Coraz bardziej podoba mi się zawód polityka. Teraz działacze znad Wisły będą oglądać zdjęcia roznegliżowanych postaci i zastanawiać się jak foty zrobione w USA czy na Karaibach mogły wpłynąć na polskie sprawy i co ma z tym wspólnego Putin. Pytanie czy, w którymś momencie nie pojawi się też wątek mieszkania niedawnego ministra z Legnicy, w którym miały dziać się również nieprzyzwoite rzeczy. A jak wiadomo, miasto to przez wiele lat gościło setki Rosjan, więc przecież nie można wykluczyć, że Epstein i tu coś popstrykał. W każdym razie w dolnośląskiej KO gorąco. Niektórzy spodziewają się interwencji Donalda Tuska przed decydującymi rozstrzygnięciami partyjnymi w mieście i w województwie.
Państwo to czy cyrk? Na to pytanie próbujemy sobie odpowiedzieć już od dłuższego czasu. Właściwie od momentu, gdy jesteśmy skazani na przekładaniec Tusk/Kaczyński. Ale tak intensywnie to chyba nie było od lat 90. ubiegłego wieku. I oczywiście oszczędzę Państwu nawet pobieżnego przypomnienia zdarzeń z przeszłości. Teraźniejszość i tak jest zbyt obfita.
Od środy po raz kolejny próbujemy pokazać światu, że choć naród mały to „honorny”. Poszło oczywiście o dość głupią i megalomańską propozycję przyznania prezydentowi USA Pokojowej Nagrody Nobla. Z taką inicjatywą wystąpili przewodniczący Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych Mike Johnson oraz przewodniczący izraelskiego Knesetu Amir Ochanna. Wniosek o poparcie pomysłu wpłynął też do marszałka Sejmu RP. I Włodzimierz Czarzasty, zamiast normalnie odpowiedzieć: sorry Winnetou, nie poprę, to się rozwinął. Że prezydent Trump "reprezentuje politykę siły i przy użyciu siły prowadzi politykę transakcyjną" i tym podobne. Wykazał się wyobraźnią polityczną niczym Donald Tusk, który nie przewidział, że Trump może zostać prezydentem jednego z najważniejszych mocarstw na świecie i, podczas licznych wstąpień, sugerował, że ów jest tak naprawdę agentem Moskwy i takie tam. Jak wiadomo, dzięki temu, jako premier polskiego rządu ma zakaz wstępu do Białego Domu.
No a teraz ambasador USA się odwinął marszałkowi i rzekł, że USA, za obrażanie swojego prezydenta, z panem Czarzastym nie chcą mieć nic wspólnego. Rośnie nam w Waszyngtonie gablota „Tych klientów nie obsługujemy”, niczym w sklepie spożywczym z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” Stanisława Barei. I jak Państwo myślą, kto na tym będzie bardziej stratny? Ale to nic, cześć elektoratu nadal jest dumna z postawy swoich liderów, w myśl zasady z tej samej komedii: Do Bydgoszczy będę jeździł, a tu nie będę kupował!
A propos komedii, polscy politycy postanowili też częściowo wyręczyć Amerykanów w aferze Epsteina. Chyba nie muszę nikomu wyjaśniać o co w niej chodzi? Ale politycy z rejonów Donalda Tuska postanowili i tu „się pożywić” i chcą zbadać polskie wątki oraz czy nie były one inspirowane przez rosyjskie służby. Wśród tysięcy nazwisk polskie są na razie cztery. Trójka mało znanych i były tenisista Wojciech Fibak. Ale może jest jednak więcej, sugerują ludzie z KO i Lewicy, ponieważ prawicowi politycy wspierają wspomnianego Trumpa, a on też figuruje w gronie znajomych Epsteina. Jak oznajmił rzecznik polskiego rządu, powstanie zespół, który maile i te często roznegliżowane zdjęcia sobie poogląda: "Na polecenie premiera taki zespół powstanie w koordynacji: minister, prokurator generalny Waldemar Żurek oraz minister-koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Przewodniczył temu zespołowi będzie pan minister Żurek i zespół będzie się składał z prokuratorów, policji i funkcjonariuszy służb. Skład zespołu będzie wąski i niejawny".
Niektórzy się zastanawiali, czy mottem działalności zespołu nie będą słowa Radosława Sikorskiego, który w tych kwestiach bywa bardzo precyzyjny. Gdy postanowił stanąć w obronie Romana Polańskiego stwierdził: "Nie był skazany za pedofilię, lecz za seks z nieletnią".
To ja tylko przypomnę, że Roman Polański był oskarżony o to, że podał narkotyki 13-letniej dziewczynce, a następnie ją zgwałcił. W ramach ugody reżyser przyznał się do zarzutu nielegalnego seksu w nieletnią w zamian za rok w zawieszeniu.
Co prawda ów wpis z konta szefa MSZ zniknął, chyba niedawno, ale potem ludzie mi się dziwią, że ja się dziwię jak taki człowiek mógł, po tych wszystkich swoich wypowiedziach, trafić ponownie do rządu. Poza tym, proszę pamiętać, że Sikorski w obronie Polańskiego pisał nawet do ówczesnej (2009 rok) amerykańskiej sekretarz stanu Hilary Clinton… A jak wiadomo mąż tej pani też gościł u Epsteina, a jakie zabawy lubił, to choć podawano oficjalnie ja powtarzać nie chcę. Więc gdyby włączyć tryb myślenia Romana Giertycha (wiem, oksymoron, ale nie chcę komplikować), to może i warto przyjrzeć się obecnemu szefowi MSZ, zwłaszcza, że „seks z nieletnią, to nie pedofilia”. Bryyyy… Przepraszam, to się nawet ciężko pisze.
Jadąc nadal Giertychem warto też wspomnieć, jak podały niedawno media, Jeffrey Epstein miał również zwracać się do byłego sekretarza generalnego Rady Europy Thorbjoerna Jaglanda z prośbą o pewną pomoc. A przecież mniej więcej w tym czasie Donald Tusk był przewodniczącym Rady Europejskiej - tak, wiem, zupełnie inne ciało, ale przecież rządzili Europą, więc jakieś kontakty mogły być... No mogły.
A pamiętają Państwo, jak 10 lat temu media podawały, że w jednym z siedmiu mieszkań działacza ówczesnej legnickiej PO Roberta Kropiwnickiego miała działać agencja towarzyska? Sprawą zajęły się organy ścigania. I w toku śledztwa prokuratura stwierdziła, że w mieszkaniu wynajmowanym od posła były świadczone usługi seksualne, ale nie ma żadnych podstaw do uznania, że poseł był w jakikolwiek sposób uwikłany w proceder lub posiadał wiedzę na temat tego, co działo się w mieszkaniu.
No a kto zagwarantuje, że Epstein, podejrzewany o współpracą z rosyjskimi i izraelskimi (o tym rzadziej się wspomina) służbami, nie pojawił się sam w Legnicy, w której przez 48 lat mieszkało wielu Rosjan i nie urządzał podobnych „imprez”? Wiadomo na pewno, że w Europie też działał. A ponieważ jeszcze niedawno pan Kropiwnicki był w rządzie Donalda Tuska, więc ten, tego…
To zejdźmy już z kosmicznych „afer”, które fundują nam rządzący na te bardziej przyziemne, choć nadal w towarzystwie i Kropiwnickiego i Tuska. Albowiem za kilkanaście dni dowiemy się, kto będzie bił się przywództwo w Koalicji Obywatelskiej we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku.
Według zapewnień obecnego szefa KO, Michała Jarosa, on sam startuje tylko na szefa regionu, ale już w mieście nie, choć miał i taki plan. We Wrocławiu, w gronie kilku kandydatów, pojawi się ktoś „z rekomendacją szefa”. Wszyscy mówią o „consigliere” Maurycym Graszewiczu, ale nie można wykluczyć i radnego Sejmiku, Mateusza Jędrachowicza. Ponadto najprawdopodobniej mecenas Krzysztof Bryłka, szef klubu KO w Radzie Miejskiej Robert Leszczyński, były szef Nowoczesnej w mieście Tadeusz Grabarek. I proszę się nie zdziwić jak pojawi się kolejne nazwisko, ale to zbyt duży poziom gdybania nawet jak na wyżej podpisanego.
W regionie konkurować z Michałem Jarosem będzie szef Sejmiku Dolnośląskiego, Jerzy Pokój. Tu też spodziewany jest jeszcze jeden kandydat/kandydatka, ale o wiele ważniejsza wydaje się zupełnie inna sprawa. Donald Tusk podczas poprzednich wyborów przekonał się, że nawet jak udzieli komuś poparcia, to wcale nie jest to gwarancja wygranej. Tak było w 2021 roku, gdy obecny premier wsparł prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja, a i tak wygrał Jaros. Z tego powodu jesienią zaczęto lansować tezę – „wystarczy, że Donald Tusk stwierdzi, że nie chce, by członkowie rządu angażowali się w poważną robotę partyjną i zablokuje Jarosa”. Bo przypomnijmy, że obecny szef dolnośląskiej KO jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. I bardzo sobie tę pracę ceni. Tylko, że jesienny wariant zablokowałby wybór na szefów regionów także innych prominentnych polityków jak Cezary Tomczyk czy Jan Grabiec.
Z tego powodu, jak twierdzą niektórzy działacze z centrali KO, do Michała Jarosa może trafić indywidualna „prośba” kierownika. Skąd takie „wyróżnienie”? Ma chodzić o zażegnanie konfliktów, które w partii na Dolnym Śląsku trwają od wielu lat. A zdaniem wielu polityków spod znaku odnowionej Platformy, Jaros tego spokoju i jedności, które będą potrzebne przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, nie gwarantuje.
No chyba, że komisja Żurka znajdzie szybko jakieś zdjęcie jak Jaros gra w tenisa z Wojciechem Fibakiem, to resztę historii dopisze niezawodny Roman Giertych. I wtedy interwencja kierownika nie będzie potrzebna...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze