To było pozorowanie legalnej aktywności gospodarczej - mówią prokuratorzy o działalności klubu "Al Capone" przy wrocławskim Rynku oraz dwóch klubów w Warszawie. - W rzeczywistości kluby te stanowiły narzędzie do popełniania przestępstw na szkodę ich klientów - nie mają wątpliwości śledczy. Przesłany właśnie do sądu akt oskarżenia liczy ponad 1000 stron i obejmuje aż 82 osoby. Wśród nich są policjanci. Prawie wszystkich oskarżono o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.
- W akcie oskarżenia występują nie tylko osoby dokonujące bezpośrednio przestępstw na terenie klubów, czyli tancerki i kelnerki, ale także kierowniczki klubów, które nie tylko nadzorowały i kreowały popełnianie czynów zabronionych na szkodę klientów klubu, ale również były łącznikami pomiędzy personelem klubu, a tzw. operatorem z centrum monitoringu, którego zadaniem było motywowanie podległych pracowników do popełniania przestępstw, jak również dyscyplinowanie, wymierzanie kar kelnerkom i tancerkom za zachowania zagrażające bezpieczeństwu zorganizowanej grupy przestępczej oraz nieosiągnięcie zysku oczekiwanego przez kierownictwo sieci - opisuje Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej. Wśród osób kierujących grupą był Dariusz G. - ówczesny czynny funkcjonariusz policji pełniący służbę w jednym ze stołecznych komisariatów policji.
Kluby działały w latach 2018 - 2021.
- Celem działalności grupy było doprowadzanie klientów do stanu znacznego upojenia alkoholowego lub nieprzytomności, skutkującego utratą świadomości, zdolności postrzegania rzeczywistości, oceny sytuacji oraz możliwości podejmowania racjonalnych decyzji i przeciwdziałania czynnościom skierowanym przeciwko nim oraz ich mieniu - tłumaczy prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska.
Klientom podawano w tym celu alkohol etylowy, w tym specjalnie przygotowane mieszanki, o których składzie i działaniu klienci nie byli informowani. Zdaniem śledczych,, w niektórych przypadkach goście klubów dostawali też środki psychoaktywne.
Gdy klienci tracili świadomość, byli okradani. Głównie w ten sposób, że dostawali do zapłaty rachunki za usługi i towary, z których nie korzystali. Bywało też, że gościom podawano niższe kwoty, a następnie do terminala płatniczego wprowadzane były kwoty wielokrotnie wyższe. Na przykład po dopisaniu zera.
- W przypadkach, gdy wytypowano klientów posiadających znaczne środki finansowe na rachunkach bankowych, doprowadzano ich do stanu nieprzytomności i w takim stanie dokonywano pozorowanych płatności kartami płatniczymi na rzecz klubów. W ten sposób pobierano od pokrzywdzonych od kilku tysięcy złotych do kwot przekraczających 200.000 zł. Na telefonach klientów instalowano aplikacje bankowe, dokonywano przelewów z rachunków oszczędnościowych oraz lokat, a także zaciągano na ich dane pożyczki bankowe, których środki w całości trafiały na konta spółek prowadzących kluby - wylicza Katarzyna Calów-Jaszewska.
W jednym z udokumentowanych przypadków pokrzywdzony miał rzekomo dobrowolnie zaciągnąć pożyczkę w wysokości blisko 70.000 zł, a następnie w ciągu jednej godziny dokonać trzech płatności na rzecz klubu, wydając całość tych środków na fikcyjne towary i usługi.
- Jeżeli realizacja transakcji bezgotówkowych była utrudniona, personel klubów udawał się z klientami do bankomatów, „pomagając” im wypłacić gotówkę. Tancerki aktywnie uczestniczyły również w rozmowach klientów z infoliniami banków, mając na celu odblokowanie kart płatniczych lub zwiększenie limitów transakcyjnych. Przy pobieraniu wysokich kwot sporządzano od osób znajdujących się w stanie nieprzytomności specjalnie przygotowane oświadczenia, mające pozorować świadome i dobrowolne nabycie towarów oraz usług - opisuje Prokuratura Krajowa.
Zdarzało się, że gości przetrzymywano w klubach do popołudnia następnego dnia, a w tym czasie sukcesywnie opróżniano ich rachunki bankowe. - Jeden z pokrzywdzonych przebywał w klubie do godziny 15:40, a po jego opuszczeniu nie potrafił ustalić, w jakim mieście się znajduje. Grupa przestępcza była w szczególności nastawiona na popełnianie przestępstw wobec cudzoziemców - zaznacza Katarzyna Calów-Jaszewska.
Pomysłów na oszustwa było więcej. Klientów wprowadzano na przykład w błąd, informując ich o rzekomo odrzuconych transakcjach, które w rzeczywistości zostały zrealizowane. Albo przekonywano, że pierwsza cyfra widoczna na terminalu to numer urządzenia, co powodowało, że nieświadomie zatwierdzali oni kodem PIN transakcje na kwoty znacznie wyższe niż deklarowane przez personel.
- Łącznie aktem oskarżenia objęto 747 czynów zabronionych kwalifikowanych jako popełnione w ramach zorganizowanej grupy przestępczej: rozboje, oszustwa, a także posiadanie środków odurzających i substancji psychotropowych, posiadanie amunicji bez zezwolenia, niezaspokojenie roszczeń wierzycieli, utrudnianie postępowania karnego oraz niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego - wylicza prokurator.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Dożywocie w tym przypadku dla tych zwyrodnialców to byłaby nagroda. Kara śmierci❗
Krótkie, ale intensywne dożywocie też nie jest złe.
Policjanci zostaną uniewinnieni lub dostaną co najwyżej zawiasy. Oni mogą okradać, zabijać i grozi im co najwyżej wywalenie z psiarni.