Reklama

Czy Dolny Śląsk stanie się Antemurale Christianitatis i Europy? I proszę o przeliczenie głosów we Wrocławiu. W imieniu Romana


Polityka polska zaczyna wyglądać jak piłkarskie rozgrywki - mecz i rewanż. Raz lewica atakuje Straż Graniczną, innym razem ma do niej pretensje prawica. Pytanie tylko, kto teraz będzie biegał z pizzą i zalewajką do uchodźców pod Zgorzelcem? I kto pod Jędrzychowicami odeprze falę innowierców niczym Sobieski pod Wiedniem - Donald Tusk czy Robert Bąkiewicz? A tylko jedyne PSL, po raz kolejny pokazuje i nie tylko na Dolny Śląsku, jak należy czcić pamięć o rzezi wołyńskiej.


Gdy przy ostatnim wyborami parlamentarnymi w gronie znajomych dyskutowaliśmy o sytuacji politycznej, jeden z kolegów postanowił nas przekonać dlaczego warto głosować na Platformę Obywatelską.

- Bo ten PiS czy Konfederacja to nas szybko wyciągną z Unii Europejskiej, a jak nie wyobrażam sobie podróżowania po Europie znowu z tymi pozamykanymi granicami, oglądaniem dokumentów, wystawanie w kolejkach do odprawy – gorąco przekonywał.

No i zgodnie z jego marzeniami PO przyjęła władzę w kraju, a od poniedziałku polski rząd wprowadza  kontrole graniczne z Niemcami i Litwą. I kolega jednak sobie postoi, choć oczywiście nikt w tej chwili nawet nie próbuje twierdzić, że to powolny koniec Unii Europejskiej. Ale jakiś kryzys się szykuje.  Świadczą o tym słowa premiera Donalda Tuska:  „Byliśmy obrońcami Schengen i pozostaniemy rzecznikami swobodnego ruchu, ale musi być taka sama wola wszystkich sąsiadów”. Więc rodzi się pytanie, a co jeśli jej nie będzie?

Reklama

Bo geneza tej decyzji jest taka, że została ona podjęta na wniosek Straży Granicznej i ma „zredukować do minimum niekontrolowane przepływy migrantów”. Jak wyjaśnił Donald Tusk, przyczyna tkwi w zmianie praktyki Berlina, który od miesięcy odsyła migrantów już na granicy i odmawia przyjmowania osób ubiegających się o azyl.

Pytanie jest też takie, czy tak naprawdę polski rząd nie podjął takiej decyzji, ponieważ na zachodniej granicy  pojawiły się, pod egidą "Ruchu Obrony Granic", organizacji powołanej przez Roberta Bąkiewicza, tzw. obywatelskie patrole, które mają utrudniać nielegalną migrację. Zaczęły nawet legitymować ludzi czy przeszukiwać auta. Prezes Marszu Niepodległości tłumaczył, że polskie służby przymykały oko na przerzucanie przez Niemców przez granicę imigrantów. Bąkiewicza zaczęły też wspierać wszystkie partie prawicowe, więc Donald Tusk nie mógł temu przyglądać się bezczynnie. Czyli po raz kolejny okazało się, że presja ma sens? Nie można tego wykluczyć. Te działania prawicy Tusk szybko wytłumaczył: "Wpierw wpuścili setki tysięcy migrantów z Azji i Afryki, zarabiając na wizach, a teraz próbują sparaliżować naszą Straż Graniczną."

Reklama

Przedstawiciel sceny kabaretowej PO europoseł Michał Szczerba ujął to dosadniej:

„ Wydali 366 tysięcy wiz dla obcokrajowców z państw afrykańskich i muzułmańskich Miliony łapówek w aferze wizowej. Zakopywali je w słoikach w ogródku”.

I tu pojawiają się konkrety. Na miejscu ministra i prokuratora Adama Bodnara, gdy tylko policzy worki z głosami w wyborach prezydenckich, wskazanymi przez Romana Giertycha, stworzyłbym szybko zespół prokuratorów-kopaczy. Ci w miarę szybko powinni glebogryzarką przetrzepać wskazane grządki w poszukiwaniu tych słoików. Wtedy dokładnie się przeliczy ile zarobili na tych wizach. Wreszcie będzie koniec przepychanek wzięli-nie wzięli… Bo tak to powołuje się jakieś komisje, prowadzi śledztwa i nikt nie siedzi, a nawet nie dostał nagany z wpisem do akt.

Reklama

A zwrócili Państwo uwagę jak szybko się zmieniły role? Jeszcze kilka lat temu Donald Tusk i jego współpracownicy zaciekle atakowali Straż Graniczną, legenda Solidarności i wspierani przez PO artyści wulgarnie atakowali pograniczników, lewicowcy im ubliżali, a tu proszę. Donald Tusk o przeciwnikach politycznych: „próbują sparaliżować naszą Straż Graniczną”. Znaczy już „nasza”.

No i ten wspomniany Michał Szczerba, co to pod białoruską granicą ganiał z garnkiem zupy czy pizzą, tu wersje były różne, by uratować biednych imigrantów. A teraz do nich: won z naszej ziemi! Tylko czekać aż z ciepłą zalewajką czy kapuśniakiem podejdzie do tych odsyłanych przez Niemców innowierców sam Bąkiewicz. Albo i Sławomir Menzten z zimniutkim piwem. Takie rzeczy, jak na przykład mieszanie elementów tragicznych i komicznych i ciągła zmiana akcji, to tylko w dramacie szekspirowskim lub w polskiej polityce.

Reklama

A teraz o sprawie, w której nie może być miejsca na elementy komiczne. Zbliża się bowiem kolejna rocznica krwawej niedzieli 11 lipca 1943 roku, która uznawana jest za kulminację rzezi wołyńskiej. O tej tragedii nieprzerwanie i dobitnie przypomina głównie Polskie Stronnictwo Ludowe. Partia, która przez wielu obserwatorów uważana jest za ugrupowanie niestabilne politycznie. Może, ale w tej kwestii idą tylko do przodu. Kilka dni temu działacze tego ugrupowania wzięli udział w odsłonięciu w Nowej Wsi Legnickiej tablicy upamiętniającej ofiary ludobójstwa dokonanego na ludności polskich Kresów Wschodnich przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1947. A trzeba też przypomnieć, że w czerwcu  Sejm przyjął ustawę autorstwa PSL, zgodnie z którą 11 lipca stał się oficjalnie Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II RP. Prawie wszyscy posłowie byli za, tylko żona naszego drugiego kosmonauty z klubu KO wstrzymała się od głosu, ale duża część zrobiła to bez przekonania, bo wiecie, rozumiecie, Ukraina, wojna…

To ja jeszcze raz bez skrótów przypomnę ubiegłoroczne wystąpienia marszałka Dolnego Śląska Pawła Gancarza, lidera PSL na Dolnym Śląsku, który doskonale objaśnił, że wszystko da się to pogodzić jak się chce:

Reklama

 „11 lipca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. Dzień, który przez długie lata nie mógł doczekać się swojego miejsca w kalendarzu państwowych uroczystości. Dzisiaj z odwagą i podniesionym czołem mówimy o tych wydarzeniach, o których przez lata było cicho.  Tu na Dolnym Śląsku na nas spoczywa szczególna odpowiedzialność, bo jesteśmy w dużej mierze potomkami Kresowian, którzy w ostatnim stuleciu, a szczególnie w okresie wojennym, byli doświadczani tak boleśnie i wielokrotnie. Dzisiaj, pomimo tej trudnej historii, całym sercem i z pełną odpowiedzialnością oraz wszystkimi możliwościami, pomagamy narodowi ukraińskiemu. To trudne elementy, żeby pogodzić te rany w naszej wspólnej historii z odpowiedzialnością za dalsze losy państwa polskiego i ukraińskiego, dwóch sąsiedzkich nacji, narodowości, ale to natura ludzka, żeby wybaczać, przebaczać, ale także pamiętać. W naszym przypadku nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary”.

No to teraz o liczeniu głosów. Nie, nie, zgodnie z obietnicą już nie mam ochoty zajmować się spekulacjami Romana Giertycha czy lekką obsesją Adama Bodnara, a zapewne są to naczynia połączone. Mam zamiar pochylić się nad wspaniałą akcją Radia Wrocław. Otóż nasza rozgłośnia, z okazji 80-lecia polskiego, czy jak niektórzy wolą, powojennego Wrocławia, postanowiła przygotować plebiscyt na najlepszy muzyczny kawałek o Wrocławiu. Powtarzam, wspaniała akcja. Ale…

Reklama

Zwycięzcą został zespół Chillove z piosenką „Miasto Ponad Chwilą". Nie znałem, nie musiałem znać. Włączyłem sobie, przyjemna. Ale…

Żądam ponownego przeliczenia głosów, ponieważ w ze stawieniu zabrakło co najmniej dwóch piosenek, które zasługują na uznanie. Oczywiście nie ma mowy o fałszerstwie ani sugestiach, że wynik został wypaczony, gdyż zabrakło kogoś lub kogoś było za dużo w komisji. Ale po prostu, tak zupełnie po ludzku, smutno mi, że w zestawieniu zabrakło niezwykle tożsamościowego utworu Romana Kołakowskiego, byłego współpracownika Radia Wrocław, „Pocztówki z Wrocławia” ze słynnymi wersami „W polskim Wrocławiu niemieckie domy/ To właśnie moja ojczyzna”. No i kompozycja też byłego współpracownika rozgłośni Lecha Janerki „Nadzieja o Wrocławiu”, którą autor napisał, gdy stolica Dolnego Śląska w 2002 roku starała się o EXPO.  Choć jak przyznał sam Janerka, dokładnie to było tak: "Muzyka do tej piosenki powstała jak miałem 19 lat. Teraz mam 50 i dopisałem słowa”. 

Reklama

Także uprzejmie proszę, o tych też pamiętajmy.

A wracając na granicę polsko-niemiecką to człowiek się zastanawia czy to tym razem Dolny Śląsk, Lubuskie i Pomorze Zachodnie mają w XXI wieku spełnić rolę przedmurza chrześcijaństwa? Niezaznajomionym z historią przypomnę definicję słownikową: teza o szczególnej roli Polski w obronie przed obcymi religijnie i kulturowo ludami i państwami.

By odrobinę osłabić nasz polonocentryzm, to tylko przypomnę, że pierwszy raz tytuł Antemurale Christianitatis (po polsku Przedmurze czy też Bastion Chrześcijaństwa ) papież Leon X nadał Chorwacji. A stało się to na początku XVI wieku. Chorwacji, która stanowiła granicę chrześcijańskiej Europy i miała jej bronić przed Imperium Osmańskim. Do Polski to określenie przylgnęło, gdy w 1683 roku Jan III Sobieski pokonał Turków pod Wiedniem i po 250 latach skończyło się nękanie krajów europejskich przez owo Imperium.

Reklama

A nam współczesnym pozostaje wierzyć, że w tej wojnie polsko-polskiej, bo ona toczy się na granicy z Niemcami, górę weźmie człowiek, o którym sam Sobieski tak kiedyś pisał:

„Nauka wszędzie człowieka zdobi – i na wojnie, i u dworu, i doma, i w Rzeczypospolitej widzimy to, że ludzie więcej sobie ważą chudego pachołka uczonego aniżeli pana wielkiego a błazna, co go sobie więc palcem ukazują”.

I komu to przeszkadzało?

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/07/2025 07:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości