Nie wiem co przyniesie większe zmiany w naszej cywilizacji - spór o koszenie trawników w niedzielę czy usilne próby unieważnienia ostatnich wyborów prezydenta Polski. Pewne jest natomiast to, że pierwsze rzeczywiste pęknięcia w Platformie Obywatelskiej zaczęły się we Wrocławiu. I pytanie czy owa erozja szybko przeniesie się na ogólnopolskie struktury partii Donalda Tuska. A premier może już poważnie się zastanawiać czy więcej szkód wyrządzi mu bliski współpracownik Roman Giertych, jeszcze niedawno przez środowisko PO uważany za faszystę i naziola, czy wiceminister Michał Jaros, który może zostanie wiceprezydentem Wrocławia.
W ostatnią niedzielę ks. Daniel Wachowiak, proboszcz parafii w Koziegłowach, napisał na platformie X:
Niewiarygodne. Pierwsza od dawna niedziela, gdzie jest ciepło. I co? Dzień Pański - kosiarki w ruchu. Nie dość, że to grzech, to jednocześnie brak kultury i wyczucia. Są kraje (np. Niemcy) w których za niedzielny hałas są mandaty. Uwaga dla pieniaczy! Za Liturgię mandatów nie ma.
Na ten wpis odpowiedział jezuita Grzegorz Kramer, twierdząc że koszenie trawy nie jest grzechem. Dodał też, że dla wielu osób prace ogrodowe są formą relaksu i odpoczynku. Czyżby jak w przypadku proboszcza na Wawelu polski spór musiał rozstrzygnąć papież Leon XIV?
Ale to już oczywiście sprawy kościelne. Debata przeniosła się jednak i na inne środowiska. Wiele osób dodało, podobnie jak Anna-Maria Żukowska z Lewicy, że nie wszyscy są katolikami i że nie można narzucać religijnych norm całemu społeczeństwu. Nie można? Niby nie, ale o tym za chwilę. Ponieważ jakoś wszystkim umknęła druga część wypowiedzi proboszcza z Koziegłów: to jednocześnie brak kultury i wyczucia. Są kraje (np. Niemcy) w których za niedzielny hałas są mandaty.
Bo oczywiście to nadal odwołanie religijne, ale w Biblii zapisano: A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął.
Więc może nie chodzi tylko o to, by w tym siódmym dniu biec do kościoła, ale przede wszystkim dać sobie i innym czas na odpoczynek. I tyle. Zwłaszcza, jak ma się odrobinę szacunku do tych innych.
A z drugiej strony, jak tak mamy do czynienia z galopującą laicyzacją i odwrotem od nauki Kościoła, to może czas polikwidować niektóre święta, które niepotrzebnie tylko generują tak liczne długie weekendy? Jakże szkodliwe dla gospodarki – Boże Ciało, Trzech Króli czy choćby Wielkanoc, która o wiele szybciej traci religijny charakter niż Boże Narodzenie. Dobry pomysł? Oczywiście nie pytam cytowanego księdza proboszcza ani nawet niezgadzającego się z nim jezuitę…
W tej sprawie zabrał oczywiście też głos Roman Giertych, kiedyś Młodzież Wszechpolska i Liga Polskich Rodzin, teraz Koalicja Obywatelska i nie wiem czy już nie Platforma Obywatelska. Ów, niedawno jeszcze zaciekły przeciwnik Unii Europejskiej i Donalda Tuska, zauważył, że święcenie niedzieli zależy od kontekstu społecznego i że nie należy wprowadzać ludzi w poczucie grzechu bez odpowiednich podstaw. Zna się, wszak ma wujka zakonnika, u którego chował się pod habitem, gdy ścigali go prokuratorzy Zbigniewa Ziobro. Bo Roman Giertych obecnie zna się na wszystkim i to najlepiej. Takie współczesne połączenie proboszcza, rabina i sekretarza partii, u których to kiedyś ludzie szukali wyjaśnień wszelkich zjawisk. Teraz tylko Roman Giertych. Nawet jako człowiek jest kryształem, co podkreślił Bartosz Arłukowicz. To ten były minister zdrowia, co nasze lecznictwo, jak i jego poprzednicy, doprowadził do zapaści. Kiedyś postkomunista, teraz tuskowiec. Otóż Arłukowicz ze wzruszeniem wyznał, że serce mocniej mu mocniej zapukało jak usłyszał, że Roman Giertych do swego ojca mówi nadal: tatusiu… Też mi się prawie wzruszenie udzieliło, zwłaszcza, że i przypomniał mi się też taki film o mocnych więzach rodzinnych, w którym główną rolę grał Marlon Brando, a tytuł filmu w oryginale to „ The Godfather”.
Roman Giertych zaczyna powoli odgrywać na dworze Donalda Tuska rolę jaką miał na dworze cara Mikołaja II Grigorij Jefimowicz Rasputin.
W każdym razie, razem z pewnym gronem betonu PO zaczyna coraz silniej budować narrację o nieuczciwych wyborach prezydenta RP i przedstawia teorie prawnicze, które mają udowodnić, że nie będzie można zaprzysiąc Karola Nawrockiego jeśli nie zostanie zrealizowana jego wizja. Na przykład z przeliczeniem ponownym głosów lub zatwierdzeniem wyników przez konkretnie wskazany skład sędziów. Nieważne, że poważniejsze autorytety od prawa i ustroju państwa twierdzą zupełnie co innego. A gdy Sąd Najwyższy nakazał przeliczenie głosów w dwóch komisjach, w których było podejrzenie zamiany głosów i okazało się, że w obu głosy Rafała Trzaskowskiego przypisano Karolowi Nawrockiemu, a Nawrockiego – Trzaskowskiemu bez wahania orzekł: fałszerstwo! Prawnik? A śledztwo, proces? Jeśli doszło do złamania prawa, to oczywiście prokurator. Natomiast jeśli były to, co pewnie jest bardziej prawdopodobne, pomyłki, to na miejscu członków tych komisji bez wahania wytoczyłbym proces Romanowi Giertychowi. Może wtedy pod habitem wujka już się schowa.
Zastanawiające co będzie jeśli jednak teorie Giertycha upadną i Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na prezydenta? Będzie próbował innych rozwiązań? Pewnie Państwo nie pamiętają, ale Maciej Giertych, zwany przez syna nadal tatusiem, poparł wprowadzenie przez Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego.
Niczym powojenni komuniści, Giertych młodszy i ów beton PO, po prostu nie mogą pojąć jak to jest możliwe, że ludzie nie rozumieją, iż jedynym szczęśliwym rozwiązaniem dla Polski, jak po 1945 roku socjalizm, jest tylko Rafał Trzaskowski… Wtedy były metody, żeby to wytłumaczyć. Oby teraz nie.
Pytanie tylko czy ten beton PO szybko nie skruszeje. We Wrocławiu pęka dość mocno. Właśnie szef dolnośląskiej Platformy Michał Jaros spełnił swoje marzenie:
Sąd Koleżeński Regionu Dolnośląskiego Platformy Obywatelskiej RP rozpoznał sprawę Pani Renaty Granowskiej – Przewodniczącej Struktur Powiatowych Partii, pierwszej Wiceprezydent Wrocławia, zainicjowaną z wniosku Przewodniczącego Regionu Dolnośląskiego Michała Jarosa – upoważnionego do tego Uchwałą Zarządu Regionu Dolnośląskiego. Oceniając postawione zarzuty i przedłożony materiał dowodowy Sąd Koleżeński wydał orzeczenie o wykluczeniu Renaty Granowskiej z Platformy Obywatelskiej.
Podobno już niedługo podobny los ma spotkać innych zwolenników wiceprezydent Wrocławia. Tylko, że sam Michał Jaros chyba jeszcze się zastanawia czy pociągnąć serią, czy jednak utrudnić życie Renacie Granowskiej i jej zwolenników jedynie ukarać na przykład naganą. Utrudnienie polega na tym, że wtedy jeśli Granowska chciałaby zbudować swoje własne struktury, już poza PO, to jej zwolennicy musieliby sami odejść z partii. A Jaros nie musiałby się bronić przed zarzutem centrali, że rozwalił lokalne struktury. To w tej chwili raczej Donaldowi Tuskowi nie jest na rękę, ponieważ i w centrali trochę wrze. Niektórzy bowiem właśnie premiera obwiniają za klęskę Rafała Trzaskowskiego.
A wracając do Wrocławia, to jedno z pierwszych pytań, które się nasuwa, co będzie jeśli prezydent Jacek Sutryk nie zechce, a tak zapowiada, zwolnić Renatę Granowską ze stanowiska swojego zastępcy, choć to stanowisko przewidziane jest dla człowieka wyznaczonego przez Platformę? Bo jeśli wyrok partyjny się uprawomocni to pani Renata już nie będzie z PO. No i kto ewentualnie zajmie jej miejsce? Michał Jaros? Gdyby na przykład stracił, po rekonstrukcji rządu, obecne stanowisko wiceministra. Trawestując słynną kwestię z filmu Stanisława Barei "Michała Jarosa jako zastępcę Jacka Sutryka bym chciał najbardziej zobaczyć."
Zakładając jednak, że z dolnośląskiej PO wyleci jeszcze kilku polityków, to oczywistym jest, że powstanie coś nowego. Tylko jakie „coś”? Na politycznym rynku transferowym pojawia się coraz więcej graczy bez kontraktu, jak na przykład ludzie od Szymona Hołowni czy Rafał Dutkiewicz, który w dość nagły sposób pożegnał się z ostatnią swoją funkcją prezesa Pracodawców RP. Były prezydent Wrocławia twierdzi, że na emeryturę się nie wybiera… No a polityka nie znosi próżni.
Tylko „bym chciał najbardziej zobaczyć", by nie był to pomysł w stylu Romana Giertycha. Myślę, że wielu wrocławian, Dolnoślązaków i Polaków marzy o spokoju, który w taki piękny sposób opisał Jarosław Haszek we wstępie do „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”:
Bardzo kocham zacnego wojaka Szwejka i opisując jego losy czasu wojny światowej, mam nadzieję, że wy wszyscy będziecie sympatyzowali z tym skromnym, nieznanym bohaterem. On nie podpalił świątyni bogini w Efezie, jak to uczynił ten cymbał Herostrates, aby się dostać do gazet i do czytanek szkolnych. To wiele.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze