- Czy Pan Doktor podpisałby się pod zakazem sportów konnych? - Tak, tak, tak, tak, tak, zdecydowanie - odpowiada wrocławski zoolog, dr Robert Maślak, gość Arkadiusza Franasa w cyklu "Prosto z mostu". - Konie, zwłaszcza konie wyścigowe, to nie są konie dobrze traktowane. Część osób po prostu nie wie, nie zdaję sobie sprawy, jak te konie żyją, jak one umierają, kiedy zdarzy się na przykład wypadek i są już niepotrzebne - tłumaczy.
Dr Robert Maślak to wrocławski "Strażnik Natury". W stolicy Dolnego Śląska zna go chyba każdy, komu bliski jest los zwierząt i ochrona przyrody. Bo Robert Maślak o los zwierząt upomina się głośno od wielu lat. To biolog i zoolog. Jest adiunktem na Uniwersytecie Wrocławskim, w Zakładzie Biologii Ewolucyjnej i Ochrony Kręgowców – specjalizuje się w zachowaniu i dobrostanie zwierząt, biologii płazów i gadów oraz szeroko pojętej ochronie przyrody. To autor ponad 100 publikacji naukowych i ekspertyz z zakresu biologii i ochrony przyrody. Zaangażowany w badania nad niedźwiedziami i innymi gatunkami dzikimi oraz analizę warunków ich życia w niewoli.
Robert Maślak głośno protestuje przeciw wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach. Teraz przyznaje, że jest także zwolennikiem zakazania organizowania wyścigów konnych. - Tresura, bo jest to de facto tresura, wiąże się ze stresem - podkreśla.
Z naszym dzisiejszym gościem rozmawiamy też o myśliwych. - Przyroda ich nie potrzebuje. Potrzebują ich ludzie. To, na ile pozwolimy działać myśliwym, to jest kwestia jakiejś umowy społecznej. Oczywiście, z tym wiążą się różne aspekty polityczne. Ale wydaje mi się, że w tej chwili społecznie zaakceptowalibyśmy, że myśliwi ingerują tylko w wyjątkowych sytuacjach - ocenia wrocławski zoolog.
Tłumaczy też, dlaczego - jako miejski radny - zagłosował za wprowadzeniem we Wrocławiu zakazu pokazu fajerwerków. W tym przypadku nie chodziło tylko o zwierzęta. - Przyglądam się temu problemowi od lat - mówi nasz gość. - Mam wiele sygnałów od ludzi z nadwrażliwością słuchowa, którym to silnie przeszkadza. I tych ludzi naprawdę wcale nie ma tak mało - przekonuje. Zapowiada, że nawet jeśli wojewoda zakwestionuje przyjęty przez radnych zakaz, miasto będzie walczyło o jego utrzymanie w sądzie administracyjnym.
- Co innego jeden pokaz w mieście organizowany przez władzę. Oczywiście, on też ma swoje negatywne konsekwencje. Ale najgorsze jest to, że pokazy są na każdym osiedlu, w parku, w lesie, na ulicy - tłumaczy Robert Maślak.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze