O tej sprawie zrobiło się głośno na początku tygodnia. W lesie niedaleko Jelcza-Laskowic ktoś na pewną śmierć w starej pralce zostawił małego psa. Były już właściciel sam zgłosił się do wrocławskiej Ekostraży.
Na szczeniaka zamkniętego w bębnie pralki natknęła się w ubiegły weekend kobieta spacerująca po lesie w Łęgu - to okolice Jelcza Laskowic, naprzeciwko fabryki Toyota Motor. Gdyby nie szybka reakcja, pies najprawdopodobniej by nie żył. Czworonóg znajdował się w bębnie pralki, który nakryty był ciężką metalową płytą, będącą jej elementem. - Nie jest możliwe, aby pies sam sobie wszedł do wnętrza zamkniętej pralki - podała wówczas Ekostraż.
Po kilkudniowych poszukiwaniach sprawcy tego czynu i wyznaczeniu nagrody okazało się, że właściciel psa sam zgłosił się do organizacji. - Były już właściciel został ustalony, wskazał domniemanego sprawcę tego czynu. Niestety nie udało nam się z nim skontaktować, przekazaliśmy dane policji i teraz zajmą się nim odpowiednie służby. Wiemy również, że sprawca w piątek chwalił się, że "musi coś zawieźć do Łęgu". No i zawiózł. Małego przerażonego pieska, którego następnie zwyrodniale uwięził w starej pralce. Na pewną śmierć - mówi Tuwroclaw.com Katarzyna Szakowska z wrocławskiej Ekostraży.
Jaki jest aktualnie stan szczeniaka? Rzeczniczka podaje, że stan zwierzęcia jest dobry, za wyjątkiem problemów behawioralnych. - Jest bardzo przerażony, boi się człowieka. Możliwe, że był krzywdzony w przeszłości - mówi. Nie jest wykluczone, że psiak będzie przeznaczony do adopcji. Kiedy? Tego niestety nie wiadomo.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze