Po wizycie we Wrocławiu Rafała Trzaskowskiego najbardziej nurtujące pytanie dotyczy roli ministra sportu w tej kampanii. Czy robi za ochroniarza? No i po co ta wizyta była? Do Wrocławia zapewne nie dotrze Karol Nawrocki, a powinien. Bo dopiero by mu ludzie naopowiadali co tu się w latach 90. robiło z mieszkaniami komunalnymi i kto je przejmował. No i jego nadzieją jest to, że ówczesny prezydent naszego miasta już orzekł, że Nawrocki nie ma szans na wygraną.
Tygodnie kombinowania, litry potu wylane z nerwów, setki poobgryzanych paznokci… Jechać do tego Wrocławia czy nie jechać, spotkanie z Sutrykiem mu zaszkodzi czy nie? Może za dużo stracimy? Ale wszędzie jechać, a tam nie? Nie, lepiej nie jechać… Tak od pół roku chyba kombinowali w sztabie wyborczym Rafała Trzaskowskiego i w Platformie Obywatelskiej. Wreszcie zapadła męska decyzja: jedziemy! I w ostatnią środę na wrocławskim Rynku zaparkował autokar z wycieczką wyborczą. Tylko nie wiem, czy silniki zdążyły ostygnąć, bo nagle dzwoni do mnie koleżanka: - Słuchaj, ledwo się pojawił i już pojechał – poskarżyła mi się zawiedziona, bo wszak wiem, że to jej faworyt.
A mi się przypomniało jak będąc pacholęciem udałem się z rodzicem, by obserwować przejazd kolarskiego Wyścigu Pokoju. Nastaliśmy się przy ulicy, by zobaczyć znanych sportowców, a nastaliśmy. Nogi mi już zdrętwiały, ręce też i lizak mi upadł. Schyliłem się, bo go podnieść. Jak się wyprostowałem, to już przejechali…
Są różne dane ile trwał wiec Trzaskowskiego we Wrocławiu, ale żadne szacunki nie przekraczają pół godziny. Tak naprawdę to nie moja sprawa, ale po co tu przyjechał? By przekonać przekonanych? Bo tych wątpiących, jeśli w ogóle dotarli to raczej tak szybko się nie uda. To chyba taki polityczny styl nawiązujący do wczesnego Gierka. Pomożecie towarzysze? Pomożecie, to dobrze. To po co tak będę więcej stał…
Przepraszam, powinienem napisać: po co przejechali, bo trzeba dodać, że pan kandydat był z małżonką. Miałem jakieś takie skojarzenie, jakby nasze miasto odwiedzili Ken i Barbie. I broń Boże nie odnoszę się do urody państwa Trzaskowskich. Jak mnie kiedyś pouczył pewien spec od lewicowego spojrzenia na świat, urodą innych ludzi nie należy się zajmować. Okiej… To skojarzenie z lalkową parą to głównie ze względu na sztuczność i plastikowe poglądy. Na przykład pani Trzaskowska krzyczała: „Jestem tutaj, bo wierzę, że możemy coś zmienić. Nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla naszych dzieci”.
No przecież już PO zmieniła, ma rząd, a ministerka Barbara Nowacka w tak krótkim czasie tak dużo zrobiła dla dzieci, że nijak ich się do nauki nie zagoni. Było też o prawach kobiet. I tu od jakiegoś czasu zaczynam się poważnie gubić. Ale jakich? Aż zapytałem córki i żony jakich im brakuje? Mają już prawo jazdy, od 28 listopada 1918 roku prawo wyborcze i wszelkie inne. Powiem brutalnie i trochę może prywatnie, nawet mają panie prawo do męskich maszynek do golenia. Też wam panowie zdarza się znajdować swoje maszynki pod prysznicem, zwłaszcza gdy była to ta ostatnia… A nie znam żadnego faceta, który by się golił maszynką do depilacji nóg kobiecych.
Jedynie co do tej nierówności prawa, to może mniej kobiet jest w rządzie i kierownictwie Sejmu czy Senatu, no i od lat w gronie kandydatów Platformy na prezydenta. Ale tu już trzeba poprosić wiceprzewodniczącego PO Rafała Trzaskowskiego, by lepiej się do roboty w partii przyłożył. Tylko to można było załatwić w Warszawie. Podczas licznych rodzinnych katolickich świąt, które rodzina Trzaskowskich podobno tak gorliwie obchodzi.
A co powiedział sam Rafał Trzaskowski? Że będzie dbał o interesy wszystkich, starych, młodych, chorych, zdrowych. I że chce, by na świecie był pokój i nie było mowy nienawiści. Normalnie dokładnie też tak chcę… I jeszcze krem orzechowy dla wszystkich.
Choć nie wiem, czy podobnie myśli minister sportu Sławomir Nitras, ten od „opiłowywanie katolików”. Przyjechał razem z ekipą kampanijną i z niewiadomych powodów znalazł się blisko kibiców, którzy też przyszli na wiec. I po raz kolejny, swoim językiem, przekazali ministrowi, że go nie lubią. To minister stwierdził, że oni mają faszystowskie znaki na ubraniach… Cud, że nie doszło do rozbieranek.
Natomiast na czynniki pierwsze rozebrano już sprawę mieszkania innego kandydat na prezydenta - Karola Nawrockiego. Który kandydat, jak już kilkakrotnie wspominałem, do Wrocławia raczej się nie wybiera. Nie tylko dlatego, że tutaj mieszkaniami komunalnymi dość szybko zajęto się w latach 90. ubiegłego wieku i teraz bardzo nie miałby co robić. Gdy po upadku PRL-u do władzy dorwała się nowa ekipa. Oj, przebierali, przydzielali sobie i to nie jakieś tam kawalerki jak ta Nawrockiego. Zdziwiłaby Państwa lista nowych najemców, oj bardzo... Potem jednak weszła kolejna wersja zapisów o ochronie danych osobowych i można sobie było poszukiwać. Kilka dni przed wejściem tego prawa już prawie wiedziałem, do którego promiennego polityka należy pewna kamieniczka w samym centrum Wrocławia. W urzędzie już czekały papiery dla redakcji, aż tu nagle z ratusza telefon: ochrona danych osobowych, a własność jest osoby prywatnej… No raczej bardzo prywatna, choć niedawno jeszcze miejska. Także do kogo należała, kto załatwił sobie mieszkania, to… ja już nie pamiętam, gdyby ktoś pytał. Jednym słowem pan Nawrocki mógłby się od tej ekipy wielu rzeczy nauczyć, bo tak to błądzi, że aż strach.
Kompletnie trudno się w całej sytuacji rozeznać. Każda strona przedstawia swoje argumenty. Atakujący, zgodnie ze strategią, wyciągają wygodne dla siebie argumenty, nawet bardzo nie ukrywając, że zdobyte dzięki dostępowi do dokumentów różnych służb. A broniący mataczy. I jak już próbuje coś powiedzieć, to lepiej, żeby milczał. Bo zapewne jeśli przewinił, to raczej jakaś bzdura, wszak nie zabił poprzedniego lokatora i na bruk nie wyrzucił. Z tym, że bzdury w czasie kampanii wyborczej liczą się poczwórnie. Proszę spojrzeć, takiemu Mateuszowi Morawieckiemu, z tego samego obozu, udało się wyjść obronną ręką z 15-hektarowej działki kupionej w „promocji” od Kościoła, a kandydat na prezydenta nie może się wydostać z bagna 28-metrowej kawalerki. Czasami odnoszę wrażenie, że to nawet na rękę niektórym w jego obozie, którzy niekoniecznie chcą mu rękę podać. A nawet chętnie pociągną w dół.
Jedyną nadzieją dla Karola Nawrockiego wydają być się słowa byłego prezydenta Wrocławia, a teraz europosła Bogdana Zdrojewskiego, który orzekł: „Mam wrażenie, że kampania „obywatelskiego” kandydata PiS dobiega końca. Karol Nawrocki znokautowany przez samego siebie i to jeszcze przed I turą. Nie sądzę by był już w stanie się podnieść”.
Ładne. Ale od jakiegoś czasu jak coś powie Bogdan Zdrojewski o jakimś kandydacie, to na ogół jest na odwrót. Panie Karolu Nawrocki, pan się spyta choćby posła-ministra Michała Jarosa, który według Zdrojewskiego był całkiem niedawno dobrym kandydatem i na prezydenta miasta i na marszałka województwa…
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze