuchu uważam za zbrodnię. Ale czy mnie veto prezydenta Karola Nawrockiego, które nadal pozwala na trzymanie psów na łańcuchu, zezłościło? Trochę, tylko trochę. Choć wizerunkowo ludzie prezydenta rozegrali to fatalnie i zapewne mają się czym martwić, ale to już ich sprawa więc ad rem. Po pierwsze już dawno psa na łańcuchu nie widziałem, a trochę przemieszczam się po wsiach. Najbardziej mnie bowiem cieszy, że zadziało się coś innego – ludzie już kompletnie na te sprawy inaczej patrzą. I tu jest nasza najcenniejsza zdobycz. Jedynie nieliczne patologiczne osobniki mają w głowie to co śpiewała kiedyś „Pidżamo porno” : Któregoś dnia kupię sobie psa, przynajmniej będę miał co kopać z rana.  

A te kolejne zmiany prawa? Ci co się interesuje, wiedzą,  że przy tym odrzuceniu ustawy nie chodziło o łańcuchy, a o jakieś kolosalne wymiary kojców, które dla posiadaczy kilku czworonogów zakończyłyby się koniecznością dokupienia ziemi, by je wszystkie postawić. Nota bene, ciekawy jestem jakby dał sobie radę europoseł KO Andrzej Halicki, zapalony hodowca dogów niemieckich, który w ubiegłym roku miał ich bodajże siedem. A czy ustawodawca się zastanowił nad losem bernardyna w niewielkiej klitce w bloku? Ludzie takie olbrzymy tam trzymają. Sam widziałem. Poza tym, tu kompletnie nie chodzi o centymetry kojca. Sam się o tym dokładnie przekonałem, gdy trzy lata temu pojawiła się w naszym domu pewna pięcioletnia suczka (choć oczywiście nie wiem jak się identyfikuje) o wadze 40 kilogramów. „Rasowy? – Poczwórnie. – To znaczy, że jak? – Znaczy nogi jamnika, morda buldoga, uszy wyżła, ogon owczarka – a razem, uważasz pan, mój pies”. To z felietonu Stefana Wiecheckiego. Taka duża, musi mieć kojec – postanowiliśmy z małżonką. Pojawił się. Ogromny. Tylko psu się nie spodobał. Behawiorystka poradziła: proszę dawać jej tam jedzenie, spędzać z nią tam trochę czasu, może pan nawet czytać tam książkę, ona się uspokoi przy panu… Taaa, dwie chyba przeczytałem, ale pies wychodził gdy nawet jednej strony nie przeczytałem, a żona po jakimś czasie krzyczała: wracaj, ona leży na kanapie. Ustawodawca tego nie przewidział.

Reklama

A najsmutniejsze jest w tym to, że nawet przy psach są już głębokie podziały partyjne, a politycy by je pokazać… wykorzystują do tego swoje czworonogi, robiąc sobie  nimi fotki. I pozostawiają, by „Polskę poprawiać”.

„Gdy się swoje psy kąsają, to się i pogodzą” – głosi XIX-wieczne przysłowie zanotowane przez Samuela Adalberga w Księdze przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Jak widać, to cecha tylko tego gatunku ssaka.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości