Przyjeżdża człowiek do pięknego miasta nad Odrą, zamieszkuje tu i dostaje wezwanie do Urzędu Skarbowego Wrocław-Fabryczna. - Co to ta Fabryczna - zastanawia się i się nie dowie, bo takiej dzielnicy nie ma i nie będzie. Zlikwidowała ją, jak i pozostałe, ekipa prezydenta Bogdana Zdrojewskiego. Obecnie, przy wprowadzaniu nowego podziału administracyjnego miasta, nie zostaną odtworzone. Uspokajam posła Hreniaka, że ten z czasów Breslau też nie będzie przywrócony. Chyba, że tak postanowi wicepremier Radosław Sikorski, ponieważ zdaniem wspomnianego Zdrojewskiego i jego akolitów, moc sprawcza szefa polskiego MSZ powoli czyni z niego kogoś bliskiego demiurgowi.
Kiedyś musiał przyjść czas na to wyznanie – posługiwałem się mową nienawiści, gdy nie wiedziano, że ona jest „nienawiści”, a jednocześnie wykazywałem zachowania wykluczające i nierównościowe. Jako uczeń szkół na wrocławskich Pilczycach o moich kolegach z Leśnicy i Stabłowic mówiłem „wieśniaki”. Na moje usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, iż nie tylko ja tak czyniłem, ale inni też. Poza tym, nasze słowa miały pewne uzasadnienie, ponieważ kilku naszych rówieśników na pierwszą lekcję przyjeżdżało po porannym udoju, co dało się wyczuć, lub po karmieniu ptactwa domowego czy też drobnego inwentarza, czego ślady zapachowe również lekko unosiły się między ławkami i menzurkami.
Ale los bywa sprawiedliwy i szybko pożałowałem swoich występków oraz pozazdrościłem im miejsca zamieszkania. Stabłowiczanie, których pola uprawne błyskawicznie zamieniły się w działki budowlane, dość szybko stali się milionerami, a sama Leśnica to już od dawna jedno z bardziej uroczych miejsc do zamieszkania. Wiem, wtedy też takie było, ale wtedy uważałem, że co to za miasto, w którym działa PGR…
I żeby było jasne, o nas z Popowic czy Gądowa, ci za Sępolna czy Biskupina, uważający się prawie za szlachtę wrocławską, również nie mieli najlepszego zdania. Takie były to sobie hierarchie osiedlowe.
A wszystko to przypominam, bo czeka nas kolejna reforma administracyjna. O której nawet nie wiem czy jest dobra czy zła. Dla mnie to wszystko przestawało mieć choćby lekki sens, gdy w 1990 roku władze Wrocławia zrezygnowały z dawnego podziału dzielnicowego. Tym, którzy mogą nie pamiętać należy wyjaśnić, że siedem lat po wojnie podzielono miasto na: Fabryczną, Krzyki, Psie Pole, Stare Miasto i Śródmieście. A te dzielnice na osiedla, na ogół odnoszące się do tych z czasów niemieckich. Jako ciekawostkę dodam, że przed 1945 rokiem były tu takie dzielnice: Stare Miasto, Przedmieście Oławskie, Przedmieście Mikołajskie, Przedmieście Świdnickie, Przedmieście Strzelińskie, Przedmieście Piaskowe i Przedmieście Odrzańskie.
Wiadomo już na pewno, że w wyniku nowej reformy powrotu do dawnych polskich dzielnic nie będzie. Tropiciele „germanizacji” mogą też spać spokojnie, nie wróci ani Altstadt, ani Sand-Stadtteil czy też Ohlauer Stadteil. Już słyszę jak wojownicy pisowscy - poseł Paweł Hreniak i radny Łukasz Kasztelowicz - odetchnęli z ulgą…
Trochę nie rozumiem tego strachu przed nawet symbolicznym podziałem miasta na wspomniane pięć dzielnic, bo przecież nie idzie w tej chwili o odbudowanie tych dawnych struktur administracyjno-zarządczych. Tak te dzielnice, jako trochę samodzielne byty, funkcjonowały przed reformą ekipy Zdrojewskiego. Ekipa, chyba nawet słusznie, uznała, że tak się nie da sprawnie zarządzać miastem, gdy są jedne wodociągi, wspólne drogi, itp. Choć pewnie by się i dało, ale nie o tym dziś. W każdym razie, niedawno zapytałem Jarosława Obremskiego, który był w tamtej ekipie zastępcą prezydenta, dlaczego nie rozpoczęto też reorganizacji innych urzędów, oczywiście państwowych, które po 35 latach nadal funkcjonują. Mamy przecież urzędy skarbowe czy prokuratury dla Fabrycznej, Śródmieścia czy Krzyków, to aż lekko zastygł. Wszak przez te dekady był też urzędnikiem państwowym dość wysokiego szczebla. Wyglądało to tak, jakby komuś się zapomniało. 35 lat…
W każdym razie od tego czasu mamy takie dziwne twory osiedlowe jak Gądów-Popowice Południowe, Jerzmanowo-Jarnołtów-Strachowice-Osiniec , Pilczyce-Kozanów-Popowice Płn. (gdyby Państwo wiedzieli jak Pilczyce kiedyś nie lubiły się Popowicami…) czy też Biskupin-Sępolno-Dąbie-Bartoszowice ( o bitwach Biskupina z Sępolnem do dziś krążą legendy). Teraz do tego ostatniego zostanie dołączone jeszcze inne i będzie Biskupin-Sępolno-Dąbie-Bartoszowice - Zacisze-Zalesie-Szczytniki… Ładnie by to wyglądało, gdyby na granicy osiedla postawić tablicę powitalną.
Coś zepsuto 35 lat temu i dziwią mnie emocje ludzi, którzy protestują przeciw kolejnym zmianom. Tym , które zaproponował specjalny zespół i mają one doprowadzić do tego, że zamiast 48 osiedli ma ich pozostać 38.
- Wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec proponowanych zmian granic osiedli – napisali przedstawiciele 13 rad osiedli. - Uważamy, że kwestia zmiany granic jednostek pomocniczych gminy wymaga głębokich analiz eksperckich, które nie zostały w ogóle przeprowadzone. Żaden z członków zespołu nie pofatygował się do rad osiedli, aby na miejscu zbadać funkcjonowanie tego osiedla i jego potrzeby. (…) Istniejące rady osiedli, zakorzenione w świadomości ich mieszkańców, stanowią najtańszy i najsprawniejszy mechanizm adresowania potrzeb lokalnych społeczności, trudny do osiągnięcia przy jednostce pomocniczej liczącej kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców i nie orientującej się dobrze w lokalnych potrzebach. Proponowany podział nie odpowiada na kluczowe potrzeby lokalnych społeczności, a powoduje wiele protestów, emocji, nie rozwiązując problemów, przed którymi stoją osiedla, zamiast tego tworząc społeczną frustrację i poczucie braku sensu zmian”.
Nie wiem jak Państwo, ale ja mam jakiś problem z tym „zakorzenieniem w świadomości mieszkańców”. Nie znam nikogo komu rada osiedla by w czymś pomogła, choć nie wykluczam takich sukcesów. Znam natomiast przypadki, że rady osiedli działały wbrew „potrzebom lokalnych społeczności”. I podejrzewam, że mieszkańcom, czy 38 czy 48, to chyba lekko obojętne. Poza tymi, którzy działają w tych radach oczywiście.
I wracając do moich wspomnień, to trzeba przyznać, że po latach kiedyś lekko wyśmiewana nie tylko przez mnie Leśnica górą! Przetrwała, bo jako osiedla de facto nie ma już żadnego Biskupina, Sępolna czy Zalesia. I o czym to śpiewała ta Maria Koterbska?
Mkną po szynach niebieskie tramwaje (…)
Przez Sępolno, Zalesie i Krzyki
Niesie melodię wrocławski wiatr
Dobrze, że na ulicach choć od jakiegoś czasu znów mamy niebieskie tramwaje. Może i kiedyś będziemy mieli znów i Sępolno, i Zalesie, i Krzyki.
Może w jakiś sposób kiedyś pomoże zupełnie nowa ekipa Bogdana Zdrojewskiego, która rączo wzięła się za ocenę wizyty prezydenta Karola Nawrockiego w USA. Tysiące razy powtarzałem, że nie znam się na polityce zagranicznej i nie wiem czy Karol Nawrocki coś nam załatwił czy nie. To chyba jednak nie jest targ na Świebodzkim i rzeczy tam nie dzieją na zasadzie „dziś kochaniutki jak dla pana to za dychę”. Ale są tacy, którzy wiedzą wszystko i miło ich obserwować. Jeden z wielbicieli wspomnianego Bogdana Zdrojewskiego i aktywista PO tak podsumował tę wizytę:
„Radosław Sikorski zwraca się z apelem do amerykańskich władz o zaproszenie Polski na szczyt G20. Następnego dnia amerykański Prezydent zaprasza polskiego Prezydenta na szczyt G20. Radosław Sikorski szef!”.
Zdrojewski chętnie tę wypowiedź udostępnił w mediach społecznościowych. No cóż, od dłuższego czasu zastanawiam się, czy działacze Platformy swoich zwolenników i wyborców mają za idiotów?
Idzie o to, że chyba w ramach rywalizacji o wpływy i znaczenie, przedstawiciel rządu Radosław Sikorski postanowił udać się do USA przed wizytą Karola Nawrockiego. Pretekstem było wspólne wręczenie, razem z Marco Rubio – odpowiednikiem Sikorskiego w USA- Nagrody Solidarności im. Lecha Wałęsy. Wicepremier wręczył też sekretarzowi stanu USA, podpisany przez byłego prezydenta, słynny plakat z pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce. A wcześniej panowie chwilę porozmawiali. I rozumiem, że to wtedy Sikorski powiedział: „Marco, kurczę zaprosilibyście Polskę na szczyt G20”. A sekretarz stanu walnął się dłonią w czoło i zakrzyknął: „Jasne, sorry, zapomniałem. Już biegnę do Donalda, by wypisał jeszcze jedno zaproszenie”. I na drugi dzień czekało już na Nawrockiego. Proste? Tak się robi globalną politykę!
Przyznam się Państwu, że bardzo różnie oceniam działalność Bogdana Zdrojewskiego jako prezydenta Wrocławia, a później jako polityka różnych szczebli. Na ogół krytycznie. Ale zawsze uważałem jedno. Jest to polityk z pewną klasą. Tylko, że teraz niestety coraz niższą. A właściwie to tak naprawdę dał się sprowadzić do roli „silniczka” w mediach społecznościowych, który powtórzy każdą brednię, bo taka jest linia partii.
I gdy tak patrzę na te wszystkie „silniczki”, to przypomniały mi się słowa ekscentrycznego rzeźbiarza Xawerego Dunikowskiego, przytoczone przez Kirę Gałczyńską we wspomnieniach o sławnych ludziach. Gdy Dunikowski trafił na wystawę w czasach głębokiego socrealizmu powiedział:
Widziałem rzeźby z drzewa, z kamienia, ba – nawet z plastiku. Ale pierwszy w życiu raz widzę rzeźby z wazeliny!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze