Nie jestem w stanie pojąć istoty negocjacji, która polega na wysłaniu podpisanej jednostronnie umowy, z polami do wypełnienia. Myślę, że wysłanie dwóch nagich mieczy, 613 lat i trzy i pół miesiąca temu, miało w sobie więcej taktu i poszanowania drugiej strony. Ale podarujmy sobie już ten tasiemiec ze wspólnym biletem na kolej i MPK. Zajmijmy się istotą sprawy, którą do tej pory poważnie nie zajął się żaden urzędujący prezydent. Niech to będzie punkt pierwszy testu, na który nam odpowiedzą kandydaci na prezydenta: metro, kolej czy wystarczy nam celebryta?
Tak, wiem, wszyscy mamy dojść i nikt już za bardzo nie rozumie o co w tym tasiemcu chodzi. Jak w słynnej „Modzie na sukces”, której wyemitowano 8732 odcinki. W przypadku wspólnego biletu na kolej i MPK było ich o wiele mniej, rzecz jasna, ale i tak wystarczy. W skrócie przypomnę ostatnie odcinki: w grudniu 2022 roku urząd miejski składa ofertę na piśmie, w marcu 2023 r. urząd marszałkowski przyjmuje tę ofertę i na jej podstawie sporządza propozycję umowy i jej niepodpisany tekst przesyła do magistratu. Urzędnicy prezydenta umowy nie podpisują, po tygodniu diametralnie zmieniają jej treść, a następnie prezydent jednostronnie ją podpisuje i taką umowę przesyła do Kolei Dolnośląskich. Do tego dodam tylko jeden komentarz radcy prawnego, który nie jest związany z żadną stroną negocjacji, choć jako pierwszy został zgłoszony przez Zielonych jako kandydat na prezydenta miasta: - Jeżeli prawdą jest co pisze Jerzy Michalak (z urzędu marszałkowskiego – red.), a zakładam, że tak i Jacek Sutryk podpisał (radcowie parafowali), wysłał do Kolei Dolnośląskich umowę z fill gapem (do uzupełnienia – red.), to poziom mojego zawodowego zażenowania osiągnął szczyt – ocenił Robert Suligowski.
I tyle tytułem wstępu. Ponieważ podejrzewam, a może nawet mam taką nadzieję, że kolejnych odcinków nie będzie. Z prostej przyczyny: sprawa nabrała charakteru czysto politycznego i do wyborów nie ma co spodziewać się rozstrzygnięć. Pytają Państwo do których? Chyba do tych pierwszych, parlamentarnych, bo wtedy wiele się rozstrzygnie w sprawie tych następnych. Kto będzie kandydował, kto będzie walczył jak szalony w samorządowych, by ocalić twarz straconą w tych do Sejmu i Senatu.
Dzięki Bogu, mamy trochę czasu, by przygotować się do tych samorządowych. Przyznam Państwu szczerze, że to jak wygląda nasza komunikacja miejska i podmiejska to nasz wina. Tak, nasza. Przecież to my od 20 lat sami wybieramy sobie prezydenta miasta. Na jakiej podstawie? Czy Rafał Dutkiewicz albo Jacek Sutryk kiedykolwiek w swoich programach jakoś specjalnie pochylili się nad tym tematem? Zawsze to były dziesiątki szczątkowych obietnic, których nigdy w większości nie dało się zrealizować. Albo powiem to brutalnie, często słyszałem, że ktoś zagłosował na takiego kandydata nie ze względu nawet na jakiś nieudolny program, ale tylko dlatego, że „on miło wygląda”. No to co się dziwić. Chcemy misiaczka, to on woli się uśmiechać i przytulać niż coś sensownego zrobić z miastem, którego potrzeby są ogromne. Owszem, raz Rafał Dutkiewicz musiał sięgnąć po taki strategiczny temat, bo mu w 2014 roku grunt się palił pod nogami i zupełnie niespodziewanie musiał walczyć w drugiej turze. Wtedy obiecywał, że będzie w referendach pytał o różne sprawy i rok później zapytał o metro. Wrocławianie byli mocno zszokowani tak nagłym i szybkim poruszeniem tematu, że odpowiedzieli: nie. Tak samo by odpowiedzieli, gdyby zapytać ich o szybki tramwaj z Kozanowa na Marsa. Bo taka to była kosmiczna polityka robiona bez żadnego przygotowania czy wprowadzenia.
Rafał Dutkiewicz poczuł się zwolniony z jakiegokolwiek strategicznego myślenia, bo przecież ludzie nie chcą.
A dlaczego nie metro? Jeśli ktoś w sposób przejrzysty przekona nas do tego pomysłu i jeszcze obliczy, że jest to realny projekt za ileś tam lat, to róbmy metro. W Warszawie metro wpisywano w strategiach rozwoju miasta od 1945 roku i wreszcie się udało. Tylko błagam niech będą to rzetelne i fachowe projekty, przygotowane przez fachowców, a nie aktywistów czy innych działaczy czy choćby dziennikarzy zafascynowanych tą tematyką. Sam kiedyś tropiłem metro w Breslau i mimo wielu sensacyjnych zeznań „świadków”, którzy widzieli tunele i tory, wolę pozostać przy dokumentach. W nich można znaleźć informację, że rada miejska Breslau odrzuciła pomysł ze względu na trudne warunki geologiczne. Podobno teraz to już nie jest przeszkoda, ale powtarzam: zostawmy to inżynierom, a politycy niech im tylko zapewnią warunki do pracy. I konsekwentnie to ujmują w strategiach, jak w stolicy, zakładając, że… te strategie mają.
A jeżeli nie metro, to może prawie 80 lat po przejęciu Wrocławia przez Polskę wykorzystamy ten potencjał, który nam pozostawili Niemcy, czyli stacje i tory kolejowe. Jest ich tu nadal więcej niż w jakimkolwiek innym mieście w Polsce. Dużo zniszczonych, niektóre jednak nawet odnowione, tylko jeszcze, by ktoś musiał to „ubrać” w jakiś system. Bo co ciekawe, to nawet ludzie sami to robią wbrew urzędnikom, którzy cały czas próbują nas wciągać w jakieś wojny: kierowcy kontra piesi, kierowcy kontra rowerzyści czy rowerzyści kontra piesi. Lub cały czas obiecują nam poprawę komunikacji tramwajowej. Nie mam nic przeciwko tramwajom, ale coś chyba z nimi nie tak. Od kiedy pamiętam, a to już lat trochę jest, to zawsze są w remoncie. Albo szyny się wygina, albo prostuje. Albo zmienia płyty betonowe, albo sieje na nich trawę. Że o ciągłych wymianach trakcji nie wspomnę. To jak one mają jeździć planowo czy przewidywalnie? Zwłaszcza jak świeżo wyremontowane często znów idą do remontu, bo „wykonawca zawinił i zrobi to w ramach gwarancji”. Żadna pociecha, bo ktoś tego wykonawcę chyba wybiera... No chyba, że tak pójdziemy w stronę vintage, jak to chyba modne. I wrócimy do konnych tramwajów. Może to się jakoś sprawdzi? Będzie choć miał kto jeść tę trawę sianą między szynami.
No i są jeszcze wojenki Wrocław kontra ta czy inna gmina, bo jej wójt nie ma ochoty „tańczyć” razem z prezydentem miasta w pewnym stowarzyszeniu. To się z nimi nie skomunikujemy. W każdym tego słowa znaczeniu. Teraz lekka dygresja. Podobno to pieczołowicie klejone stowarzyszenie, będące samorządowym ruchem oporu w PO, ma się rozlecieć, bo Donald Tusk ma dość jego harców. Żeby to się nie skończyło tym, że Jacek Sutryk nagle wyląduje na liście PSL. Choć może stylistycznie nawet do siebie pasują… Wróćmy na tory. Otóż gołym okiem widać, że ludzie sami wybierają pociągi do poruszania się po mieście i podróżowania z podwrocławskich gmin do stolicy Dolnego Śląska. Zwłaszcza, że wielu wójtów w tych miejscowościach wybudowało przestronne parkingi pod stacjami kolejowymi, co we Wrocławiu nam zawsze tylko obiecywano.
Szanowni Państwo, więc oto powstała pierwsza ściąga przedwyborcza. Gdy pod koniec tego roku kandydaci nam się już łaskawie objawią, to może zainteresujmy się, czy mają pomysł na transport. Spytajmy, czy zechcą nam wybudować metro, czy zintegrować system komunikacji miejskiej z kolejową. A może jeszcze coś innego. Czy może faktycznie nam wystarczy kandydat, który idzie na rekord w dwóch kategoriach: liczbie zablokowanych w internecie krytyków i liczbie odwiedzonych bali przedszkolnych, studniówek i spotkań emerytów. Bo to takie miłe…
Demokracja dopuszcza każde rozwiązanie, taka jest niedoskonała. Tylko jest jeden problem. Z tych bali, w każdej kategorii wiekowej, czymś trzeba do domu wrócić. Prezydent oczywiście ma czym.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze