Reklama

Prezydent miasta porzuca PO na rzecz ojca Rydzyka, a Platforma campus zamienia w ruch oazowy? No i PiS nie ma szans z Konfederacją


Prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej w internecie rozpowszechnia hasło „Nawrocki nie jest moim prezydentem”. Samorządowiec spod Chełmca, negując wybór Polaków, po raz kolejny pokazuje, że ma subiektywne podejście do demokracji. Wszak jest też oskarżany o to, że miał się dopuścić „kupowania głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego”. Nie wspominając, że prezydentem Wałbrzycha został również w dość dziwnych okolicznościach. A cała Platforma nagle postanowiła zmienić się w gołąbka pokoju, ogłaszając na różnych szczeblach walkę z hejtem. Wiarygodność tej przemiany wygląda mniej więcej tak jakby kojarzony z satanizmem zespól KAT nagle zaczął śpiewać „Barkę”. I tylko PiS-owi jakoś nie poszło z tą „germanizacją” Wrocławia. Inni znowu byli lepsi.


To, że wieloletni aktywista Platformy Obywatelskiej nie popiera Karola Nawrockiego to oczywiście normalne. PO w końcu miała swego kandydata. Ale to, że Roman Szełemej, urzędujący prezydent dość dużego miasta jakim jest Wałbrzych, zaczyna podważać głos większości Polaków to już zaczyna wyglądać dość dziwnie. Oczywiście każdy ma prawo zapisać się do sekty Romana Giertycha i zostać giertychówkiem czy giertychówką. Ale o tym nieco później.

Rzecz chyba w tym, że Roman Szełemej od jakiegoś czasu zaczyna politykę sprowadzać do kategorii religijnych czy też filozoficznych. Bowiem kilka tygodni temu orzekł o wygranym ostatnich wyborów prezydenckich, że „Nawrocki nie ma kompetencji moralnych do pełnienia tej funkcji”. No proszę, to teraz polityk musi mieć jeszcze świadectwo moralności? Od księdza proboszcza? Kiepsko to widzę i pachnie mi kompletną wymianą naszej kadry rządzącej.

Reklama

Ja tylko przypomnę w jakich warunkach Roman Szełemej został prezydentem miasta. W 2010 prezydentem Wałbrzycha został członek PO Piotr Kruczkowski. Wygrał w drugiej turze wyborów samorządowych, jednak na skutek protestów wyborczych Sąd Okręgowy w Świdnicy unieważnił tę turę głosowania. Ostatecznie Kruczkowski podał się do dymisji z zajmowanego urzędu, zaprzeczając, by miał jakikolwiek związek z procederem rzekomego kupowania głosów na jego rzecz. Ale w efekcie, kilka lat później, sześć osób usłyszało wyroki. Głosy miałby być sprzedawane za pieniądze, alkohol i obietnice pracy. Według prokuratury, mieli oni w sposób nielegalny agitować na rzecz kandydatów Platformy Obywatelskiej. W 2011 roku przedterminowe wybory prezydenta Wałbrzycha wygrał Roman Szełemej, wskazany i wspierany przez PO. Jak Państwo myślą, czy człowiek wspierany przez skompromitowaną Platformę, miał kompetencje moralne do pełnienia tej funkcji?

No a teraz dochodzi jeszcze sprawa, która miała trafić do prokuratury. Jakoby Roman Szełemej miał dopuścić się „kupowania głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego”. Idzie o słynną akcję, gdy prezydent Wałbrzycha zadeklarował, że jeśli „wygra Rafał Trzaskowski, będę szczęśliwy i nawet na dwa dni udostępnię za darmo zamek Książ mieszkańcom Wrocławia”.

Reklama

Wygląda na to, że te moralne kompetencje szybko mogą zmienić się w moralniaka… W każdym razie, jak człowiek słucha kazania o moralności z ust polityka, to może to jakiś sygnał, że zamierza on pożegnać się z PO i pójść w stronę ojca-redaktora Tadeusza Rydzyka, który 24 h prowadzi takie opowieści o duszy ludzkiej czasami błądzącej.

Ale wspomniany prezydent Wałbrzycha chyba kieruje się jednak w inną stronę.  Jest bowiem współautorem innej akcji - „Stop hejtowi – Nie ma zgody na nienawiść!”. Czyli samorządowcy wspólnie przeciwko agresji, dezinformacji i ksenofobii. Z jej inicjatywą wystąpiło, wydawałoby się że już martwe, stowarzyszenie Ruch Samorządowy „Tak! Dla Polski”. Przypomnijmy, że miesiące temu była to taka trochę wewnętrzna opozycja w Platformie, która chciała pokazać Donaldowi Tuskowi, że nie wszyscy go tak mocno popierają. Niektórzy byli bliżsi Rafała Trzaskowskiego. A ponieważ w PO trzeszczy, więc i stowarzyszenie postanowiło pokazać, że jeszcze żyje. I jak im się nie spodoba, to może pójdzie. Na przykład ze swoim bliskim kolegą, byłym prezydentem Nowej Soli, a obecnie senatorem Wadimem Tyszkiewiczem, który stworzył namiastkę partii Bezpartyjni Samorządni.

Reklama

Nie wdając się w szczegóły tej akcji przytoczę tylko jedno zdanie z całej deklaracji:

Nie możemy milczeć, gdy w przestrzeni publicznej padają słowa, które dzielą, ranią i budują lęk. Mowa nienawiści to nie jest forma debaty – to narzędzie przemocy.

Jak wiadomo, można by tu przytoczyć setki, jak nie tysiące różnych, wypowiedzi tego środowiska, ale ja przypomnę tylko o jednym. Tym najsłynniejszym. Czy któryś z inicjatorów owego umiłowania miłosierdzia kiedyś potępił ośmiogwiazdkową akcję środowiska Platformy? I naprawdę nie chodzi mi o to czy mieli, czy nie mieli racji w tym zawołaniu związanym z inną czynnością seksualno-polityczną. A cała kampania prezydencka? Dopiero teraz naszło ich na łagodność i peace and love.

Reklama

To zresztą wygląda na jakąś zmasowaną akcję. Gdy Rafał Trzaskowski zapowiedział, że w tym roku nie będzie Campus Polska, to w PO ruszył jakiś wewnętrzny ruch, wzorowany na oazowym. Tam jeszcze tylko brakuje okrzyków: Chwalmy Pana!

Kilka dni temu bowiem pod Wrocławiem odbyło się inne spotkanie. Jak donoszą politycy PO w mediach społecznościowych: „W Sulistrowicach poczuliśmy dziś moc wspólnoty – jako dolnośląska drużyna Platformy Obywatelskiej pokazaliśmy, że jesteśmy zgrani, silni i gotowi do wyzwań. To był prawdziwy zastrzyk pozytywnej energii, który po raz kolejny udowodnił, że naszą największą siłą jest jedność. W czasach, gdy tak wielu dzieli – my budujemy mosty. Tylko razem możemy skutecznie zmieniać Dolny Śląsk i całą Polskę”.

Reklama

Alleluja! I jeszcze można by było odśpiewać, bo gitary widziałem, że były: „O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś/ Twoje usta dziś wyrzekły me imię/ Swoją barkę pozostawiam na brzegu/ Razem z Tobą nowy zacznę dziś łów”.

A teraz zróbmy to, co misie lubią najbardziej. Spójrzmy na zdjęcia. Na spotkaniu trudno dostrzec choćby wspomnianego Romana Szełemeja, który od lat jest skonfliktowany z szefem regionu PO Michałem Jarosem. Nie było też radnych, wobec których Jaros miał jeszcze niedawno plan w stylu swego lidera Radosława Sikorskiego „Jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy, wygramy tę batalię”. Tak naprawdę pojawiła się chyba tylko frakcja wspierając lidera regionu z wicemarszałek Moniką Wielichowską i byłym wojewodą Maciejem Awieżniem na czele. Ale hasła „Stop hejt” były. Oczywiście nie moja to sprawa, ale tak sobie myślę, że gdybym w jakikolwiek sposób miał uwierzyć „że waszą największą siłą jest jedność”, to trzeba chyba zacząć od masowego „wybacz mi”. Tylko która hurtownia tyle kwiatów dostarczy?

Reklama

Ale cóż szkodzi poudawać.

No właśnie. Miałem już nie pisać o obsesjach Romana Giertycha, ale na kilka dni przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego na prezydenta, powróciły. Razem z rekonstrukcją rządu, a dokładniej mianowaniem na ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, który zaczął pracę od masowego zwalniania sędziów i bardzo konkretnych zapowiedzi. Nie mnie to oceniać, życie pokaże.  Ale te działania spowodowały różne formy zachwytu, jak na przykład wystąpienie wrocławskiego działacza PO, który nawet radnym nigdy nie został, ale przecież swoje zdanie może mieć. Otóż Tomasz Owczarek napisał:  

Reklama

„Zaczynam nabywać przekonania, że gdyby Waldemar Żurek został ministrem sprawiedliwości w 2023 roku, to Nawrocki nie szykowałby się do zaprzysiężenia, lecz do intensywnych spotkań ze swoimi adwokatami...”.

Czyżby Owczarek miał nadzieję, że wtedy ponownie by też przeliczono głosy w ostatnich wyborach do Rady Miasta i by się okazało, że te 1219, które zdobył to są jednak głosy Dariusza Piwońskiego, a jemu się należą te 3421 obecnego radnego PiS? Albo i lepiej. Gdyby minister Żurek rządził już w 2014 roku, to nie doszłoby do tragicznej pomyłki, gdy Rafałowi Dutkiewiczowi zaliczono 74 397 głosów, a startującemu też w tych wyborach Tomaszowi Owczarkowi 6 963. Przecież zapewne jak nic powinno być na odwrót.

Reklama

A jeśli chodzi o te różne teorie z nieuczciwym liczeniem podczas ostatnich wyborów prezydenckich, to dr  Krzysztof Kontek, na którego ustalenia powoływali się politycy Koalicji Obywatelskiej, ostatnio wyznał:

"Ja generalnie nie wierzę w żadne teorie spiskowe - tylko fakty. Ale tu wszystkich zaskoczę. Nie wierzę, że Amerykanie wylądowali na Księżycu, mimo że sam widziałem tę transmisję wczesnym rankiem 20 lipca 1969 r. (...). Nie ta technologia - nie było mikroprocesorów i innych wynalazków. Po 56 latach nawet nie jesteśmy w stanie zbliżyć się do tego wyczynu. Świetna robota Kubricka”.

Reklama

A gdy do tego dodać, że w rodzinie Giertychów wierzą w smoki, to zaczyna się to kleić. Żebym nie był gołosłowny, to spieszę wyjaśnić, że Maciej Giertych, ojciec pana Romana, wbrew oficjalnej nauce i nawet stanowisku biskupów wyznaje fundamentalistyczny kreacjonizm w kontrze do teorii ewolucji. Na jednym z wykładów wskazywał, że podania o smokach, występujące w wielu kulturach z różnych części świata, są poszlaką wskazującą, że dinozaury miały styczność z ludźmi.

Czyli jednak Ziemi płaską jest i dajmy sobie spokój. Ministrzyni od oświaty Barbara Nowacka ma jednak rację. Po co nam to nauczanie… Niech se dzieciaki poodpoczywają cały boży rok.

Reklama

Ale nie tylko w PO mają kłopoty. Otóż jak widać, na prawicy dochodzi do coraz ostrzejszego starcia Konfederacji z Prawem i Sprawiedliwością. A po słowach Sławomira Mentzena, że Jarosław Kaczynski to polityczny gangster, to już chyba stan wojenny. Prezes tego nie zapomni… Niestety, nie może zbytnio liczyć na wsparcie wrocławskich struktur, które w naszym mieście sromotnie przegrały starcie o liderowanie w walce z „germanizacją” Wrocławia. Może dlatego, że w tej bitwie wziął udział tylko dwuosobowy oddział PiS – Paweł Hreniak i Łukasz Kasztelowicz. Inni chyba nie chcąc się kompromitować, a i nie wspierać mało lubianego lidera Hreniaka, wyjechali na wakacje czy też zajęci są zupełnie czymś innym – weki trzeba robić, wyprawki do szkoły szykować, okna się same nie umyją, pelargonie więdną.

W takim przypadku Konfederacja, a właściwie jej bosakowy odłam, czyli Ruch Narodowy, nadają ton, nazwijmy ją grzecznościowo debatą, przeciw „germanizacji” miasta i zacieraniu śladów po Prusakach.

Więc „na dzień dzisiejszy” to odnoszę jednak wrażenie, że tym naszym politykom jeszcze daleko do „Barki”, a jakoś tak bardziej podchodzą mi tu strofy z „Nocy szatana” zespołu KAT, gdy jeszcze śpiewał tam Roman Kostrzewski:

Mój plan jest dla sfory dzieci
Dla których żyć to jeszcze nic
Mój plan - dla niesfornych dzieci
By choć przez chwilę sobą być

A w nocy Szatana przyjąć dłoń
W piekielnym wirze przeżyć szał
Pędzić, pędzić
Wśród ognistych ciał
Prędzej, prędzej

Bo dopadnie szary świt…

   

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/08/2025 07:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości