Koniec z wyborami i zepsutą demokracją. Teraz będą nami rządzić celebryci, którzy do władzy dostaną się dzięki liczbie polubień w mediach społecznościowych. Początek już mamy. W Sejmie ustawą o ochronie zwierząt zajmowała się pani Doda, niedawno skazana za szantaż i zastraszanie. A także perfekcyjna pani domu – bez wyroku. Natomiast we Wrocławiu dawni pracownicy pierwszego prezydenta miasta-celebryty Rafała Dutkiewicza rozpoczęli powolną akcję pozyskania dla swego szefa tytułu honorowego obywatela miasta. Choć nie bardzo wiedzą za co. Ale przecież Bogdan Zdrojewski dostał, więc jak to… Czy w kolejce też stoi Izabela Bodnar?
Do Sejmu panią Dodę zaprosiła podobno lewicowa posłanka Katarzyna Piekarska, choć radny Robert Suligowski uważa inaczej – o tym trochę później, która o prawa zwierząt walczy od lat. Raczej z marnym skutkiem. Doszła do wniosku, że jak może weźmie do pomocy kobietę z wyrokiem za szantaż i zastraszanie, to posłowie się zlękną i wszystko zrozumieją. A działo się podczas posiedzenia Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej ds. Ochrony Zwierząt i było to pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz ustawy o materiałach wybuchowych przeznaczonych do użytku cywilnego. Faktycznie, pani Doda pokrzyczała, powrzeszczała i gdy niektórzy zasugerowali, że po prostu robi sobie kolejną akcję promocyjną, to się normalnie zdenerwowała takimi słowami:
Kochani, jak chcecie mnie obrażać i podawać w wątpliwość to, co robię od dwóch tygodni, że niby moje intencje są obrzydliwe i okrutne, obrażajcie mnie w bardziej pomysłowy sposób. Wyciągacie rzeczy sprzed dekady, że komuś w mordę dałam. Naprawdę żałuję tylko, że nie dałam mocniej w niektórych przypadkach. Ja też mam swoje nerwy. Jak będziecie mnie tak obrażać, nękać i nachodzić, to po prostu pie***ę to wszystko i pojadę na wakacje, jak 99 proc. gwiazd. Zaznaczam, że psów nie obchodzi, kto im pomaga.
W stu procentach się z panią Dodą zgadzam. Psów to nie obchodzi i nie zamierzam podważać zaangażowania piosenkarki. Niech ratuje i pomaga ile się da.
Rzecz dotyczy zupełnie innej kwestii. Zawsze mi się wydawało, że Sejm czy Senat to taki organ, w którym zasiadają ludzie wybrani, którzy wiedzą czym się zajmują. Jak mają wątpliwości, to wzywają specjalistów, w tym przypadku na przykład doświadczonych weterynarzy, behawiorystów czy uznanych speców od ratowania zwierząt.
Choć tym ostatnim też się dostało na tej komisji od pani Dody, która niedawno odkryła jedną aferą z tym związaną. Ale już wie:
Całe nasze społeczeństwo nie miało o tym pojęcia. Nikt nie miał pojęcia. Ja nie miałam świadomości, że schroniska dostają z naszych pieniędzy od miliona do 2 milionów złotych rocznie, 2500 w górę za odłowienie każdego zwierzęcia. Biorą sobie zwierzę, wyrzucają i później znów odławiają. (…) Gdyby zwierzęta były czipowane i masowo kastrowane, a następnie wydawane do adopcji, nie mielibyśmy tego problemu schronisk.
Są patologie. Jak wszędzie. Ale ciekawe jak po tym wystąpieniu czuły się rzesze ludzi pracujących choćby we wrocławskim schronisku z ul. Ślazowej? Nikt tej pani nie powiedział, że normalne schroniska tak robią już od lat? Na przykład wrocławski radny Robert Suligowski, który zapałał nagłym uczuciem do byłej żony obecnego męża Perfekcyjnej Pani Domu – Małgorzaty Rozenek-Majdan i jak zwykle chwaląc swoją guru (przepraszam, gurkę czy może gurowinę) posłankę Małgorzatę Tracz napisał taką laudację: „Małgorzata Tracz od dawna inspiruje umiejętnością budowania nieoczywistych sojuszy w oczywistych sprawach, które z nieoczywistych powodów są niezałatwione. Dowiozła futra, dowiezie i fajerwerki. Przy okazji zyskując takie sojuszniczki jak P. Dodę, która poza swoim życiem scenicznym jest empatyczną kobietą, troszczącą się o los zwierząt”. Tylko w takim razie rodzi się pytanie, czy my w Sejmie potrzebujemy jeszcze panią Tracz, co z trudem cokolwiek dowozi, czy panią Dodę...
I może panią Dodę Donald Tusk wciągnie też do rządu? Jak taka ma być skuteczna, to może powstrzyma prezydenta Karola Nawrockiego od wetowania ustaw? Zwłaszcza, że premier ma już jakieś doświadczenie z powoływaniem się na ludzi z wyrokiem. Choćby w ostatniej kampanii prezydenckiej, gdy jako autorytet przywoływał niejakiego patopcelebrytę Jacka Murańskiego. Ten trend się nasila…
Choć ja osobiście nadal uważam, że są jakieś granice. I może już w lekkim odosobnieniu pozwolę sobie ich nie przekraczać. Nie bez powodu Grabaż z Pidżamy Porno w piosence „Twoja generacja” od lat wyśpiewuje:
Nie wyjdę dziś z Tobą, baby, na techno
Nie pójdę z Tobą pod rękę po molo
Nigdy w życiu nie pokocham dziewczyny
Która słucha disco polo
Pierwszym prezydentem ery disco polo był niewątpliwie Aleksander Kwaśniewski, który na scenie wyginał się w piosence wyborczej z zespołem Top One. Ale w samorządzie ten zaszczyt przypada chyba byłemu prezydentowi Wrocławia, który jako pierwszy na lokalnym gruncie zrozumiał, dzięki współpracownikom, potrzebę lansowania się. Nie swojego miasta, którym rządzi, ale swojej osoby. W przestrzeni publicznej już w pierwszej jego kadencji zaczęło pojawiać się na przykład nie Wrocław zaprasza, ale Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia zaprasza… Myślę, że gdybyśmy doczekali piątej kadencji prezydenta, który rządził miastem od 2002 do 2018 roku, to moglibyśmy zapewne niejednokrotnie usłyszeć pluralis maiestatis: My, Rafał Dutkiewicz, z Bożej Łaski Król Wrocławia, wielki książę Psiego Pola, władca Pawłowic… Tak, przerysowuję, ale tylko po to aby pokazać trend.
W każdym razie, gdy już właściwie Wrocławianie zaczęli zapominać o poprzedniku Jacka Sutryka, bo kariery nigdzie nie zrobił, jego dawni pracownicy zaczęli po cichutku podsuwać pomysł, że może ich szef powinien zostać uhonorowany tytułem Civitate Wratislaviensi Donatus. Przy ich niedawnej gigantomanii trzeba się cieszyć, że nie poszli w kierunku wymiany na cokole, przed ratuszem, figury Aleksandra Fredry na Rafała Franciszka Dutkiewicza. W lipcu minie 70 lat jak hrabia tam siedzi, to chyba mu wystarczy. Ale tego jeszcze akurat byli pracownicy byłego prezydenta nie artykułują.
A dlaczego miałby dostać ten tytuł? Zazdrość? Od lat trwa rywalizacja „na zasługi” Dutkiewicza z jego poprzednikiem (pomijamy tu epizod z udziałem Stanisława Huskowskiego) Bogdanem Zdrojewskim, który w ten sposób został uhonorowany w 2013 roku. Też uważam, że stanowczo przedwcześnie, ale jednak stało się.
Natomiast co takiego Rafał Dutkiewicz zrobił dla miasta, by go w ten czy inny sposób uczcić? Kilka lat temu zapytałem o to, choć nie w kontekście tej nagrody, jednego z jego najbliższych współpracowników. I usłyszałem: choćby obniżenie bezrobocia w mieście. Ok, faktycznie pojawili w tym czasie nowi pracodawcy, ale tu trudno w sposób klarowny tylko jednej stronie przypisać zasługi.
Problem w tym, że ów współpracownik nie potrafił za bardzo wymieniać dalej. I bez jego pomocy trzeba przyznać, że miasto się zmieniało. Trudno, żeby nie, gdy rządzi się 16 lat i zaczyna płynąć kasa z Unii, bo to był ten czas. Owszem było piłkarskie EURO 2012 we Wrocławiu, tylko że Rafał Dutkiewicz ma tu najmniejsze zasługi, bo wszyscy wiedzą, że gdyby w tym czasie nie było Grzegorza Schetyny w rządzie, to mecze rozgrywano by w zupełnie innym mieście. A wtedy o wiele dłużej byśmy poczekali na AOW i most Rędziński. Naprawdę to był cud, bo mało kto już pamięta, ale w tamtych latach Dutkiewicz prowadził dość ostrą wojnę z PO, która akurat rządziła w kraju. Wygrał patriotyzm lokalny, choć zapewne nie tylko, Grzegorza Schetyny.
Były też inne imprezy, ale ich znaczenie jest raczej iluzoryczne. Nikt już o nich nie pamięta, poza tymi, którzy trochę się przy nich pożywili. Prezydent Dutkiewicz nie miał też na przykład żadnej klarownej koncepcji rozwoju komunikacji miejskiej. Tylko, gdy nagle zagroziło mu, że w wyborach może przegrać z kandydatką PiS, to w panice wymyślił bzdurne referendum „czy chcemy metro”. Oszołomieni Wrocławianie odpowiedzieli, że raczej nie chcą, bo właściwie nie wiedzieli co to by miało być. A Rafał Dutkiewicz, gdy jednak wygrał wybory, orzekł, że ludzie nie chcą, to nie będzie nic w tym kierunku robił.
A potem coraz bliżej ratusza zaczęła się pojawiać prokuratura. Trzeba było błyskawicznie zwolnić zastępcę, który w tym czasie wydawał się najbliższym współpracownikiem prezydenta, a za blisko „zaprzyjaźnił” się z biznesem. Usłyszał już wyrok. W innej sprawie, w wyborach do senatu z 2011 roku, działacze KWW „Rafał Dutkiewicz" zostali oskarżeni o to, że w związku z prowadzoną kampanią wyborczą między innymi przyjęli tzw. korzyści majątkowe o charakterze niepieniężnym. Też zapadły wyroki. I co szef o tych sprawach nie wiedział? Jak nie wiedział, to chyba też dobrze nie świadczy.
No i jeszcze tajemniczy wypadek, gdy Rafał Dutkiewicz wjechał pod tramwaj. Oczywiście ucierpiał dość mocno, ale jego wyjaśnienia do dziś wielu zastanawiają. Gwoli przypomnienia, Rafał Dutkiewicz skręcał z Ostrowa Tumskiego w ul. Św. Jadwigi. Jadący do pracy prezydent nie ustąpił pierwszeństwa i jego samochód służbowy został uderzony w bok przez tramwaj.
Jakie rodziły się wątpliwości? Przez Ostrów Tumski nie wolno jeździć. Prezydent sam prowadził. I to tłumaczenie: nie jeździ tędy, ale tym razem, było po 6 rano, postanowił odwiedzić spontanicznie kardynała Gulbinowicza.
Mają Państwo takich przyjaciół, których by Państwo odważyli się spontanicznie odwiedzić o tej porze? Ja nawet, jeśli wstanę tak rano, to „frunę” obok żony, by nie wyniknął z tego jakiś nieprzewidywalny spontan. Nawet moje psy sobie nie życzą, by zakłócać ich mir legowiskowy i gdy raz zaproponowałem im o tej porze spacer, to udawały, że „są umarnięte”, a jedna podniesiona powieka zasugerowała, iż odwieczne miejsce smyczy jest na wieszaku.
Gdy tak człowiek obserwuje ten pośpiech w honorowaniu jeszcze niedawno aktywnych urzędników, to zastanawia się, czy aby sama po tytuł nie powinna zgłosić się też posłanka Izabela Bodnar. A jak wiadomo pani poseł niespodziewanie weszła do drugiej tury w ostatnich wyborach prezydenckich we Wrocławiu. Zwłaszcza, że może by to zadziało kojąco na parlamentarzystkę, która niedawno temu poskarżyła się:
„ Dzisiaj miałam ciężką, bezsenną noc. Godzinami emitowało się w mojej głowie współczesne kino światowego absurdu. Trump, Davos, buta, Putin, Grenlandia, Ukraina, deal, wojsko, cła, Rada Pokoju, Strefa Gazy, wojna, wywrócenie stolika, szantaż, wymiana ciosów, wazeliniarstwo, milczenie Rosji i Chin, zmiany decyzji, puste obietnice, światowy ład, demolka, strach, nieprzewidywalność, dyktatura, podział świata, szaleństwo, przebudzenie …”
To już chyba pora na egzorcystę. Aż dziw, że pani poseł nie śni się sprawa sądowa jej męża, który został z innymi osobami oskarżony o korupcję i działanie w zorganizowanej grupie przestępczej.
Zresztą trzeba przyznać, że te czynniki metafizyczne faktycznie pani poseł nie są obce, co powoduje, że staje się celem szyderczych ataków. Zwłaszcza po niedawnym wpisie, który powstał, gdy prezydent Karol Nawrocki usunął z Pałacu słynny okrągły stół. Bodnar tak to skwitowała: „Norwid napisał w 1864 po spotkaniu z Chopinem, wiersz o tym jak jego „fortepian sięgnął bruku" wywalony przez ruskich przez okno. Teraz też ruscy się cieszą”.
Oczywiście. Tylko nie wiadomo jak pani poseł udało się otworzyć te wrota czasu, gdyż tylko wtedy byłoby możliwe to spotkanie, ponieważ schorowany Chopin umarł w 1849 roku.
A przecież Izabela Bodnar ukończyła szkołę jednak trochę wcześniej niż oświatą zaczęła rządzić „reformatorka” Barbara Nowacka. Obawiam się, że za kilka kadencji posłowie będą się zastanawiać po co temu polskiemu Francuzowi był fortepian? Pewnie dlatego go wyrzucił, bo się kurzył…
Na sam koniec jeszcze tylko dwa cytaty, na podstawie których nabieram jeszcze głębszego przekonania, że to jednak Fredro powinien zostać pod ratuszem, a Rafał Dutkiewicz nieco poczekać na uhonorowanie. Z „donatusem” włącznie.
Oto jakże nadal aktualna fraszka autora „Zemsty”:
Ojczyzna żyje zawsze, z tą jednak odmianą,
Że dawniej życie, mienie w ofierze dawano,
A teraz do Ojczyzny każdy ściąga dłoń -
Od takich patryjotów Panie Boże chroń!
A tu fraszka byłego prezydenta Wrocławia, który takie wersy odczytał na 87. urodzinach aktorki Aliny Janowskiej.
Niechaj Ci będzie fajnie lub fajniej!
Tego ci życzę szczerze, bynajmniej!
Tak oto puszczam z poezji pawia
Jako prezydent miasta Wrocławia
Ewidentnie w tym drugim wypadku czuć jeszcze bliskość Dody… Nie Civitate Wratislaviensi Donatus.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze