Reklama

Jarosław Duda-Latoszewski: zastraszanie w polityce, to nie jest coś, co akceptuję


- Michał Jaros nas okłamał, oszukał, mówiąc wprost. Mówił co innego, jak go przyjmowaliśmy z powrotem, a potem zrobił swoje nieelegancko. Umawialiśmy się na coś innego i mogę tą rozmowę odtworzyć. Michał wtedy zapewniał, że wszystko zrozumiał. Dziękował za daną mu szansę, kiedy go przywracaliśmy, bo sam wcześniej odszedł do Nowoczesnej. Nazywał się Schetynowcem w tej rozmowie. Jeśli ktoś nie dowozi, nie dotrzymuje słowa, to ja daję się oszukać tylko raz. A czuję się oszukany - mówi Jarosław Duda-Latoszewski z Koalicji Obywatelskiej.


Z Jarosławem Dudą-Latoszewskim, kandydatem na przewodniczącego wrocławskich struktur Koalicji Obywatelskiej, byłym wiceministrem, senatorem i europosłem, rozmawia Arkadiusz Franas

Michał Jaros musi odejść?

Jeśli miałby odejść, to musiałby sam tak zdecydować.

Ale nie z partii, a ze stanowiska szefa regionu Koalicji Obywatelskiej?

Nie musi odchodzić, to oczywiście zostanie rozstrzygnięte w wyborach, które mam pełne przekonanie, że będą demokratyczne i że nie będzie żadnych tutaj historii, które by napawały nas jakąś obawą, czy niepokojem, że wszystko było OK. Natomiast wykreowana została nowa kandydatka, wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, która została przyjęta z entuzjazmem. Jestem zwolennikiem zmiany na stanowisku szefa regionu. Uważam, że Michał tych czterech lat nie wykorzystał, a szczególnie tych dwóch, kiedy jesteśmy w ramach koalicji 15 października. Nie doprowadził do należnego Koalicji Obywatelskiej spozycjonowania na scenie politycznej, zarówno w mieście, jak i na Dolnym Śląsku. Natomiast wiem, że ma swoich zwolenników i niech to rozstrzygną demokratyczne wybory. Dla mnie jest potrzebna zmiana.

Reklama

Czyli na pytanie czy Monika Wielichowska, czy Michał Jaros, mamy już odpowiedź?

Określiłem się, tak. Dosyć zdecydowanie.

Dobrze. A dlaczego pan postanowił startować ponownie na szefa wrocławskich struktur? Bo jak wiemy był już pan nim kilka lat temu.

Niektórzy twierdzą, czy też powszechnie mówi się, że do tej samej rzeki nie powinno się chodzić drugi raz.
Więc miałem oczywiście takie przemyślenia. Natomiast to zdecydowali ci, którzy do mnie przyszli. Były sygnały, które otrzymywałem od kilku miesięcy, że tutaj niewątpliwie potrzebna jest inna jakość. Wiem, wszyscy kandydaci tak mówią. Wszyscy mówią o porozumieniu, wszyscy mówią o nowej jakości, o nowym otwarciu, o wykorzystaniu szans. Wszystko to wiemy. Ja to samo powtórzę, ale też uważam, że mogę ją wnieść z moim wieloletnim doświadczeniem w polityce i wybieralnej, i tak zwanej wykonawczej, z różnych miejsc, w których funkcjonowałem. A osoby, które przyszły do mnie były również z najbliższego kręgu Michała Jarosa.

Reklama

I co mówił te osoby?

Mówiły, że nie mogą z nim współpracować, ponieważ to jest trudne czy niemożliwe.

Tylko tyle?

Narzekały na atmosferę, na lekceważenie, na taką atmosferę właśnie strachu, zastraszania. I to ponoć trwa, bo te głosy do mnie dochodzą. Nie wiem, czy to prawda. Mówię tylko o tym, co mówią ci ludzie. Nie ma czegoś gorszego, żeby się bać, że ktoś kogoś wyrzuci, ktoś kogoś coś tam, już nie daj Boże, zniszczy, jak słyszę jakieś określenia. No przecież to jest haniebne. We wspólnym projekcie są emocje. Zawsze są frakcje. Natomiast personalizacja, zastraszanie, to nie jest coś, co akceptuję. Ja się na to nie zgadzam. Nigdy się na to nie zgodzę, żeby ktoś się bał. Bo wszystko można wyjaśnić. I dlatego też te osoby przekonały mnie do tego, żeby rozważyć możliwość startu w wyborach. Ja po namyśle i po rozmowie ze swoją grupą, swoim otoczeniem najbliższym politycznym, uznałem, że dam się zweryfikować i zaproponować nową jakość koncyliacyjną. Uważam, że mam takie spozycjonowanie, które umożliwi mi partnerską relację z podmiotowością dla wszystkich partnerów tej sceny politycznej, czy też wymiany, która oczywiście musi być w oparciu o dialog, dialog prawdziwy. Zagwarantuje wypracowywanie kompromisów zarówno z Urzędem Marszałkowskim, gdzie wiadomo jest koalicja 15 października, ale również z miastem.

Reklama

Gdzie też jest koalicja 15 października.

To prawda, natomiast mam takie poczucie, że warto by było zmienić to, co się zdarzyło między innymi przez postać przewodniczącego, mówię tutaj o Michale. Przecież dla niego drzwi są zamknięte, zarówno w mieście, jak i w Urzędzie Marszałkowskim. Myślę, że to jest wynikiem wielu nieporozumień. KO wprowadziła dwudziestu paru radnych miejskich i jej siła sprawcza jest, bo my popieramy Jacka Sutryka, żeby to wybrzmiało. I wbrew temu, co niektórzy twierdzą, że tutaj ktoś chciałby tej koalicji zaszkodzić albo żeby powodować kolejne zamieszanie na tej scenie wrocławskiej związanej z jakimkolwiek działaniem referendalnym, no to nie ze mną. To chcę powiedzieć jasno. Są scenariusze, które będą pisane przez życie i trzeba się po prostu do nich dostosować. One muszą być oparte o sprawiedliwy system prawny i każdy inny, bo wiemy, o czym mówimy. Ale jestem przekonany, że tutaj jest nam potrzebna współpraca, potrzeba dialogu i dbanie o sprawy mieszkańców Wrocławia, a nie zajmowanie się taką partyjną polityką.

Reklama

No dobrze, ale jak Pan otworzy te drzwi do Ratusza, to co Pan będzie chciał załatwić?

Po pierwsze, wsłuchiwanie się w głosy radnych Koalicji Obywatelskiej. Mamy Koalicję Obywatelską popierającą jasno Sutryka, to z czym się absolutnie zgadzam. Ale mam takie poczucie, że poprzez te emocje, które zostały przez te ostatnie lata zbudowane, nie ma tam współpracy o charakterze rozstrzygania istotnych spraw, podejmowania takich uchwał, które będą w kohabitacji, w porozumieniu z prezydentem z bezpośrednich wyborów. I nie chcę powiedzieć, że czujemy, że jesteśmy marginalizowani, bo to nie o to chodzi. Bo jednak mamy do czynienia z stabilną sytuacją. Mam nadzieję, że ona się potwierdzi zarówno w układzie najbliższych głosowań dotyczących absolutorium czy kwestii budżetowych w kolejnych latach. Do wyborów zostały trzy lata. To trzeba uporządkować i w zgodzie, która sprzyja rozwojowi tego miasta, mojego rodzinnego miasta, doprowadzić do załatwiania pilnych spraw, ale w porozumieniu, a nie w przepychaniu.

Reklama

Czuję niedosyt, więc będę pytał dalej. To czego Michał Jaros z prezydentem Jaskiem Sutrykiem nie załatwił?

No przede wszystkim to była i jest sytuacja konfliktowa. Jeśli jest konflikt, to niczego zdrowego z konfliktu takiego nie wynika. Michał miał swoje aspiracje. Mówię tutaj o jego prezydenturze. Nie ustał z różnych względów. Wygrał Jacek Sutryk w bezpośrednich demokratycznych wyborach. Jest prezydentem tego miasta. Wszystko wskazuje na to, że będzie do końca kadencji. Jeśli nie zostanie zmienione prawo, to jest jego ostatnia kadencja. I ta konfrontacyjna polityka ze strony Michała Jarosła doprowadziła do takich emocji, które nie sprzyjają rozwojowi miasta. Przez personalne klimaty, bo tak to odczytuję, wzajemne, przepraszam, ale straszenie się. Niestety ze strony bardziej przewodniczącego Jarosa, że coś się zdarzy z tym miastem, że on nie pójdzie na to, że będzie uczestniczył w jakimś projekcie też odwoławczym. Powoduje to, że jest usztywnienie relacji, które nie służy, jeszcze raz powtórzę, rozwojowi miasta.

Reklama

A czy będzie Pan rozmawiał z prezydentem o zmianach personalnych na stanowiskach wiceprezydentów?

Jeśli zostanę wybrany i ten dzisiejszy scenariusz zostanie doprowadzony do końca, który rozstrzygnie się 8 marca, to oczywiście będziemy rozmawiać o wszystkim. Natomiast ja już to powiedziałem w jednym z wywiadów, że długopis w tym zakresie ma prezydent Jacek Sutryk. Jeśli ktoś mnie pyta, czy pani Renata Granowska powinna być dalej wiceprezydentem, to ja odpowiadam, to jest decyzja Jacka Sutryka, bo jest prezydentem, on dobiera sobie współpracowników. My możemy o tym rozmawiać zawsze, ale w spokojnej rozmowie, przedstawiając, czy też opierając się tylko o argumenty, czy o podpisane porozumienia, jeśli są, bo różnie o tym mówią, ja ich nie widziałem. Więc czekam na ten moment, kiedy nowy przewodniczący struktur wrocławskich w porozumieniu z przewodniczącą regionu, mam taką nadzieję, panią marszałek Moniką Wielichowską, będziemy mogli taką dyskusję też podjąć.

Reklama

Gdy nastąpią kolejne wybory prezydenta Wrocławia, wcześniejsze czy w normalnym terminie,  to ma Pan już kandydata, który powinien wystartować?

Po pierwsze, patrząc na ten obrót spraw, powtórzę - życzę Jackowi Sutrykowi jak najlepiej i myślę, że ta kadencja zostanie przez niego dokończona. Jestem przekonany o tym. To po pierwsze. Po drugie, przyszłym prezydentem Wrocławia będzie kandydatka, kandydat Koalicji Obywatelskiej. Wyłonimy najlepszą kandydaturę. Oczywiście możemy mówić o tym, że pojawi się jak to zwykle silny kandydat obywatelski.
Natomiast sądzę, że jednak szyldy partyjne w takich dużych miastach są rozstrzygające i to będzie kandydatka, kandydat Koalicji Obywatelskiej.

Reklama

Czy jest możliwe, że będzie to Grzegorz Schetyna, z którym Pan współpracuje od zawsze?

To prawda. Niektórzy mówią, że mi to szkodzi. Ja uważam, że w polityce liczą się wartości. Mogę się nie zgadzać z Grzegorzem Schetyną w wielu miejscach, ale to jest ktoś, z kim współpracuje dwadzieścia parę lat.
Popełniliśmy wiele błędów. Naprawialiśmy je. Jednym z błędów, jeśli mogę powiedzieć, było przywrócenie pana Michała Jarosa.

Nie może Pan oderwać się od tej postaci. To musze spytać dlaczego?

Ponieważ nas okłamał, oszukał, mówiąc wprost. Mówił co innego, jak go przyjmowaliśmy z powrotem, a potem zrobił swoje nieelegancko. Umawialiśmy się na coś innego i mogę tą rozmowę odtworzyć.

Reklama

Ale czego nie zrobił?

Nie ustał, że tak powiem, z punktu widzenia ustaleń, które poczyniliśmy doceniając jego pracowitość, bo Michał jest pracowity. Dużo czasu poświęca na budowę nowych projektów. Natomiast nie ma formatu, który w moim przekonaniu desygnowałby go do roli wysokich funkcji. To, że jest dzisiaj sekretarzem stanu, to jest wysoka funkcja i życzę mu też jak najlepiej, żeby był tam jak najdłużej. Ja przez osiem lat byłem sekretarzem stanu. Wiem, że to jest ciężka praca. Natomiast powtarzam, że umawialiśmy się na coś innego. Michał wtedy zapewniał, że wszystko zrozumiał. Dziękował za daną mu szansę. Nazywał się Schetynowcem w tej rozmowie.
Jeśli ktoś nie dowozi, nie dotrzymuje słowa, to ja daję się oszukać tylko raz.

Reklama

Tylko proszę powiedzieć w jakiej sprawie?

Mówiliśmy mu wtedy, że z racji doświadczenia życiowego, politycznego, spozycjonowania Grzegorz Schetyna, były pełniący obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, były wicepremier, szef MSWiA, były minister spraw zagranicznych, były marszałek Sejmu powinien być desygnowany jako kandydat na szefa regionu, żeby nie robić mu sztucznej konkurencji. Oczywiście to są demokratyczne wybory, ale umówiliśmy się na coś innego. Michał miał prawo wystartować i wygrał.

Mówimy o poprzednich wyborach jeszcze w Platformie Obywatelskiej?

Oczywiście, o wyborach sprzed czterech lat. Mieliśmy inne ustalenia wcześniej, które potem zostały złamane.
Jeśli ktoś nie dotrzymuje ustaleń, to znaczy, że jest nierzetelny. A jeśli ktoś jest nierzetelny, to pokazuje dzisiejsza perspektywa, która jest trudna dla Michała, to wreszcie zaczyna mieć kłopoty. Ja nie twierdzę, że on nie ma szans na ponowny wybór na szefa regionu. Natomiast wydaje się, patrząc po odczuciach i patrząc po tym, co się dzieje w regionie i w mieście, to jest duże wyzwanie dla niego. Myślę, że rozstrzygnięcia personalne będą niekorzystne dla niego. Kończąc, czuję się oszukany, jeśli chodzi o ustalenia, które były, kiedy Michała przywracaliśmy, bo sam odszedł do Nowoczesnej. Daliśmy mu trzecie miejsce na liście do Sejmu, jako ci, którzy mieli wtedy głos decydujący i zrobiliśmy go sekretarzem regionu, po to, żeby pracował dla dobra Platforma. Jeśli ja dzisiaj słyszę, że kiedyś to było tysiąc członków Platformy, a teraz jest trzy tysiące, to ja pytam, co wtedy robił sekretarz regionu w tym czasie, skoro nie budował struktur. To jest głównie rola sekretarza regionu. Jakoś się wtedy nie udało, potem się nagle udało, jak już się zbudował swoją perspektywę.

Dobrze. Proszę mi powiedzieć, ponieważ mamy już jednego wyrazistego antybohatera, ale czy w partii tylko jest ten jeden podział? Przecież na szefa wrocławskich struktur startuje aż siedmiu kandydatów. Czyli czy tych podziałów jest więcej?

Ja myślę, że w tym wypadku pierwszy podział, to jest dawna Nowoczesna - dawna Platforma. Mamy teraz Koalicję Obywatelską i to jest dobry projekt. Jak widać po sondażach. Ambicje są po każdej stronie. To jest pierwszy podział. Drugi to jest podział na jarosowców i resztę. Na pewno w tej pierwszej jest pan Graszewicz. Sądzę, że się wycofa albo już wycofał. Czyli zostanie Michał, zostanie najprawdopodobniej pan Bryłka i pan Grabarek, jeśli się nie porozumieją. A chyba się porozumieli, ale wszyscy noszą buławę w plecaku, każdy chciałby być jedynką, więc ktoś musi zrezygnować. No i po trzecie, trwa proces, żeby wyłonić jednego kandydata stricte platformianego. Z tej strony jest pan Robert Leszczyński i jestem ja. Jest oczywiście pan Łukasz Kropski, burmistrz Siechnic, który tak chce zamanifestować to, że widzi potrzebę podziału naszej struktury na Wrocław i powiat ziemski i ja się tym zgadzam, bo niech się budują i niech się samorządzą w swoich poszczególnych okręgach.  Ja już kiedyś chciałem to przeprowadzić, ale z różnych względów wtedy to nie poszło. Uważam, że to jest niezbędne i to jest proces, który musimy rozpocząć zaraz po wyborach.

Reasumując uważa pan, że 8 marca będzie tylko trzech kandydatów?

Jest to bardzo prawdopodobne.

A co będzie z Koalicją Obywatelską, gdy załóżmy  tylko we Wrocławiu wygra Michał Jaros?

No to mamy wtedy niestety nadal kłopot. Ja sądzę, że nowa przewodnicząca Monika Wielichowska uszanuje rozstrzygnięcia wyborcze, że nie będzie w tym zakresie niepotrzebnych rozgrywek. Bo to jest coś, co jest stabilne i te trzy lata powinniśmy dociągnąć, ale na pewno w dyskusji, być może przy jakichś zmianach personalnych, które się zdarzają w życiu i w urzędach i w polityce. Ale jeśli będzie Michał Jaros, no to przy jego ambicjach również prezydenckich,  to zacznie się ponowne uderzanie w ratusz, co nie będzie sprzyjało rozwojowi miasta i dobrej atmosferze. A ja bym chciał tego uniknąć. Michał na pewno będzie miał dalej aspiracje prezydenckie, bo to jest marzenie jego życia.

A jak Michał Jaros wygra i tu, i tu, widzi Pan swoje miejsce w partii?

Jasne, ja mam koło, jestem przewodniczącym koła Psie Pole Północ. Będę realizował zadania, inaczej, będę realizował taką płaszczyznę dyskusyjną o polityce, o mieście, o regionie, właśnie na poziomie koła. Ja się nigdzie nie wybieram.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/03/2026 19:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości