Czy prezes MPK Krzysztof Balawejder, informując w mediach społecznościowych o kulisach śmiertelnego wypadku na pętli Leśnica, złamał tajemnicę śledztwa? Będzie to wyjaśniała prokuratura. Śledczy przypominają, że Balawejder już nie pierwszy raz próbuje wchodzić w ich kompetencje. Za złamanie tajemnicy śledztwa grozi nawet więzienie.
Sprawę jako pierwsza opisała dziś Gazeta Wyborcza. Chodzi o wypadek na pętli Leśnica, do którego doszło 20 grudnia wieczorem. Policjanci przkezywali wtedy, że zwłoki były w takim stanie, że nie można było zidentyfikować ani płci, ani wieku ofiary wypadku. Tymczasem szwędający się na miejscu zdarzenia prezes MPK już po niespełna dwóch godzinach ogłosił, że na torach zginęła 74-letnia kobieta. - Najprawdopodobniej ofiara była osobą w kryzysie bezdomności – dodał na Facebooku. Śledczy dopiero następnego dnia oficjalnie potwierdzili wiek i płeć ofiary. Tego kim była, nie wiedzą do dzisiaj. Prokuratura zleciła testy DNA. - Czekamy na wyniki badań genetycznych, tożsamość zmarłej kobiety nie jest na razie znana - potwierdziła nam dziś prokurator Anna Placzek-Grzelak.
- Policja nie znała płci ani wieku, a Pan Krzysztof wiedział wszystko nawet że prawdopodobnie ofiara była w kryzysie bezdomności – skomentował pod postem jeden z internautów. - Podtrzymuję to, co napisałem - odpowiedział wtedy prezes. W jednym z kolejnych postów dodał: "Proszę za tydzień wrócić do tego posta i sprawdzić, czy miałem rację co do płci i wieku. Zresztą nie wiem, po co w ogóle Pana przekonywać, może Pan myśleć, co Pan chce, to bez znaczenia".
Skąd prezes Balawejder znał wiek oraz status społeczny kobiety, skoro prokuratura pierwsze dane przekazała dopiero dzień po wypadku? Kto ujawnił mu te informacje w miejscu wypadku? Co jeszcze o wypadku wiedział prezes? MPK nie odpowiedziało nam na to pytanie.
Prokuratura przyznaje tymczasem, że już wcześniej miała sygnały o podobnym zachowaniu prezesa Balawejdera. - Będziemy przyglądali się sprawie, nie jest to pierwszy raz, kiedy otrzymujemy podobne informacje - mówi nam rzecznik wrocławskiej prokuratury Anna Placzek-Grzelak. Przykłady? Gazeta Wyborcza przypomina dziś, że na 2021 roku po śmiertelnym wypadku na Sępolnie, MPK już na początku śledztwa opublikowało komunikat z informacją, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu. Prezes znał nawet stężenie alkoholu w organizmie ofiary.
Krzysztof Balawejder kilkukrotnie publikował także na Facebooku wizerunki sprawców przestępstw, choć zgodnie z przepisami ma do tego prawo tylko sąd i prokuratura. Co więcej, bezprawne posty prezesa udostępniała później nawet wrocławska straż miejska.
Zgodnie z kodeksem karnym, kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze