Jedyny wrocławianin w stawce nie przeszedł eliminacji. Były zastępca Rafała Dutkiewicza, gdy ten po raz pierwszy został prezydentem miasta, nie wystartuje w wyborach prezydenta RP. A to dlatego, że pod kandydaturą Dawida Jackiewicza „podpisało się” 2881 nieżyjących obywatelek i obywateli. Natomiast żyjący wrocławianie nie mogą się doczekać przyjazdu głównych faworytów wyścigu. Jeden boi się tu pojawić, ponieważ może tylko stracić na tych odwiedzinach. Drugi i tak wie, że nie ma po co, bo we Wrocławiu i okolicach przegraną ma w kieszeni.
Z tym, że przy określeniu „nie mogą się doczekać” potrzeba odrobiny dystansu, gdyż jest to bardziej figura stylistyczna niż określenie stanu faktycznego, ale zapewne jakieś grono wyczekujących się znajdzie.
Dawid Jackiewicz w ostatnich miesiącach jawi się jako dość tajemnicza postać polskiej sceny politycznej. Po raz kolejny próbuje się odrodzić, tylko chyba nikt nie wie po co i w czyim imieniu. Coraz intensywniej dręczy mnie pytanie czy sam zainteresowany zna odpowiedzi na te pytania.
Najpierw polityk, przed laty wielka nadzieja Prawa i Sprawiedliwości, ogłosiła że ma w planach utworzenie partii Ambitna Polska. I potem cały czas powtarzał, że ten nowy projekt to ma być miejsce dla ambitnych przedsiębiorców, ludzi sukcesu, liderów lokalnych społeczności. Kilkukrotnie zapowiadał, że za dni kilka zdradzi więcej szczegółów. Do dziś ich nie poznaliśmy. Bardziej wtajemniczeni twierdzili, że dawny szef wrocławskiego PiS-u działa jako wysłannik grupy polskich biznesmenów, którzy na razie zachowują anonimowość. Tacy anonimowi biznesmeni – czyli tym razem grupa AB. Ze względu na ostatnią aktywność sugerowano, że może jest nadal człowiekiem Daniela Obajtka, który przecież odgrażał się, że coś politycznego planuje, a Jackiewicz przed zmianą władzy w kraju pracował w grupie Orlen. Inni zastanawiali się, czy jednak nie zaczął działać z podszeptu swoich dawniejszych kolegów, czyli Adama Hofmana lub Roberta Pietryszyna (trop ten nie wyklucza współudziału Obajtka). Ten pierwszy był kiedyś asystentem Jackiewicza, potem rzecznikiem PiS, a gdy go wyrzucono z partii zajął się na poważnie biznesem. We współpracy z Robertem Pietryszynem, przed laty bliskim współpracownikiem Rafała Dutkiewicza, który będąc prezydentem miasta uczynił Pietryszyna prezesem nowego wrocławskiego stadionu. Ze stadionu trafił do kilku spółek państwowych, także zapewne dzięki Jackiewiczowi, który przecież przez czas jakiś był ministrem skarbu.
Zauważyli Państwo, że dość często przewija się nazwisko byłego prezydenta Wrocławia Rafał Dutkiewicza, obecnie prezesa Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej. Mamy więc wreszcie i „ambitnych przedsiębiorców”...
Za wiele to bym sobie nie dał uciąć, ale na tyle co poznałem Rafała Dutkiewicza, to ambicje polityczne w nim zawsze będą się żarzyć, choć z różną intensywnością. A przecież też był już brany pod uwagę jako kandydat w wyborach prezydenta RP w 2010 roku. Coś poszło nie tak, ale blisko było…
Żeby nie było za łatwo, to inicjatywę Jackiewicza również kojarzono z innym byłym biznesmenem - Mateuszem Morawieckim. Niedawny premier raczej już nie dogada się z Jarosławem Kaczyńskim i najpóźniej po wyborach prezydenckich zechce opuścić PiS. W każdym razie w kampanię Karola Nawrockiego zbyt gorliwie się nie angażuje…
Jeśli którykolwiek z tych tropów był właściwy, to Houston macie problem. Chyba duży. PKW w uchwale poinformowała, że kandydat na kandydata Dawid Jackiewicz dostarczył około 150 tysięcy podpisów, ale po ich weryfikacji okazało się, że duża część została złożona nieprawidłowo. W przypadku Dawida Jackiewicza zakwestionowano 66 168. PKW doliczyła się na listach poparcia byłego ministra w rządzie Beaty Szydło aż 2881 nazwisk zmarłych osób. Państwowa Komisja Wyborcza nie ma innego wyjścia i skieruje do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Wobec powyższego istnieje poważne domniemanie, że ojcowie-założyciele inicjatywy już się nie ujawnią…
A Dawidowi Jackiewiczowi pozostało zaśpiewanie PKW za Papa Dance: „Kamikadze, tak mówili/ Kamikadze, nie było mocnych/ Bez litości/ Zabiłaś moje ja/ O o! Moje ja”.
Z bitwy więc wypadł jedyny wrocławianin. A czy w naszym mieście zobaczymy najważniejszych kandydatów w walce o urząd prezydenta RP? W tej chwili ponownie uwaga skupia się jednak na niewielkim mieście Końskie.
Pięć lat temu Andrzej Duda na debatę do Końskich zaprosił Rafała Trzaskowskiego, który jednak tam się nie pojawił. A ponieważ jak orzekł lata temu Grzegorz Schetyna „wybory wygrywa się w Końskich, a nie w Wilanowie”, to w poprzednich wyborach Trzaskowski przegrał.
Teraz próbuje przejąć inicjatywę i do tego świętokrzyskiego miasteczka zaprasza na debatę Karola Nawrockiego. Choć ludzie Nawrockiego uważają, że to on pierwszy zaplanował to spotkanie, gdy pod koniec marca w Końskich mówił: „ Jesteśmy w miejscu, z którego już Rafał Trzaskowski uciekł, nie zachował się jak mężczyzna, nie podjął debaty prezydenckiej w Końskich. Mam nadzieję, że w ciągu ostatnich 5 lat pierwiastek męskości Trzaskowskiego jest już na odpowiednim poziomie i nie stchórzy (…)”.
Czy w piątek dojdzie do tego starcia? Podobno obaj mają tam być, tylko nie wiadomo czy się spotkają, bo trwa ustalanie najważniejszego: szczegółów.
Ale nie chciałbym być w skórze Grzegorza Schetyny, gdyby i tym razem Trzaskowski przegrał, choć w Końskich się pojawi…
A we Wrocławiu? Z dolnośląskiego sztabu Rafał Trzaskowskiego słychać, że raczej nie. Zwłaszcza po ostatnim spotkaniu w stolicy Dolnego Śląska europosłów Dariusza Jońskiego i Michała Szczerby z sympatykami PO, gdy na sali stawili się licznie przedstawiciele SOS Wrocław i zadawali pytania o Jacka Sutryka. Tylko z drugiej strony, sam prezydent przekazał, że według jego wiedzy kandydat Platformy Obywatelskiej odwiedzi nasze miasto przed wyborami.
- Na wizycie we Wrocławiu Trzaskowski nic nie zyska, a może niestety trochę stracić – tłumaczy jeden z posłów PO. – A jak wiemy z poprzednich wyborów „trochę” ma duże znaczenie.
Karol Nawrocki? Tu sytuacja wydaje się prostsza. Zakładając, że sam zainteresowany i szefowie jego sztabu widzieli spotkanie przedwyborcze prowadzone przez Pawła Hreniaka, szefa wrocławskiego PiS, z mieszkańcami podwrocławskiego Udanina wspierającymi Karola Nawrockiego, to zapewne Nawrocki chętniej wybierze się nawet do Wilanowa… Ewentualnie dłużej posiedzi w Końskich. Bo w Udaninie tłumów nie było.
I żeby tylko tam się nie zasiedział. W PiS, co już tu zostało wspomniane, nie wszyscy jednakowo intensywnie wspierają go w kampanii. I coraz głośniej słychać, że niektórym bardziej zależy na jego przegranej niż Donaldowi Tuskowi i Romanowi Giertychowi. A nawet tak zwane prawicowe media oskarżają się o podobne zachowania. Rzadko zajmuje się tu mediami, ale nie mogę sobie podarować cytatu z Michała Karnowskiego, związanego z telewizją wPolsce24, atakującego TV Republikę:
„Ale oni nie chcą wygranej Karola Nawrockiego. Prawie jego kampanii nie widzą, pchają obóz ku szaleństwu, promują Mentzena. Strategicznym interesem szefostwa tej grupy jest zgruzowanie PiS i wszystkich innych podmiotów po stronie patriotycznej (…) i na takim gruzowisku stworzenie własnej partii. Bo tylko w opozycji będzie im tak bogato jak teraz. Wielu pisowców nie wie w jak cynicznym projekcie bierze udział”.
To we wrocławskim PiS przy tym to sielanka…
I naprawdę nie ma sensu silić się na inną puentę: „Kamikadze, tak mówili/ Kamikadze, nie było mocnych/ Bez litości/ Zabiłaś moje ja/ O o! Moje ja”.
Pasuje prawie do każdego z tu omówionych, a Państwo wybiorą sobie do kogo najbardziej. Poza Dawidem Jackiewiczem rzecz jasna, bo pierwsze miejsce jest już obsadzone.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze