Bogdan Zdrojewski orzekł, że wesprze w wyborach na szefa regionu KO Monikę Wielichowską, ponieważ jest przeciwny łączeniu funkcji partyjnych z rządowymi, a wiceministrem przecież jest Michał Jaros. Tylko okazuje się, iż jego kandydatka też ma ten kłopot. Nawet podczas obecnej kampanii wyborczej wicemarszałek Sejmu musiała na chwilę pojechać do Kijowa, a w terenie czekają. Natomiast w samym Wrocławiu niektórzy kandydaci dostają coraz ciekawsze propozycję intratnych stanowisk, choć wydawało im się, że teraz ma być inaczej.
- Szczerze? To już poważanie myślę, czy by się nie wycofać – przekazał nam jeden z kandydatów zgłoszonych na szefa wrocławskich struktur Koalicji Obywatelskiej. – Na cholerę mi to było. Mieliśmy gadać o programie, zasadach, a ja już otrzymałem propozycję objęcie funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej. Jak się nie zgodziłem, to podniesiono stawkę i usłyszałem, że mogę być też przewodniczącym. Tylko, że ja nie chcę. Ciekawe, czy ktoś już ma obiecany fotel prezydenta Wrocławia?
Inny kandydat znowu skarży się, że był ze strony centrali duży opór przy zakładaniu lub powiększaniu kół. - A przecież taką modę na pompowanie kół wprowadził Michał Jaros i dzięki temu kilka lat temu odniósł sukces w wyborach na szefa regionu. Jemu Kierwiński pozwalał, a nam nie. Słabe to – stwierdził.
Przypomnijmy, że w piątek zarejestrowało się siedmiu kandydatów: Krzysztof Bryłka, Jarosław Duda-Latoszewski, Tadeusz Grabarek, Maurycy Graszewicz, Michał Jaros, Łukasz Kropski i Robert Leszczyński. Do czasu wyborów lista ta może się zmniejszyć do dwóch, trzech nazwisk.
Pewnym zaskoczeniem jest to, że w partii, która jak mantrę odmienia słowo „parytet” i każdy działacz ma wyuczone, że należy mówić: Polki i Polacy, Wrocławianki i Wrocławianie, Dolnoślązaczki i Dolnoślązacy, nie znalazła się ani jedna kobieta, która mogłaby sprawować tę funkcję? Czyżby Jolancie Niezgodzkiej, czołowej feministce w lokalnych strukturach KO, wbrew pozorom, też pasował model patriarchalny…
I choć wybory zostały sprowadzone do karuzeli stanowisk, odważnie swój program zaprezentował Robert Leszczyński, obecny szef klubu KO w Radzie Miejskiej, stawiając dość odważne postulaty dotyczące nie tylko życia samej partii.
- Wyborów parlamentarnych nie wygrywa się entuzjazmem w ostatnich tygodniach. Wygrywa się je strukturą, danymi, logistyką i dyscypliną. Dlatego chcę połączyć Wrocław i powiat w jeden organizm wyborczy oraz wprowadzić wspólną strategię działania – zadeklarował Leszczyński.
Czyżby radny nie zauważył, że w wyborach do Sejmu jest już tak od jakiegoś czasu? W partii zresztą też, bo jak sam deklaruje: „Dlatego kandyduję na Przewodniczącego miasta Wrocławia i Powiatu Wrocławskiego Koalicji Obywatelskiej”.
Bo, że chce łączyć, a nie dzielić, to tak mają wszyscy kandydaci zarówno w mieście jak i w regionie, co po raz kolejny potwierdziła wicemarszałek Sejmu. Problem jej polega na tym, że może dość słabo wyglądać jej to „łączenie”, gdyż na to trzeba mieć czas, a już w samej kampanii wygląda to średnio, o czym czytamy w mediach: „Monika Wielichowska nie znalazła czasu na rozmowę z "Wyborczą" w cztery oczy, na pytania odpowiedziała online”. Czy wobec powyższego wiarygodnie brzmią takie słowa z tej „zdalnej” rozmowy:
„Polityka generuje emocje, ale moją rolą jako liderki jest je wyciszać, a nie podsycać. Konflikty wygasza się konsekwentną współpracą, rozmową twarzą w twarz i przypominaniem, że naszym wspólnym celem są wygrane wybory w 2027 r. i skuteczne rządzenie, a nie wewnętrzne wojenki i wojny, z których cieszą się tylko ekstremiści”.
Wicemarszałek Monika Wielichowska w Kijowie, wiceminister Michał Jaros w Łodzi, choć będąc w resorcie ukochał Tajwan, a Koalicja Obywatelska, którą chcą rządzić, na Dolnym Śląsku. Taki oto dylemat mają działacze tej partii.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze