Znudzony już trochę jestem. Od lat powracają te same tematy. Co z tym piłkarskim Śląskiem? Czy miasto powinno dofinansowywać zawodowe kluby sportowe? Kto ma zasiadać w tym czy innym zarządzie, czyli gdzie kończy się znajomy, a zaczyna fachowiec? Choć pojawiły się i nowe pomysły. Zamiast pięcioletnich kadencji samorządów takie dziewięciomiesięczne. Nic dobrego nie urodzili, do wymiany.
W tym roku minie 18 lat od kiedy miasto przejęło piłkarski Śląsk Wrocław. Od początku budziło to duży niesmak wśród mieszkańców, ale ówczesny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz na takie szczegóły nie zwracał uwagi. W jego głowie zrodził się kosmiczny projekt – Euro 2012, wielki nowy stadion kipiący życiem, i Śląsk Wrocław w Lidze Mistrzów. Z tej triady za jako taki sukces można uznać jedynie EURO. Arena na Pilczycach pochłonęła masę kasy, a sprawa jej budowy zakończyła się w sądzie. A Śląsk? Jaki jest każdy widzi i teraz mu mentalnie bliżej do ligi okręgowej niż Ligi Mistrzów. Przyznajmy uczciwie, że ekipa Dutkiewicza próbowała znaleźć jakiś inwestorów. Tylko jakoś nie wyszło… Czasami to nawet odnosiłem wrażenie, że robiono tak, by nie wyszło. Ale dowodów nie ma, więc niech będzie, że to tylko wrażenie.
Przez kilka lat większościowym udziałowcem klubu był nawet Zygmunt Solorz. Ale ponieważ to prawdziwy biznesmen i wie co znaczy wartość zainwestowanej własnej złotówki, więc dał sobie spokój i Wrocław ponownie wziął na swoje barki utrzymanie całego klubu „za nasze”. I do tego czasu nikt poważny na widnokręgu się nie pojawił.
Nie chcę mi się detalicznie analizować powodów braku zainteresowania jakiegoś poważnego podmiotu, ale każdy kto choć raz w ostatnich latach zmusił się od oglądania polskich drużyn klubowych powinien znać odpowiedź. Zdrowiej jest pójść pooglądać jakieś spotkanie A-klasowe. Człowiek nie robi sobie złudzeń, czasami grają niewiele gorzej, a i spokojniej można z kumplami pogadać.
Oczywiście mam pewien pomysł jak uratować Wrocław od wiecznego dokładania milionów do braku sukcesów. W ostateczności mogę przejąć ów klub za symboliczną opłatę. Obiecuję, że przez najbliższe miesiące niżej w tabeli nie będziemy, a jakieś doświadczenie w grze FIFA 15 mam, więc nudno nie będzie… I nie ma co prychać czy parskać. Konkretniejszej oferty od kilkunastu lat chyba nie było.
To płynnie przechodzimy do odradzającej się jak feniks z popiołu dyskusji o wydawaniu publicznych pieniędzy na zawodowy sport. Zasadniczo jestem przeciw, tylko wiem, że od ponad 2000 lat politycy wiedzą czego potrzebują wyborcy - panem et circenses. Cesarz Marek Ulpiusz Trajan twierdził: „Lud rzymski można utrzymać w spokoju tylko rozdawnictwem zboża i igrzyskami”. I przez te lata ani politycy, ani wyborcy nie zmienili zdania. Chleb i igrzyska miały, mają i będą miały wzięcie. Pod różną postacią. Nieważne czy to będzie koncert Zenka, Dawida Podsiadło, Maryli Rodowicz, kopanie się po nogach czy też walki w klatkach – to się ogląda. A wydający na to pieniądze politycy zawsze wytłumaczą, że przecież nie biorą kasy dla siebie tylko chcą sprawić przyjemność widzom. Oczywiście zawsze jest problem kto igrzyska organizuje. Ci co akurat tego nie robią uważają, że wydawanie publicznych pieniędzy na taki cel jest niegodziwe. Ale w miarę szybko dają się przekonać do zmiany zdania…
No to przejdźmy do tej właściwej polityki. Tydzień temu pisałem, że w tym roku niektórzy zapowiadają referendum w sprawie odwołania prezydenta Wrocławia i że wtedy możliwa jest niezła wojna. Proszę, minęło kilka dni, a portal Interia.pl donosi, że w dolnośląskiej Platformie Obywatelskiej trwa bitwa o to kto ma kierować regionalnym komitetem wyborczym Rafał Trzaskowskiego, a jednocześnie jest to batalia, kto ewentualnie wystartuje w wyborach na prezydenta, gdy Jacek Sutryk zostanie odwołany w referendum albo ustąpi. Pominę już szczegóły tej sytuacji, bo ostatnio trochę o tym było.
Grubo… Niezłego koalicjanta ma prezydent Jacek Sutryk. Przecież jeszcze trochę, a będzie miał gorzej niż Władysław II Wygnaniec, którego władzy chciała pozbawić szóstka rodzeństwa i macocha, że o szwagrach nie wspomnę.
W każdym razie i to już nie doniesienia wspomnianego portalu, ale faktycznie pojawiają się różne nazwiska. Nie tylko obecnie aktywnych polityków, ale i tych, którzy jakiś czas temu dali sobie spokój z tą działalnością, a teraz podobno nie powiedzieliby nie.
Tylko oczywiście jest jeden problem, o którym w tym ferworze wewnętrznej kłótni w PO się zapomina. Otóż niewątpliwie Jacek Sutryk może powtórzyć za Markiem Twainem: „Wiadomość o mojej śmierci była przesadą”.
Natomiast przesadą nie jest, że ci którzy tak spekulują o prezydenckim referendum mogą sami poczuć się zagrożeni. Bowiem pewien aktywista osiedlowy, który bardzo wspiera te różne rewolucyjne pomysły, ostatnio dodał: „Jak widać, referendum powinno objąć też Radę Miasta Wrocławia”.
Także ten tego… Czyli szykuje nam się referendum, w którym radni odwołają sami siebie? Długo sobie nie porządzili. Raptem 9 miesięcy. Zwłaszcza, że wielu z nich nie dostałoby się do rady ponownie… A gdyby tak jeszcze do tego referendum o odwołanie posłów i senatorów? Chyba nie ma takiego, ale co mi szkodzi pofantazjować, zwłaszcza, że trafiamy już na poziom mocno niestabilnego myślenia.
Właściwie to już chyba ten moment, gdy tak wszystko słabo działa, zdaniem niektórych oczywiście, aby zaproponować kompletne wyburzenie Wrocławia. Nic w nim się nie klei. Stare założenia urbanistyczne zostały zaburzone przez zniszczenia wojenne i nie zawsze trafne decyzje o sposobie odbudowy nie przywróciły tamtych idei. Nowe też bywają nie mniej dyskusyjne.
A okazja do tego niezła, bo właśnie w tym roku przypada tysięczna rocznica śmierci Bolesława Chrobrego, którego decyzja o ustanowieniu biskupstwa wrocławskiego została uznana za początek naszego miasta.
Jezusku, kończę, bo jeszcze niektórzy dopowiedzą: a czemu nie?
Szanowni, wiem, że internet dał nam nieograniczone możliwości wypowiadania się. Trzeba to uszanować. Bo innego wyjścia nie mamy. Można nie czytać, ale jak korci...
Niedawno w pewnej bardzo popularnej rozgłośni usłyszałem jak pewna bardzo znana prowadząca, gdy padło, że w zbliżającym się serwisie będzie o rozpoczynającej się kampanii wyborczej aż jęknęła: znowu!!! Potem pojawiło się pytanie, czy w takim razie nie pójdzie wybierać prezydenta, odpowiedziała: pójdę, ale ja już nie chcę ich słuchać!
Początkowo pomyślałem trochę słabe podejście do demokracji, bo wybiera nie wiedząc kogo. Ale teraz chyba już wiem, że duża część ludzi jest tymi ciągłymi wyborami po prostu zmęczona. One im się zlewają, stając się kakofonią tych samych obietnic.
Wrocławianie w kwietniu ubiegłego roku już wybrali. Czy nam się ten wybór podoba czy nie. Szanujemy demokrację albo nie… Słucham?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.