Wewnątrz mieściło się 14 sal wystawowych. Wstęp był bezpłatny. A można był tam podziwiać początkowo głównie dzieła sztuki sakralnej i malarstwa niemieckiego, a także kopie rzeźb antycznych. Ale później także dzieła Botticellego, Picassa i Van Gogha. Po wojnie zaszła tam gruntowana zmiana i w miejscu wzorowanego na antyczną budowlę gmaszyska stanęła nowoczesna Szkoła Podstawowa nr 67.
Jak napisał dr Robert Heś z Muzeum Narodowego, Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych było odpowiedzią na zapotrzebowanie utworzenia we Wrocławiu dużego, wielowydziałowego muzeum odpowiadającego rangą stolicy Prowincji Śląskiej i jednego z trzech miast rezydencjonalnych królów pruskich. Zdaniem naukowca, z zamyśle twórców tej placówki miała ona być „pomnikiem zwycięstwa i pokoju” po zakończonej właśnie wojnie Prus z Austrią.
Budowę gmachu rozpoczęto w 1875 roku na terenie dawnego placu ćwiczeń kirasjerów na dzisiejszym placu Muzealnym.
Uroczyste otwarcie muzeum miało miejsce w 1880 roku, w obecności cesarza Wilhelma I. Natomiast w 1901 roku przed wejściem głównym odsłonięto pomnik cesarza Fryderyka III.
Podstawą kolekcji muzealnej były zbiory Królewskiego Muzeum Sztuki i Starożytności, które od 1815 roku mieściło się w dawnym klasztorze augustianów na Wyspie Piaskowej we Wrocławiu. Zgromadzono tam przede wszystkim dzieła sztuki sakralnej oraz malarstwo niemieckie, w tym prace Lucasa Cranacha Starszego, Andreasa Achenbacha czy Adolpha von Menzela. W kolekcji znajdowały się również dzieła sztuki zachodnioeuropejskiej, takie jak obrazy Sandra Botticellego. Na początku XX wieku muzeum wzbogaciło się o dzieła nowoczesne, w tym prace Picassa i Van Gogha..
Od 1943 roku zbiory były systematycznie ukrywane w ponad 80 lokalizacjach na terenie Śląska, aby uchronić je przed zniszczeniem. Pracami kierował dolnośląski konserwator zabytków Günther Grundamann, twórca słynnej listy skrytek. W ostatnich miesiącach rezydował on właśnie w Śląskim Muzeum Sztuk Pięknych.
Podczas oblężenia Festung Breslau budynek został uszkodzony w wyniku bombardowań – dach uległ zniszczeniu, wnętrza zostały częściowo spalone, a okna pozbawione szyb. Na klatce schodowej zachowały się jednak kolorowe freski.
To właśnie w tym budynku po wojnie odnaleziono ów spis skrytek, który rozszyfrował Józef Gębczak, polski historyk sztuki i późniejszy dyrektor Muzeum Narodowego
Większość zbiorów uległa rozproszeniu i zniszczeniu. Także w wyniku grabieży.
Część ocalałych eksponatów trafiła do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, a najcenniejsze dzieła przeniesiono w 1946 roku do Muzeum Narodowego w Warszawie. Wśród nich znalazły się obrazy Sandra Botticellego („Madonna z Dzieciątkiem, Janem Chrzcicielem i aniołem”), Lucasa Cranacha Starszego („Adam i Ewa”), Jakuba Beinharta („Święty Łukasz malujący wizerunek Marii”), a także Pietà z Lubiąża, Poliptyk Zwiastowania z Jednorożcem oraz Piękna Madonna z Wrocławia.
Choć pojawiały się głosy, że budynek muzeum można i warto uratować, władze PRL podjęły decyzję o jego rozbiórce. Według niektórych historyków, było to bowiem ponad finansowe siły miasta.
W 1964 roku ruiny zostały rozebrane, a na ich miejscu w 1969 roku powstała Szkoła Podstawowa nr 67.
Obecnie o dawnym gmachu przypomina tylko nazwa - plac Muzealny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Też jest jak kolega powyżej za odbudowaniem tego muzeum i pozwanie WAWY o zwrot przetrzymywanych dzieł sztuki. Szczególnie ten pierwszy obraz jest cenny, wspomniany w artykule oraz portret biskupa Wenecji. Czytałem książkę o liście Grundmanna i najwięcej Ruscy wywieźli tak w ogóle. Nie katalogowali, wywieźli. Jeśli chodzi o Polskę to najwięcej zabytków z Wrocławia przetrzymuje WAWA i Krakau. Świadomie piszę Wawa i Krakau, bo ani tam nie jeżdżę i nie chciałbym też sponsorować nic co tam jest. Niechęć. Świdniczanie się opierali wywózce , a konkretnie jedna urzędniczka, a była tam ważna składnica. Po zamkach były też składnice. Wątpię żeby można jeszcze na jakieś ukryte zabytki można było odnaleźć po tych zamkach. Podobno w Roztoce może coś być. Podobno , są jakieś świadectwa tego. Jednak szczerze, to większość wywieźli Ruscy i Niemcy. Resztę w ramach szabru WAWA i Krakau.
Sam budynek po wojnie był w dosyć dobrym stanie, można było go odbudować. Jednak został rozebrany, bo ówczesne władze nie widziały jego przeznaczenia w przyszłości. Na urząd czy szkołę nie nadawał się, a muzea lub galerie były wtedy wymysłem w kraju zrujnowanym wojną .
Różebrano cegła po cegłę majestatyczny gmach który w dobry stanie przetrwał wojnę i cegła po cegle wysłano do warszawki bo naród STOLYCĘ odbudowywał. Szkoda słów niech warszawka buli teraz za ten gmach i oddaje ZRABOWANE dzieła sztuki
Też jest jak kolega powyżej za odbudowaniem tego muzeum i pozwanie WAWY o zwrot przetrzymywanych dzieł sztuki. Szczególnie ten pierwszy obraz jest cenny, wspomniany w artykule oraz portret biskupa Wenecji. Czytałem książkę o liście Grundmanna i najwięcej Ruscy wywieźli tak w ogóle. Nie katalogowali, wywieźli. Jeśli chodzi o Polskę to najwięcej zabytków z Wrocławia przetrzymuje WAWA i Krakau. Świadomie piszę Wawa i Krakau, bo ani tam nie jeżdżę i nie chciałbym też sponsorować nic co tam jest. Niechęć. Świdniczanie się opierali wywózce , a konkretnie jedna urzędniczka, a była tam ważna składnica. Po zamkach były też składnice. Wątpię żeby można jeszcze na jakieś ukryte zabytki można było odnaleźć po tych zamkach. Podobno w Roztoce może coś być. Podobno , są jakieś świadectwa tego. Jednak szczerze, to większość wywieźli Ruscy i Niemcy. Resztę w ramach szabru WAWA i Krakau.
Sam budynek po wojnie był w dosyć dobrym stanie, można było go odbudować. Jednak został rozebrany, bo ówczesne władze nie widziały jego przeznaczenia w przyszłości. Na urząd czy szkołę nie nadawał się, a muzea lub galerie były wtedy wymysłem w kraju zrujnowanym wojną .