Metodą visual thinking przygotowano w polskim Sejmie wystawę, która pokazała, że wybitne postacie na Dolnym Śląsku mieszkają głównie we Wrocławiu i Wałbrzychu. A artystki z teatru Capitol swoimi osiągnięciami na głowę biją, zapewne mierne, zdaniem feministek, Annę German, Edytę Geppert czy światowej sławy sopranistkę Aleksandrę Kurzak. Natomiast w tym gronie nie mogło zabraknąć miejsca dla byłej menadżerki Big Cyca, obwinianej też o wspieranie działań, które miały doprowadzić do ostatniej powodzi w Kotlinie Kłodzkiej, wicemarszałek Moniki Wielichowskiej. Czyżby metodą visual thinking realizowano wewnątrzpartyjną kampanię wyborczą w Koalicji Obywatelskiej, primo voto Platforma Obywatelska?
To jest wystawa, o której, dzięki Bogu, niewielu ludzi słyszało. Ale niebezpiecznie się zrobiło przez chwilę, bo trafiła na krótko do Sejmu. Szczęśliwie chyba pokazano ją w jakimś bocznym korytarzu, ale jednak…
Ze strony sejmowej dowiadujemy się: „To opowieść o kobietach, które współtworzą historię i tożsamość Dolnego Śląska" – powiedziała wicemarszałek Monika Wielichowska, otwierając wystawę. Wicemarszałek Wielichowska jest rodowitą Dolnoślązaczką, pochodzi z Nowej Rudy i dlatego jest jedną z bohaterek wystawy.
No powiem Państwu, że nawet w tych ponad 30 lat temu minionych czasach bohaterowie wystaw ich sami nie otwierali…
Ale idźmy dalej. - Ten projekt jest dla mnie ważną opowieścią herstoryczną, taką próbą odzyskania kobiecych doświadczeń, pracy i sprawczości, które zbyt często pozostawały poza głównym nurtem narracji – podkreśla na stronie organizatorów, czyli Fundacji na Rzecz Równości, sens projektu autorka grafik, Lucyna Ćwiach. Tu pojawia się drobny smuteczek, ponieważ do organizatorów nie dotarło, że autorka realizująca ich pomysł ma na nazwisko Cwiach. Rozumiem, że z całym szacunkiem, pani artystka to nie Matejko, ale jednak jakieś zasady i minimum przyzwoitości na tym świecie obowiązują.
Większy smuteczek to ten brak zdecydowania. Herstoryczną, zdaniem marszałek historyczną… Jak się próbuje zmieniać na siłę polszczyznę, to choć odrobina konsekwencji by się przydała. A jeśli Państwo reszty wypowiedzi autorki nie zrozumieli, to pocieszam, że nie są Państwo odosobnieni.
Jedną z zasad organizacji tej wystawy, prezentującej 23 postacie kobiet, miało być pokazanie pań z całego Dolnego Śląska. Wygląda na to, że pomysłodawcom zabrakło chyba na bilety, bo spenetrowali głównie południe regionu. Z północy dwukrotnie trafił się Milicz i Polkowice. Te ostatnie zapewne dlatego, że w tym mieście urodziła się zmarła niedawno Joanna Kołaczkowska, słynna artystka kabaretowa i w telewizji dużo mówili.
A tak to mamy siódemkę z Wrocławia, cztery panie z Wałbrzycha i trzy z Nowej Rudy, z panią marszałek Wielichowską włącznie. Za jakie osiągnięcia trafiła do tego zestawienia? Silnie zaangażowana w promocję i profilaktykę zdrowia… A nie dopisano, jak kilka lat przed powodzią w 2024 roku, jako lokalna liderka PO, aktywnie protestowała przeciwko budowie suchych zbiorników retencyjnych w Kotlinie Kłodzkiej? Tak, działacze PiS też protestowali, ale jednak. Nawet teraz prominentni działacze Koalicji Obywatelskiej podkreślają, że z tego powodu raczej nie będzie szefem dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej, ale do tych wyborów za chwilkę dojdziemy.
W zestawie jest też obecna wojewoda Anna Żabska oraz trzy jeszcze postacie związane z Wałbrzychem. Nawet nie warto próbować zrozumieć dlaczego i pozostaje się tylko dziwić, że w tym gronie zabrakło miejsca dla prezydenta tego miasta Romana Szełemeja, którego przez lata podejrzewano, ze chciał się zapisać do rodu Hochbergów, ostatnio pokochał jednak ród Piastów, kilka razy miał być ministrem zdrowia i marszałkiem województwa. Więc dlaczego miałby nie zostać Dolnoślązaczką? W końcu Fundacja na Rzecz Równości zapewne walczy z wykluczeniami.
Jeśli chodzi na przykład o wybitne postacie ze świata rozrywki w historii regionu to tu twardo postawiono na aktorki z teatru Capitol – Justynę Szafran i panią Emose Katarzynę Uhunmwangho. Ok. To, że nie jestem w stanie zrozumieć w czym są lepsze na przykład od Anny German, Edyty Geppert (byłaby czwarta z Nowej Rudy) czy światowej sławy sopranistki Aleksandry Kurzak, to mój problem i muszę z nim pozostać. Są ludzie, którzy uważają, że wyżej wymienione aktorki z Capitolu bardziej się zasłużyły dla historii Dolnego Śląska i „odzyskania kobiecych doświadczeń, pracy i sprawczości” i musimy to uszanować. Tak samo jak dla niektórych zawsze Zenek będzie ważniejszy od Davida Gilmoura czy Modesta Pietrowicza Musorgskiego.
Właściwie to jeszcze chciałem zakrzyczeć i upomnieć się o prawa Marusi, zaprzyjaźnionej z załogą czołgu Rudy 102 z serialu „Czterej pancerni i pies”. Grała ją przecież wywodząca się z wrocławskiej Leśnicy Pola Raksa, za której „twarz/Każdy by się zabić dał…” jak śpiewał w nieśmiertelnej „Autobiografii” zespół Perfect. Wszak Marusia dość mocno upominała się o prawa kobiet w czołgu i w szeregach piechoty. I grubo przed Dodą dbała o prawa zwierząt, wielokrotnie stając w obronie Szarika.
Tak naprawdę i na poważnie, jeśli to możliwe, to to zestawienie jest chwilami mocniej krzywdzące nawet nie tak bardzo dla tych pominiętych, bo i tak będą w ludzkiej pamięci bez względu na tę czy inną bzdurną wystawę, ale dla niektórych tam obecnych. Stawiając je w niezręcznej sytuacji, że tak to delikatnie ujmę. Zwłaszcza, że o niektórych na pewno nikt nigdy już tak nie zaśpiewa jak o Poli Raksie.
I żeby wszystko było do końca jasne. W tym gronie 23 postaci są i te bardzo oczywiste i bezdyskusyjne, jak na przykład Maria Cunitz, Alicja Chybicka, Hanna Hirszfeldowa, Wanda Rutkiewicz czy Olga Tokarczuk.
No i jeszcze jedna rzecz. Jak czytamy na przywołanej stronie sejmowej „portrety namalowała Lucyna Cwiach, artystka wizualna, która pracuje metodą visual thinking”.
Tak, trzeba sobie to koniecznie zwizualizować czym jest ten „visual thinking”. Jak podaje owa inteligencja AI, która ma zamiast nas tworzyć i działać: „ to proces myślenia obrazami, symbolami i diagramami, zamiast linearnego tekstu”. Upraszczając, wracamy do pisma obrazkowego. W jakimś stopniu nawet poczuwam się do prekursorstwa. Gdyby byłem w wieku nieodpowiedzialnym to na lekcji Przysposobienia Obronnego dostałem zeszyt ćwiczeń - między innymi z rysunkiem karabinu. Pozwoliłem sobie przy lufie długopisem domalować bukiet kwiatów, do kolby dorysowałem kokardę, a na celowniku pszczółkę. Do tego w kółkach dopisałem trochę odmienione słynne hasło: sex, peace and rock’n’roll. Dostałem dwóję, zostałem wyrzucony z klasy i wezwano rodziców do szkoły, ponieważ zniszczyłem materiały szkolne... Ale to była właśnie namiastka metody visual thinking. O czym ani ja, ani pan od PO nie mieliśmy pojęcia.
A propos PO, czyli już nie Przysposobienia Obronnego, a nieboszczki Platformy Obywatelskiej, która obecnie widnieje pod nazwą Koalicji Obywatelskiej. Otóż w tej ciut odnowionej partii wielkim krokami zbliżają się wybory. O ile wiadomo, że w strukturach krajowych, podobnie jak to bywało w czasach PRL-u i w PiS, lider jest jeden i Donald Tusk rulez, to w regionach już mniej spokojnie. Na Dolnym Śląsku do tej pory na szefa regionalnego KO zgłosił się tylko dotychczasowy lider - Michał Jaros. Ale podobno konkurenta będzie miał. Wspominano o bohaterce wystawy czyli wicemarszałek Monice Wielichowskiej. Cały czas się waha i lekko obawia, czy przypadkiem kierownik Donald nie nakaże jej startu. Sprawa mocno skomplikowana, bo Wielichowska, kiedyś menadżerka muzyczna, na przykład zespołu Big Cyc, cały czas była po stronie Jarosa. Potem się zdystansowała, ale Jarosa nie unika. Trzeba przypomnieć, że dodatkowy kłopot jest taki, że nawet błogosławieństwo Tuska sprawy nie załatwia. W poprzednich wyborach obecny premier wsparł Romana Szełemeja, a wybory partyjne w regionie wygrał i tak Jaros.
Jeśli jednak Wielichowska się zdecyduje, to uczciwie będzie zrobić szybki „visual thiniking” Jarosowi i ustawić na sztalugach gdzieś między Marią von Maltzan a Anną Żabską. Obecnie jednak, wiele na to wskazuje, że uda się bez wkraczania w świat sztuki, ponieważ najczęściej wspomina się o innym przeciwniku ministra Jarosa. Ma nim być Jerzy Pokój, przewodniczący Sejmiku Dolnośląskiego.
Bardziej zaciekła wojna szykuje się o stanowisko szefa wrocławskiej KO. Mówi się nawet o sześciu lub siedmiu kandydatach. I trzeba już zapomnieć o słowie „frakcja”. To w KO ma tylko jakieś symboliczne znaczenie. Bo co to za frakcja jak jej lider, znów Michał Jaros, mówi, że on w Radzie Miejskiej zagłosowałby inaczej niż jego ludzie. Albo kłamie, albo nie jest już liderem. Więc niewykluczone, że sam wystartuje i na szefa, także struktur miejskich, o czym wspomina się już od tygodni. Ma od lat swoich zaufanych ludzi, ale wygląda, że już im za bardzo nie ufa lub nie wierzy w ich wygraną. Poza tym jest jeszcze dość mocny kandydat, którego jedni uważają za jarosowego, inni za schetynowego, a jeszcze inni za związanego z ratuszem. To Robert Leszczyński, czyli obecny szef klubu KO w Radzie Miejskiej.
Ponadto, coraz częściej i coraz poważniej, wspomina się o byłym liderze Nowoczesnej, która weszła w skład KO, radnym Tadeuszu Grabarku. Już legendy krążą, ilu to on wprowadził członków do Koalicji po połączeniu partii. Podobno nawet 800. Jak na partię, która na całym Dolnym Śląsku ma około 3000 członków, to niezła liczba głosów. A trzeba przypomnieć, że wybory są bezpośrednie i każdy działacz może być ważny.
Zwłaszcza, że cały czas aktywny i regularnie płacący składki jest ten przez lata najważniejszy na Dolnym Śląsku. Zwolennicy Grzegorza Schetyny jak mantrę powtarzają, że ich szef wchodzi tylko w pewne i wygrane projekty. Podobno ma coś ogłosić przed 20 lutego, czyli dniem, gdy zamknięta zostanie lista kandydatów.
Jakiej nabierze pewności? Czy to będzie „visual thinking” na miarę „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki - 426 cm x 987 cm? Raczej wątpię, choć może jeszcze też nie „Modlący się starzec” Juliana Fałata - 66 cm x 47,5 cm…
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze