Władze Platformy Obywatelskiej zdecydowały, że 25 października odbędzie się konwencja, na której dojdzie do zjednoczeniu z Nowoczesną i Inicjatywą Polską. Na przełomie roku mają odbyć się wybory w regionach, a pod koniec stycznia wybory przewodniczącego nowego ugrupowania. Czy na Dolnym Śląsku władze utrzyma minister Michał Jaros? Z rozmów wynika, że kto inny ma większe szanse
Czwartkowy Zarząd Platformy Obywatelskiej, na którym obecni byli także lider Nowoczesnej Adam Szłapka i liderka Inicjatywy Polskiej Barbara Nowacka, poświęcony był zjednoczeniu PO z obiema mniejszymi formacjami.
Ustalono, że w sobotę za tydzień odbędzie się konwencja Platformy Obywatelskiej, podczas której zapadnie decyzja o zjednoczeniu trzech ugrupowań.
Członkowie Nowoczesnej i Inicjatywy mają się stać automatycznie członkami nowego, wspólnego ugrupowania, zaś dotychczasowi szefowie regionów PO mają udostępnić miejsca we władzach regionalnych działaczom tych partii.
Po połączeniu ma dojść w nowej formacji do wyborów na wszystkich szczeblach, które mają zostać przeprowadzone w grudniu i styczniu. Procedurę wyborczą mają zakończyć powszechne wybory przewodniczącego nowego ugrupowania w połowie stycznia 2026 roku.
Nie sprecyzowano ordynacji w strukturach trenowych, ale raczej nadal będą to wybory bezpośrednie. Kto ma szansę objąć władzę na Dolnym Śląsku? Teoretycznie wydaje się, że obecny szef dolnośląskiej PO wiceminister Michał Jaros. W ostatnich wyborach, ku zaskoczeniu wielu, pokonał popieranego przez Donalda Tuska Romana Szełemeja, prezydenta Wałbrzycha.
Czy ponownie dojdzie do tego starcia? Z najbliższego otoczenia słychać, że raczej nie, ale z drugiej strony prezydent Wałbrzycha ostatnio dość mocno udziela się w mediach. - Pamiętajmy, że Roman jest nieobliczalny, więc na 100 procent niczego nie można wykluczyć – twierdzi jeden z wałbrzyskich działaczy PO. – Ale w tej chwili głośniej jest o tym, że marzy mu się w następnych wyborach fotel senatora.
Trochę podobnie jest z obecnym senatorem Grzegorzem Schetyną, który na dziś raczej o tym jeszcze nie wspomina. Natomiast niewykluczone, że gdy oceni, iż ma poważne szanse, to zdanie może zmienić. – Grzegorz bierze tylko sprawdzone projekty, gdy wie, że wygra – przypominają najbliżsi współpracownicy polityka.
Czasami wspomina się o europośle Bogdanie Zdrojewskim. Tylko, że były prezydent Wrocławia nigdy nie był ulubieńcem Donalda Tuska, choć przez ostatnie dwa lata bardzo stara się o względy premiera. I chyba nie ma temperamentu do układanek partyjnych.
Szefowa wrocławskich struktur PO Renata Granowska? Po pierwsze, w przyszły wtorek może się rozstrzygnąć w procesie partyjnym, który wytoczył obecnej wiceprezydent Wrocławia Michał Jaros, czy będzie jeszcze w ogóle należała do PO. Choć wielu uważa, że taki niekorzystny wyrok nie zapadnie. Po drugie, jeszcze niedawno Renata Granowska twierdziła, że jej obszarem zainteresowania, pod każdym względem, jest tylko Wrocław.
Zupełnie niedawno, w pewnym gremium, swój akces do walki o szefa regionu podobno zgłosił też lider wrocławskiej Nowoczesnej Tadeusz Grabarek. Stwierdził, że przecież to już nie będzie PO, ale zupełnie nowa partia. Trudno jednak, by zdobył poparcie w ugrupowaniu, które jednak będzie zdominowane przez Platformę.
To kto? – Wystarczy, że Donald Tusk stwierdzi, że nie chce by członkowie rządu angażowali się w poważną robotę partyjną, zablokuje Jarosa i wtedy najpoważniejszą kandydatką wydaje się wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska – twierdzi jeden z prominentnych działaczy Platformy.
- Obecnie wydaje być wręcz faworytką numer jeden – dodaje inny polityk tego ugrupowania. – Donald ją lubi, jest koncyliacyjna, ale zdecydowana, kobieta, więc poprawi nam parytet. Większych wad nie widać.
Monika Wielichowska jeszcze do niedawna była wielką zwolenniczką Jarosa i mocno go wspierała w walce z innymi frakcjami na Dolnym Śląsku. Jednak od jakiegoś czasu już tej miłości nie widać. Wręcz mówi się o poważnym ochłodzeniu relacji. Może właśnie też z tego powodu, że wicemarszałek, rodem z Kotliny Kłodzkiej, postanowiła grać na siebie.
Tylko co będzie jak Michał Jaros nie da się zablokować i zrezygnuje z pracy w rządzie? Trudno sobie teraz to wyobrazić widząc zaangażowanie z jakim działa w resorcie rozwoju i technologii. Ale też już wspomina, iż coraz bardziej brakuje mu pracy w terenie na Dolnym Śląsku…
Faktem jest jednak, że teraz próbuje pogodzić obie funkcje, bo coraz częściej widać, jak w ministerstwie odwiedzają go najbliżsi współpracownicy z dolnośląskiej Platformy pod hasłem „Po raz kolejny w Ministerstwie Rozwoju i Technologii odwiedzili mnie samorządowcy z Dolnego Śląska”… Na ogół ci sami „samorządowcy”.
Albo już coś wie o decyzji Tuska, albo spróbuje jeszcze raz powalczyć wbrew woli lidera.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.