Czy seksualne spełnienie należy się tylko elitom? - pyta jeden z wrocławskich radnych, cytując Sławomira Mrożka, że „Swoboda seksualna to pierwszy warunek wolności człowieka". Czyżby w Leśnicy, skąd wywodzi się samorządowiec, miał obok pomnika Jana Pawła II stanąć pomnik cesarzowej Messaliny? A owe rozważania wrocławskiego radnego wzięły się z afery wokół KPO, która uświadomiła nam, że współczesna polityka to już w 100 procentach religia i że po dwóch latach rządów de facto władzę sprawuje poprzednia ekipa. Wniosła także nową definicję mobbingu oraz uświadomiła nam, iż polityk może prawie wziąć udział w spotkaniu, a duch Urbana jak się unosił nad rządem, tak się unosi.
Ponieważ sam się gubię, to może zacznę od definicji. Żeby już niektórzy nie myśleli, że KPO to faktyczny Koniec Platformy Obywatelskiej, choć tego nie wie nikt. Zwłaszcza, że jak przekazał Grzegorz Schetyna, do grudnia powstanie „na pewno nowa partia". Jego zdaniem, zmiana PO w Koalicję Obywatelską, to nie będzie tylko lifting tej pierwszej. A wracając do prawdziwego brzmienia KPO to: „Krajowy Plan Odbudowy – polski program reform i inwestycji będący częścią unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności (...). Plan ma pomóc Polsce w łagodzeniu społecznych i gospodarczych skutków pandemii COVID-19".
I gdy wybuchła afera, że te długo wyczekiwane pieniądze zaczęły trafiać do ludzi powiązanych z politykami, głównie obecnie rządzącej koalicji, ale nie tylko, i gdy okazało się, iż za tę unijną kasę ludziska kupują jachty, baseny czy ciuchy, to premier stanowczo stwierdził, że 100 proc. odpowiedzialności za ostatnie kłopoty wokół wypłaty środków z KPO ponosi PiS.
Chyba nie za bardzo rozumiem. Przecież niedługo rząd koalicji 15 października vel 13 grudnia będzie miał połowinki, a w Polsce nadal władzę ma PiS? Rozumiem, że na początku była faza przejściowa i trzeba było „zmienić ustawienia fabryczne" oraz odświeżyć kadrę, ale po dwóch latach jeszcze tego nie zrobiono? Zakładając, że jeśli nawet poprzednia ekipa przygotowała jakiś model dystrybucji tej kasy, to nikt jej nie sprawdził i nie zmienił? Czy jestem odosobniony w myśleniu, że mamy do czynienia z jakimś niedbalstwem? Idąc tym tokiem myślenia premiera, to jeśli jego rząd zaliczy jakiś sukces, na przykład tak chwalą się sukcesem babciowego, to też zasługa ekipy Jarosława Kaczyńskiego? Ja naprawdę kończyłem dwusemestralny kurs logiki w ramach studiów i coś mi tam w głowie zostało. Stąd to pytanie.
Trzeba w ogóle przyznać, że obecna ekipa ma bardzo einsteinowskie podejście do koncepcji czasu. Z jednej strony dwa lata dla nich to za mało, by ogarnąć polską rzeczywistość. A z drugiej wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk pyta: „Gdzie w sprawie Ukrainy jest prezydent? Jeżeli Ukraina zostanie zmuszona do kapitulacji, to będzie to porażka Polski, ale i Karola Nawrockiego". Dziennikarz, który prowadził tę rozmowę z liderem PO nie dał się zaskoczyć i zauważył pewną oczywistość: „Ale on jest prezydentem od siedmiu dni".
Poza tym rzeczywistość dość szybko zweryfikowała wątpliwości ministra Tomczyka, dotyczące miejsca prezydenta Karola Nawrockiego w debacie o przyszłości wojny za naszą wschodnią granicą. Okazało, że prezydent będzie w gronie najważniejszych europejskich polityków, rozmawiających w tej sprawie z Donaldem Trumpem. Dla Donalda Tuska w tej dyskusji miejsca nie przewidziano. Co więcej, ekipa rządowa tak nie mogła uwierzyć w pominięcie premiera, że próbowała, niczym Jerzy Urban w czasach rządów generała Wojciecha Jaruzelskiego, zaczarować rzeczywistość. Spotkało się to z dość ostrą reakcją.
Paweł Żuchowski, korespondent RMF w USA, a przede wszystkim Chief US Correspondent napisał: „Nie bardzo wiem jak po tym kłamstwie, rzecznik rządu chce odbudować zaufanie do siebie. Wprowadził w błąd media i opinię publiczną, skłamał. Potwierdzenie uczestnictwa premiera Tuska w planowanej rozmowie z Trumpem, choć jak dziś wiemy, w tej części uczestniczył prezydent Nawrocki, to duża kompromitacja, dezinformacja. Dziś, jak przekonuje Kancelaria Prezydenta, już wczoraj było wiadomo, że to prezydent a nie premier będzie uczestniczył w rozmowie z Trumpem. Ze swojej strony przepraszam za podanie informacji, że uczestniczyć będzie premier. Również zostałem wprowadzony w błąd".
Premier jeszcze próbował bronić swoich podwładnych, że naprawdę nie wiedzieli, ale jakoś już nikt w te tłumaczenia za bardzo nie wierzył. Zwłaszcza, że jeśli rzeczywiście nie wiedzieli, to jeszcze gorzej i niezbyt dobrze świadczy o tym rządzie i jego powadze na arenie międzynarodowej.
No i komu wierzyć? To jest bardzo dobrze postawione pytanie, że tak siebie sam pochwalę. Przy tak zaantagonizowanej scenie politycznej, kiedy premier nie jest nawet w stanie pogratulować wybranemu demokratycznie prezydentowi, a ten w odwecie każe mu trochę posiedzieć w poczekalni, gdy wreszcie dochodzi do ich spotkania, wyborca nie ma szans poznać prawdy. Prawdy, która jeszcze nigdy nie była tak blisko słynnej definicji „racji" ks. Józefa Tischnera: „racja jest jak dupa – każdy ma swoją". 88 lat temu Witold Gombrowicz zapisał w „Ferydurke": Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? (...) Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!
Czyli że „cofnęliśmy się do tyłu", choć miało być kształcenie nastawione na logiczne myślenie ?
Przy sprawie KPO okazało się również to, że nasz premier to twardziel niczym Franz Maurer z „Psów" Władysława Pasikowskiego. Gdy lekko sobie zakpił, a zostało to nagrane, z minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, która odpowiada z ten program, został zapytany czy to jednak nie był mobbing. Co na to Donald Tusk? Bogusław Linda , znany z tekstu "Nie mów mi k…wa nic o zabijaniu bo coś o tym wiem", lepiej był tego nie ujął: „Kochani, jak to jest mobbing, to wy w życiu mobbingu nie widzieliście". Rozumiem, że premier, który prawie zawsze był jakimś kierownikiem, ma szeroką wiedzę na ten temat. Nie wiem jak Państwu, ale mi po tym zachowaniu wobec pani minister jakoś zabrakło aktywności tańczących feministek, które w obronie atakowanych kobiet zawsze machają nogami i wyginają się w biodrach. Albo też demonstrują ostry protest rozkrzyczaną wulgaryzmami twarzą Marty Lempart. A tu cisza... Nic się nie stało. Ot, lekko rubaszny żarcik. Pewnie przyzwoliłyby nawet na lekkie klepnięcie tu i ówdzie. Nawet ówdzie...
Aż chciałoby się przywołać już cytowanego Sławomira Mrożka i wypowiedź Artura z „Tanga": „Żadnego porządku, żadnej zgodności z dniem bieżącym. Żadnej skromności ani inicjatywy. Tutaj nie można oddychać, chodzić, żyć!"
O KPO jest oczywiście głośno także we Wrocławiu. Nie tylko w tym kontekście do kogo te pieniądze trafiły. Tu dysputa za sprawą Roberta Suligowskiego, radnego z Klubu Obywatelskiego przeszła bardziej w sferę światopoglądową. Otóż ów samorządowiec, znany też jak działacz osiedlowy z Leśnicy, stanął w obronie dotacji z KPO dla klubu swingersów z Lublińca. Gdyby ktoś nie wiedział co to jest, to najkrócej mówiąc miejsce spotkań dla wielbicieli seksu grupowego. „Plan ma pomóc Polsce w łagodzeniu społecznych i gospodarczych skutków pandemii COVID-19” – tak tylko przypominam, bo wszak Polska niejedno ma imię. Nie żeby moja matka chrzestna miała na imię Pruderia, ale jakoś nie miałem okazji i nie żebym chciał zakazywać takiej działalności. Człowiek, który z natury jest zdeklarowanym monogamistą i wie, że nie spotka piękniejszej i atrakcyjniejszej kobiety niż żona może mieć jakieś wątpliwości. Pan radny nie ma.
- Bawi mnie, gdy młodej Lewicy pęka jelito na widok wsparcia rządowego dla klubu dla swingersów w Lublińcu – twierdzi Robert Suligowski w mediach społecznościowych. - Wbrew prawackiemu kałoszkwałowi to miejsce, gdzie zwykli ludzie odnajdują seksualną radość w swoim związku. Gdzie wady? Czy seksualne spełnienie należy się tylko elitom?
No nie, „Każdemu wolno kochać.../ To miłości słodkie prawo/ Bo kocha się sercem a każdy je ma” – śpiewał przed laty Mieczysław Fogg. Choć w przypadku klubu swingersów serce to wcale nie najważniejszy organ. Tylko, że zestawienie, w kontekście klubu swingersów, egalitaryzm-elitaryzm może budzić lekkie zdziwienie.
Radny Suligowski jest konsekwentny i dodaje: Nie rozumiem inby o klub dla swingersów. To żaden luksus jak brydż czy jacht. Skoro idzie Horeca, to czemu nie wolna miłość? „Swoboda seksualna to pierwszy warunek wolności człowieka” – Stomil
Przypominam tylko, że Stomil to bohater wspominanego „Tanga” Sławomira Mrożka. A idąc tropem myślenia wrocławskiego samorządowca można się spodziewać inicjatyw, wspierających wolną miłość w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego czy choćby Funduszu Osiedlowego. Boję się trochę wyobraźni, bo, świnia, podpowie mi projekty, do których niekoniecznie jestem przekonany. Ale na przykład obok siłowni osiedlowej szałas sąsiedzkich rozkoszy? Lub w piwnicy zaadaptować jedno pomieszczenie dla swingujących pięter. Gorzej jak przez pomyłkę wejdzie tam jakaś sąsiadka w wieku postswingerskim, która chciała tylko ogórki kiszone... Umieszczenie w takim pomieszczeniu defibrylatora serca powinno problem rozwiązać.
I żeby nadal działać „wbrew prawackiemu kałoszkwałowi” na najbliższej sesji Rady Miejskiej Wrocławia można rozpatrzeć ulokowanie w Leśnicy, która słynie głównie z pomnika papieża Jana Pawła II, postumentu cesarzowej rzymskiej Walerii Messaliny, pięknej małżonki Klaudiusza, która według twierdzeń kronikarzy starożytnego Rzymu była nimfomanką i popełniała "permanentne cudzołóstwo", by nie brnąć w szczegóły jej dokonań w dziedzinie wolnej miłości.
Może nawet udałoby się uzyskać środki z KPO w ramach dywersyfikacji i uodpornienia na przyszłe kryzysy światopoglądowe mieszkańców zachodnich osiedli Wrocławia…
A do tego jeszcze inskrypcja z Terencjusza: Homo sum, humani nihil a me alienum puto. “Nic co ludzkie nie jest mi obce” obroni i obecność cesarzowej w Leśnicy i dotację “na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności”. Każdej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze