Reklama

Rząd, żul… Czy to już niedługo będzie tylko kwestia ortografii? Pewna posłanka spod Wrocławia tak sugeruje

Posłanka spod Wrocławia uważa, że jeśli jacyś idioci na jej koncie wpisali komentarze „Ania, majtki zmieniłaś” czy „Debilka Tuskowa dała głos”, to w zupełności już to tłumaczy premiera polskiego państwa, który do części narodu skierował serdeczne „Dotarło, zakute łby?”. I trudno powiedzieć co bardziej przeraża, poziom kultury Donalda Tuska, czy fakt, że jego akolici uważają to zachowanie za normalne. Ciekawe czy Michał Jaros, coraz bardziej zdesperowany i mocno osamotniony w wyborach partyjnych, mający w planach powołać Dolnośląska Szkoła Liderów Koalicji Obywatelskiej, przewidział w programie zajęcia dobrego zachowania? Wtedy mógłby kolegom z rządu, wyprzedając kolejne wypadki na najwyższych szczeblach, przekazać zasadę sprzed kilkuset lat: "Należy się powstrzymać od plucia przy stole, jeśli to tylko możliwe".

Tak naprawdę wszystko zaczęło się od przypowieści biblijnej, gdy Noe zabalował i rozebrany zasnął w namiocie, a o jego nieobyczajnym zachowaniu przekablował braciom jego inny syn Cham. Wtedy, po przebudzeniu, budowniczy arki zdecydował:  "Niech będzie przeklęty Kanaan! Niech będzie najniższym sługą swych braci! Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg Sema! Niech Kanaan będzie sługą Sema!  Niech Bóg da i Jafetowi dużą przestrzeń i niech on zamieszka w namiotach Sema, a Kanaan niech będzie mu sługą". Kanaan to syn Chama, czyli wnuk Noego, ale nikt za bardzo nie wie dlaczego akurat mu się oberwało. Ale od tego momentu zaczęły się podziały klasowe, a chamem określa się człowieka źle wychowanego, gbura, prostaka. Dotyczy to wszystkich sfer życia ludzkiego, także języka.

Kilka tysięcy lat później, w Stalowej Woli, premier polskiego rządu, kraju który od ponad 1000 lat zalicza się do cywilizacji europejskiej, podczas wizyty w tamtejszej hucie gdzie produkowane są maszyny i uzbrojenie dla wojska, tak argumentował potrzebę wdrożenia programu SAFE mającego zagwarantować środki dla zbrojeniówki: „Postaram się to wytłumaczyć najprościej, jak potrafię. Patrzcie mi na usta. 20 miliardów tylko dla tej Huty Stalowa Wola, Podkarpacie, Polska. Dotarło, zakute łby?”.

Reklama

Nie zamierzam wdawać się w dyskusje o SAFE, ale faktycznie automatycznie człowiek zaczyna kombinować, co takiego się dzieje, że tak doświadczonemu politykowi jak Donald Tusk, brakuje rzeczowych argumentów, by przekonać mających inne zdanie i musi odwoływać się do języka potomków Chama? Takie nerwy rzeczywiście mogą sugerować, że są i inne dna… Niektórzy przypominają, że podobnie nader emocjonalnie premier reagował przed drugą turą wyborów prezydenta RP, gdy przeczuwał (wiedział?), że szanse Rafała Trzaskowskiego maleją.

Nawet Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu, bardzo bliska współpracowniczka premiera, przyznała, że taka reakcja może być podejrzana. Podczas ostatniego posiedzenia parlamentu przyznała: „Kiedy nie ma argumentów, są inwektywy”. Oczywiście, jak łatwo można się domyśleć, nie miała na myśli wystąpienia Donalda Tuska. Ale traktujmy to jako podejście teoretyczne.

Reklama

Szybko okazało się, że poziom dyskusji odpowiada opozycji.

- Posłuchaj zakutego, polskiego łba, proniemiecki kretynie. To nie jest 20 mld dla huty Stalowa Wola, tylko nieuczciwa, niemiecka pożyczka - odpowiedział Tuskowi jeden z liderów PiS Przemysław Czarnek, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Przyznam Państwu, że pod moim wiejskim sklepem, gdzie tradycyjnie gromadzi się grono smakoszy tanich trunków na kredyt, panowie choć czasami już ledwo mówią, to nadal używają bardziej literackiej polszczyzny.

Reklama

I gdy mi się przypomina heglowska przypowieść o filozofii dziejów: „Dla kamerdynera nikt nie jest bohaterem… nie dlatego by ten nie był bohaterem, lecz dlatego, iż tamten jest kamerdynerem”, to zastanawiam się, o którą z wyżej wymienionych grup postaci tak naprawdę by w tej sytuacji chodziło. I czy te rody dzieci Noego to nie za bardzo się wymieszały.

Tak, wiem, wulgaryzmy i obelgi w polityce są od zawsze. A już w polskiej polityce na stałe i to w wersji hard zadomowiły się od czasu protestów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu, gdy jedna z opcji politycznych szła pod sztandarami tak zwanych ośmiu gwiazdek.

Reklama

Premier powiedział co powiedział, nie pierwszy i za pewne nie ostatni raz. Pytanie czy jego wyborcy nie powinni czuć się lekko obrażeni, bo wszak pośrednio sugeruje, że może nie rozumieją innego języka... Oczywiście słyszałem, że zwracał się do opozycji. Tylko który polityk de facto tak czyni? Zwraca się do opozycji? Czy Jarosław Kaczyński powtarzając jak mantrę pewne utarte schematy językowe i tematyczne - Smoleńsk, wina Tuska - adresuje je do ludzi głosujących na Lewicę i liberałów z KO?

Tak naprawdę to bardziej smutne wydaje się, że ludzie związani z Tuskiem jeśli nie potrafią skrytykować szefa i zamiast wybrać milczenie, to próbują nawet go bronić. Starająca się jak nie wiem co przypodobać kierownikowi posłanka Anna Sobolak napisała w mediach społecznościowych:

Reklama

„Wielkie oburzenie o słowa Premiera o "zakutych łbach" trwa w najlepsze. Politycy prawicy rwą szaty nad poziomem debaty publicznej. Tymczasem zajrzyjcie do mojej skrzynki odbiorczej. Tak wygląda "kultura" polityczna w wykonaniu sympatyków tamtej strony, gdy myślą, że nikt nie patrzy. Rynsztok to mało powiedziane”. Dodałbym, szkoda tylko prawicy. Potem podaje przykłady z tej swojej skrzynki:  „Ania, majtki zmieniłaś”, „Debilka Tuskowa dała głos”, „Tempa debilko zdrajca i oszosta popierasz kretynko”.

Rynsztok, tylko czy to jakoś broni premiera? Czy pokazuje na jaki poziom schodzi?

Reklama

Dzięki Bogu, tego poziomu nie osiągnęła kampania przed wyborami w Koalicji Obywatelskiej, które odbędą się 8 marca. Zarówno na szefa struktur wrocławskich jak i tych regionalnych, startuje Michał Jaros. Według wszelkich szacunków i deklaracji, jego szanse maleją z dnia na dzień na obu poziomach.

W regionie wszyscy wskazują jak obecnego szefa regionalnego KO opuszczają najbardziej wierne mu rejony. Kilka dni temu radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego Marek Łapiński opublikował zdjęcie z podpisem „ Game changer”, a na nim z Moniką WieIichowską, jedyna rywalka w wyborach dolnośląskich, wspomniany radny, lider trzebnickiej KO Robert Adach i Igor Bandrowicz, burmistrz Prusic, który do pory był bardzo blisko Jarosa. Na spotkaniu pojawili się też przedstawiciele struktur Koalicji z Wołowa, Brzegu Dolnego, Wińska i Milicza.

Reklama

A i we Wrocławiu podobno też nie najlepiej. Tu Jaros ma rywalizować z szóstką działaczy, choć pewnie niektórzy zrezygnują popierając innego kandydata. Podobno ze startu wycofa się lub już to zrobił najbliższy współpracownik wiceministra Jarosa Maurycy Graszewicz. Pojawiają się również pogłoski, że panowie się poróżnili. Gdyby kierować się zasadami z plotkarskich portali, gdzie rozpad związku określa się na podstawie wycofywania wspólnych zdjęć z portali społecznościowych lub nie publikowanie nowych, to jest coś na rzeczy. Od kilku dni Graszewicz nie udostępnia postów swego szefa… A ten publikuje ile się da. Nawet na tydzień przed wyborami wymyślił jakiś program. W pierwszym punkcie zapisał plan powołania Dolnośląska Szkoła Liderów Koalicji Obywatelskiej. Czyżby to reakcja na malejącą grupę współpracowników? W tym przypadku to mam podpowiedź, wobec nasilającej się agresji słownej w polityce, na jeden przedmiot - savoir-vivre. Według słownika to „zbiór zasad dobrego wychowania, towarzyskich konwenansów i reguł grzecznościowych, które ułatwiają funkcjonowanie w społeczeństwie”. Zasad nie tylko językowych, ponieważ obserwując ostatnie wypadki możemy się obawiać, że dojdzie i do starć innego typu. Zawsze radzę studiowanie poradników sprzed lat, a nawet sprzed kilku stuleci. Bo od bardzo dawna były problemy z ludźmi, którzy zajmowali się rządzeniem. Proszę, na przykład Włochy pod koniec XVI wieku -  Należy się powstrzymać od plucia przy stole, jeśli to tylko możliwe.  Z XV-wiecznych Niemiec - Nie pluj przez stół, jak to czynią myśliwi.

Te wskazówki naprawdę już niedługo mogą się przydać podczas posiedzenia rządu czy obrad Sejmu.

Reklama

Wszystko to by nie byłoby potrzebne, gdybyśmy za wszelką cenę nie odsuwali od siebie klasycznych lektur z „nudnym” „Panem Tadeuszem” na czele. Po co nam te stare lektury, z których nic nie wynika? Gdyby tych strof Donald Tusk i Przemysław Czarnek tak szybko nie zapomnieli, bo jednak wierzę, że kiedyś je czytali, to w Stalowej Woli byłoby zupełnie inaczej. A Sędzia Soplica tak nauczał w Księdze pierwszej:

Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.
Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą
Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo;
Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka,
Ale nie staropolska, ani też szlachecka.
Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna;
Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna,
I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana
Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana.
Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić
I każdemu powinną uczciwość wyrządzić.

Reklama

I gdybym chciał utrzymać się w powadze tonacji dyskusji rządowo-opozycyjnej, to powinienem zakończyć: dotarło, zakute łby? Lub jeszcze coś śmielszego, bo nie żebym nie znał... Ale nieustannie był, jest i będzie mi bliższy język Adama Bernarda Mickiewicza, herbu Poraj.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/02/2026 08:14
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości