Reklama

Porządki świąteczne w radzie miasta i czy prezydent Wrocławia ma chodzić „na kebaba”?

Na kilkanaście dni przed końcem roku wreszcie wiemy kto we wrocławskiej radzie miasta jest za, kto przeciw, a kto nie wytrzymał. Wszystko okazało się przy uchwalaniu budżetu miasta, gdy po jego przegłosowaniu powstał pierwszy warsztat polityczny w mieście - Naprawmy Przyszłość. A przyszłość władz miasta widzę niespecjalnie, ponieważ część aktywistów postanowiła ich wziąć głodem lub zrujnować organizmy wysokich rangą urzędników ubogą w substancję odżywcze dietą.

Kilka sesji budżetowych już widziałem w swoim życiu. Tej ostatniej przyglądałem się w sposób przerywany, więc może mój ogląd nie jest całościowy, ale na pewno jedna rzecz rzuciła mi się w oczy. Wszyscy radni byli bardzo kulturalni. I wcale nie robię sobie tutaj żartów, naprawdę. Mimo kilku wycieczek politycznych, było nader elegancko. Dziękowano sobie, doceniano wkład pracy urzędników magistratu w powstanie tej najważniejszej w każdym roku uchwały, z szacunkiem odnoszono się do antagonistów… Wersal, Francja elegancja.

Nawet, gdy szef klubu PiS Łukasz Kasztelowicz powtarzał, że jest to budżet wstydu, którego pewnie prezydent się wstydzi, bo nie przyszedł na sesję, to do mównicy spokojnie podeszła wiceprezydent Renata Granowska i patrząc  w oczy radnemu łagodnie oznajmiła: pan prezydent jest chory, ma infekcję…

Reklama

Zrobiła w to taki sposób, że ja bez problemu uwierzyłem, Łukasz Kasztelowicz chyba też, bo już nie domagał się innych dowodów choroby, a tylko zaczął mówić o Stalowej Woli, o czym za chwilę.

Zapytają Państwo jaki to jest budżet? Odpowiedź jest prosta: żaden nie jest dobry, ponieważ zawsze na coś brakuje, nawet jak na wydatki przeznacza się 8,5 mld złotych.

I radni wyliczali, że ten wolałby więc na ten tramwaj, inny na jakaś ulicę, kolejny radny był zadowolony, że jednak powstaną chodniki przy szkole… Od lat spory dotyczą dofinansowania Śląska Wrocław, który w sposób nierozważny przejął poprzednik Jacka Sutryka Rafał Dutkiewicz. W sposób nierozważny, ponieważ nigdy nie stworzył konkretnej koncepcji rozwoju tego klubu, poza tanimi obietnicami, że za ileś tam lat zagramy w Lidze Mistrzów. Gdy nic z tego nie wyszło, już ekipa Dutkiewicza próbowała pozbyć się problemu. Niestety, od lat nie udaje się znaleźć kupca i trzeba dopłacać do interesu. A może by tak wystawić na licytację WOŚP lub przekazać Caritasowi?

Reklama

A wracając do dyskusji o budżecie. Wspomniany szef klubu PiS po raz kolejny udowodnił, że kompletnie nie nadaje się na lidera i wskazanie go na kandydata na prezydenta Wrocławia to była wielka pomyłka PiS. Próbował przekonywać, że budżet Wrocławia jest równie nieudolny jak budżet Polski, ale dlaczego tak niby jest, to już za bardzo nie dało się usłyszeć. Wspominał o wielkiej fascynacji Stalową Wolą, której budżet w dużej części wydatki kieruje na inwestycje. Choć sam szybko wytłumaczył, że obie miejscowości są nieporównywalne, więc ten, tego…  

Potem przyszedł kluczowy moment czyli wystąpienia dwóch młodych członków Koalicji Obywatelskiej - Jakuba Nowotarskiego i Jakuba Janasa, o których pisałem już kilka tygodni temu. Od początku ich działania w tym klubie wskazywały, że nie chcą w nim być, ponieważ cały czas kontestowali sprawy rządzenia miastem, choć KO tworzy koalicję wpierającą prezydenta. Podobnie jak bardziej doświadczony Piotr Uhle. Kontestowali, ale nie chcieli wystąpić. Więc szefostwo postanowiło im pomóc i zarządziło dyscyplinę klubową. Czyli kto będzie przeciw budżetowi automatycznie z klubu wylatuje.

Reklama

I tak też się stało w czwartkowe popołudnie. I teraz już wiemy, że w 37-osobowej radzie miasta mamy 11-osobową opozycję. Tworzą ją radni PiS i wspomniana trójka, która powołała do życia klub o nazwie Naprawmy Przyszłość. Nie wiem czy nie lepiej już by było Tercet Egzotyczny, ale może ze względu na szacunek dla działalności tego wrocławskiego zespołu, przez dziesiątki lat tworzonego przez Izabellę i Zbigniewa Dziewiątkowskich, jednak się nie zdecydowali.

Tu muszę dodać jeszcze jedną uwagę. Piotr Uhle, niezwykły orator i wspaniały rozmówca, który przed laty związany był z PO a potem z Nowoczesną, nie ma szczęścia do nazw. W poprzedniej kadencji współtworzył klub o nazwie Nowa Nadzieja, którą zgrupowani tam politycy współdzieli z pewnym klubem AA, a na końcu i tak „pożyczył” sobie ją Sławomir Menzten. Co zresztą skończyło się chyba nawet jakimś zatargiem, ale obecny kandydat Konfederacji na prezydenta zbytnio tym się nie przejął.

Reklama

I to by było tyle o sesji budżetowej, ale nie koniec o pieniądzach.

Choć na początek o transparentności. Otóż od miesięcy, grupa kilku aktywistów, cały czas domaga się od wrocławskiego ratusza jawności przeróżnych działań. Na początku były apele, by w tej kadencji do zarządów spółek miejskich powoływać ludzi w wyniku konkursów. No to są konkursy. Potem jednak, by tym konkursom mogli przyglądać się radni. Już nie wiem czy przy wszystkich tak jest, ale na pewno tak było przy wyborze nowego szefa zoo. To teraz aktywiści, którzy nie dostali się do rady miasta, chcą by ujawnić raport tych radnych...

Reklama

- Mieszkańcy Wrocławia mają prawo wiedzieć, jakie były podstawy decyzji, dotyczących obsadzenia tak ważnego stanowiska – apelują aktywiści.

Nie znam wszystkich mieszkańców, to prawda, ale ci z którymi się stykam nie są tym zainteresowani. Może dlatego, że wiedzą, iż demokracja to rządzenie przez wybranych przedstawicieli, których wskazali w wyborach. A może też dlatego, że transparentność ma swoje granice.

Bo już niedaleko do tego, by w takim razie robić publiczne egzaminy maturalne. Dlaczego nie? Przecież w większość szkoły są publiczne, „za nasze pieniądze”, więc możemy się domagać, by zobaczyć czy nie są marnotrawione.

Reklama

Służba zdrowia? Też „za nasze”, bo publiczne, więc dlaczego nie udostępniać wyników badań laboratoryjnych wrocławian. Niech na szybach przychodni wiszą wyniki wymazów sąsiadów, ich OB czy odczyn Wassermanna. Chyba, że zapłacili, to wtedy ich sprawa.

A wszystko przez tego markiza de la Fayette, który w 15. punkcie Deklaracji praw człowieka i obywatela z 26. sierpnia 1789 zapisał:

„Społeczeństwo ma prawo domagać się od każdego urzędnika publicznego zdania sprawy z jego czynności”.

Zapisał sobie ponad 200 lat temu, nie precyzując o co mu dokładnie chodzi, a potem kolejni, spod znaku Marksa czy Lenina, próbują robić z tego użytek.

Reklama

W ramach transparentności wystąpili o ujawnienie transakcji kartami płatniczymi czy kredytowymi, które do swojej dyspozycji mają wysocy rangą urzędnicy. I nagle larum, bo zobaczyli, że ileś razy na kwiaty poszło po kilkaset złotych. - Kwiaciarnię by se kupili – apelują aktywiści.

Nie, ja mam inną propozycję. Ponieważ te kwiaty zapewne są wręczane wrocławianom honorowanym z przeróżnych okazji, to należy wprowadzić konkretną modyfikację. Na przykład przychodzą pary odznaczane za długie pożycie małżeńskie. W końcu dostają medale i dyplomy. I to powinny im wystarczyć. Chcą kwiaty?! Proszę bardzo, każda para wcześniej dostarcza własny bukiet, który potem urzędnik wręczy z medalem. Na bogato to już było…

Reklama

Zresztą mamy pewne tradycja składkowe. Jak byłem malutki, w czasach PRL-u, to moi rodzice czy sąsiedzi jak chcieli zabawę sylwestrową, to owszem organizowano ją, ale bigos należało przynieść już ze sobą w termosie. Że o napitce i popitce nie wspomnę Czyli know-how już mamy.

Duże wzburzenie wzbudziły też kwoty wydawane na jedzenie w eleganckich restauracjach. Przypominam, że żyjemy w milionowym mieście, do którego przyjeżdżają różni biznesmeni czy znaczący politycy. Nie sami, z delegacjami. Więc koszt obiadu kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych nie musi być niczym nadzwyczajnym.

Reklama

Oczywiście, można też z nim wyskoczyć „na kebaba” na Zakrzów czy do Leśnicy. I jeszcze im zastrzec, że „bierzemy tylko małe zestawy”. A jak im się nie podoba, to niech sobie jadą na „małmayzje” do jakiegoś Macrona czy innego Trumpa. Tylko wtedy zapewne już nie naprawimy żadnej przyszłości.

Wszystko można, nawet trzeba kontrolować wydatki urzędników, tylko chyba po to stworzono specjalne urzędy i służby, bo w XXI wieku w ten sposób „Społeczeństwo ma prawo domagać się od każdego urzędnika publicznego zdania sprawy z jego czynności”.

Reklama

I zanim aktywiści i rewolucjoniści mnie rozszarpią, spieszę do Państwa z życzeniami. Niech te Święta będą naprawdę na bogato! Zarówno na stołach jak i pod choinką, a przede wszystkim we wspólnym przebywaniu i dzieleniu się sobą.  

  

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/12/2024 08:21
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    c 2024-12-20 20:03:49

    Oderwani od rzeczywistości aktywiści, którzy z miasta chcą zrobić wioskę Amiszów to według mnie największe nieszczęście obecnej rady miasta. Nie rozumiem po co tacy ludzie żyją w miastach skoro spokojnie mogą zamieszkać na wsi nie zatruwając przy tym życia tym którzy chcą mieszkać w cywilizowanym mieście. No chyba że na wsiach już się na nich poznali i pogonili. W takim razie nie dziwne, że teraz zaczynają i przeganiać z miasta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości