Za kilka dni pierwszy dzwonek i ciekawe czy we wrocławskich szkołach będą jeszcze uczyć niemieckiego? Bo, w ramach walki z „germanizacją” miasta, gang Olsena z PiS to skutecznie oprotestuje? Choć wydaje się, że już dostał zadyszki. Wakacje na pewno politycznie nie były nudne, ale coraz częściej widać, że politycy liczą, iż słońce wypaliło nam mózgi. Że nie pamiętamy jakim pomysłom jeszcze niedawno przyklaskiwali i , niczym hrabina Żwirska, udają naiwnie : „Przepraszam, czy ja byłam z pieskiem, czy bez pieska?”. No i hitem ostatnich dni było podsumowanie rady gabinetowej przez pewną podwrocławską posłankę PO: „Dużo łatwiej zostać prezydentem niż usiąść do jednego stolika z inteligencją…”. Błyskawicznie doczekała się riposty: „Czy mówi to Pani na podstawie swoich rozmów z thermomixem?”.
Już sobie kiedyś obiecywałem, że pod koniec wakacji nie idę na żadne towarzyskie spotkanie. Znów tylko to narzekanie: ja nie chcę do szkoły!!! I nie pomaga śpiewanie: „Witaj szkoło! Witaj nasza dobra szkoło !/ Przyjmij nas radośnie, miło i wesoło./ Bo wracamy wypoczęci i szczęśliwi./ Mamy mnóstwo dobrych chęci, wiele siły…”.
Weźmie się takie ciało pedagogiczne lekko nabąbluje i marudzi. Ale też co się ciału dziwić. Ono nie wie czego ma tych dzieciaków uczyć. Po każdych wakacjach zmiany w programie, nowe wytyczne, nowe przedmioty, nowe książki… Ono nawet nie wie, czy już może zadawać do domu czy jeszcze nie, ponieważ resort czeka na jakieś wyniki badań i wtedy podejmie decyzje. Ciało się nie martwi, za rok będzie jeszcze gorzej. Jak donoszą dobrze poinformowani: „Najbardziej rewolucyjne zmiany w szkole mają wejść w życie jednak od września 2026 r. Wtedy w szkołach zostanie wprowadzona uproszczona i spójna podstawa programowa, a większy nacisk zostanie postawiony na zajęcia praktyczne i projektowe. Reforma zakłada także nowy system oceniania, bardziej wspierające działania psychologiczne oraz zmniejszenie przeciążenia uczniów”.
Zanosi się, że za rok to uczeń będzie zadawał nauczycielowi. A moje zaprzyjaźnione ciała pedagogiczne poproszą o azyl w hurtowni napojów powszechnie uważanych za bardzo szkodliwe.
Ciało już nawet nie pyta jakim cudem przy restrukturyzacji rządu przetrwała minister, zwana przez część ministerką, Barbara Nowacka. Ciało bowiem usłyszało od jednego z posłów koalicji rządzącej, że ma połączyć kropki i wszystko mu się wyjaśni.
Tak przy okazji, pamiętają Państwo jak to było? Faktycznie, poseł Polski 2050 Sławomir Ćwik, został zapytany w telewizji o brak zmiany w tym resorcie odpowiedział tajemniczo: „Każdy, kto łączy kropki, wie, dlaczego została. Każdy, kto interesuje się polityką, niech połączy kropki”. I nic ponadto. Ale został zaatakowany. I to obrońcy Nowackiej tak naprawdę ujawnili sugestie, że ministerka rzekomo z panem premierem wymienia się znaczkami przy zgaszonym świetle…
A wracając do moich zaprzyjaźnionych ciał pedagogicznych. Jedno z nich przy rozstaniu zapytało: Stary, a ja to mogę jeszcze mówić na lekcji, że Wrocław kiedyś nazywał się Breslau? Bo i tu już chyba się gubię po tej całej zadymie, ale wytycznych nie dostaliśmy…
To niewątpliwie nawiązanie do wakacyjnej awantury dwóch działaczy PiS – posła Pawła Hreniaka i radnego Łukasza Kasztelowicza. Ogromnie się oburzyli, gdy konserwator zabytków wspomniał o ewentualnym przywróceniu na odnowionym moście Grunwaldzkim starego napisu „Kaiser Brucke”. Zaczęli wykrzykiwać i pisać apele: stop germanizacji Wrocławia! I jakoś ucichli. To „skuteczność” trochę w ich stylu, przez to niektórzy w ich macierzystej partii mówią, że to nasz gang Olsena… Uciszył się też inny działacz PiS – radny Andrzej Kilijanek, który ogłosił, że między innymi, chyba z powodu działalności owego gangu, nosi się z zamiarem opuszczenia klubu Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miejskiej Wrocławia. W czwartek sprawdzałem na stronie Rady i nadal widnieje w składzie swojego starego klubu. Czyli kolejny idący tropem Kubusia Puchatka, co tylko zmienił zamiar?
U konkurencji równie wesoło. Jak Państwo odnotowali w Pałacu Prezydenckim odbyła się rada gabinetowa, czyli takie spotkanie, na którym rząd informuje prezydenta co robi i co zrobił. Wszyscy jednak czekali tylko na to spotkanie w jednym celu: kto komu mocniej przywali. I jaki był wynik? Taki mniej więcej jak kiedyś w meczach bokserskich Polska- NRD. Wszystko zależało, której strony relacje się słuchało, a zawodnicy mówili, że przecież to był mecz przyjaźni...
Ale kabaretowym hitem w tych tysiącach ocen było wystąpienie, mało komu znanej posłanki PO spod Wrocławia, Anny Sobolak: - Dużo łatwiej zostać prezydentem niż usiąść do jednego stolika z inteligencją – orzekła pani poseł.
Ktoś zapytał, czy aby pani poseł nie skończyła lektury słownika wyrazów obcych na literze „ę” i czy jej słowo „inteligencja” nie pomyliło się z wyrazem „indolencja”. Inna riposta brzmiała tak: „Czy mówi to Pani na podstawie swoich rozmów z thermomixem?”.
Przypomnijmy tylko, że Anna Sobolak do Sejmu dostała się z wynikiem 7675 głosów. Na ogół jest to liczba głosów, którą zdobywa się startując do rady gminy. Wcześniejsze osiągnięcia pani Sobolak to 702 w wyborach do rady powiatu, więc wie co mówi, wypowiadając się o łatwości wygrywania wyborów. A tak przy okazji, to nie wydaje się Państwu, że przy najbliższej reformie ordynacji wyborczej nie warto określić jakiegoś minimum liczby głosów, by reprezentować naród w Parlamencie? Siedem tysięcy głosów…
Pani poseł ideologicznie ostatnio bardzo zbliżyła się do Romana Giertycha i wspierała jego teorie o konieczności przeliczania głosów, a może i innych tajemniczych siłach, które spowodowały wygraną Karola Nawrockiego. W ogóle w PO istnieje takie niemałe wcale grono, które chwilami, czasami bardziej mentalnie, przypomina ten hardcorowy PiS niż liberalną PO. Ale co się dziwić, wystarczy po raz kolejny przypomnieć przeszłość Romana Giertycha i czas, gdy był na czele radykalnej prawicy i blisko współpracował z Jarosławem Kaczyńskim. Dopóki ten nie zrobił go w konia.
Zresztą ten wątek lekkiej sympatii do Prawa i Sprawiedliwości pojawia się u dość znaczących polityków PO. Przy okazji weta Karola Nawrockiego w sprawie pomocy Ukraińcom, przebywającym w Polsce, europoseł Bogdan Zdrojewski napisał:
„Solidarność wobec Ukrainy była naszym obowiązkiem moralnym i strategicznym. PiS to rozumiał, tworząc ramy ochrony dla uchodźców wojennych. Weto Nawrockiego te ramy burzy. To cios w fundamenty naszej polityki wschodniej i bezpieczeństwa”.
Naprawdę. W sprawie odezwała się wspomniana Anna Sobolak:
„Nawrocki z wetem wobec pomocy Ukraińcom. To już nie tylko polityczna krótkowzroczność, to prezent dla Putina”.
Czyli rozumiem, że pani poseł spod Wrocławia i Bogdan Zdrojewski też wspierali Putina, popierając gorąco jako kandydata na prezydenta RP Rafała Trzaskowskiego. Miliony razy bowiem przypomniano, że prezydent Warszawy zamierzał , po wygranej, zrobić dokładnie to samo co Karol Nawrocki. A Trzaskowskiego w tych planach wspierał, zapewne znany wrocławskiej Platformie, Donald Tusk. Możemy się domyślać, że mogła to być deklaracja w stylu „co szkodzi obiecać”, ale może czas najwyższy wreszcie zrozumieć, że naród będzie to pamiętać.
I zastanawiając się cały czas ile PiS-u jest w Platformie i na odwrót, może naród wreszcie zrobi to co ostatnio w Zabrzu. Gdzie podczas kolejnych wyborów prezydenta miasta, po odwołaniu w referendum poprzedniego z PO, wreszcie wyborcy znaleźli właściwą trzecią drogę. Która biegnie z dala od tras wyznaczonych przez Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. I wcale nie była to Konfederacja, która nadal nie wie co począć z kapitałem zebranym podczas wyborów prezydenckich.
Bo wbrew sugestiom podekscytowanych aktywistów, że Zabrze to wskazówka dla innych miast jak zmienić upartyjnione władze, warto sobie uzmysłowić, że to wskazówka przed wszystkim dla Polski. Jak by górnolotnie to nie zabrzmiało.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze